#1 Cygan na gościnnych występach, czyli Gypsy and The Acid Queen.

0
301

MIEJSCE: Prochownia Żoliborz.
CZAS: 09/08/2018 gdzieś ok godziny 20:00.
BOHATER: GYPSY AND THE ACID QUEEN.

Słów kilka:
Pod pseudonimem Gypsy and the Acid Queen kryje się krakowski muzyk Kuba Jaworski.
Jest to jeden z laureatów nagrody im. Andrzeja Jakóbca przyznanej mu podczas festiwalu Fama w Świnoujsciu. Za sobą ma również wygrany plebiscyt portalu so!music.pl oraz występy podczas City Sounds Showcase we Wrocławiu a także uczestnictwo w Opole Songwriter Festival. W maju 2016 światło dzienne ujrzał krążek artysty zatytułowany po prostu Gypsy and the Acid Queen’.

Wtorkowy ciepły wieczór. Oświetlone mury prochowni jak zwykle przyciągają tłumy nie tylko spragnionych kraftowego piwa ale także niebanalnej muzyki, coś jakby powiew orzeźwienia w szerokim kontekście. Siedzimy z M. na schodach, leżaki już dawno zajęte, czekamy na rozpoczęcie koncertu a właściwie to ustalamy ze jak nie zacznie się on
w przeciągu 10 najbliższych minut (zegarek właśnie pokazuje godzinę 20:40) to wieczór spędzimy na żoliborskiej plaży. Mając w głowie ostatni zimowy koncert w praskim klubie Chmury, gdzie Gypsy wystąpił w otoczeniu innych muzyków (tych samych, których można zobaczyć na nagraniach z krakowskiego klubu Alchemia), zostajemy jeszcze chwilę. Gdzieś między rzędami leżaków przebija się sylwetka wokalisty…
Wchodzi na malutką, lecz wystarczającą scenę i ‚zasiada’ do swojej orkiestry. Dobór słów nie jest tu przypadkowy – gitara, keyboard, MPCek, laptop razem – że to wszystko tylko jedna osoba? Otóż tak proszę Państwa, otóż tak.
Od wspomnianego wcześniej koncertu zaskakuje mnie łatwość z jaką charyzmatyczny wokalista porusza się nie tylko między dźwiękami ale również między instrumentami. Dodajmy jeszcze do tego efekty dymno – świetlne i można zaczynać koncert…
Pierwsza piosenka, pomimo że w zamyśle ma być kołysanką (‚Lullaby for a dying man’) na pewno nie usypia publiczności. Muzyk zabiera nas w przestrzeń pełną elektronicznych uderzeń, połączonych z miękkim wokalem. Słuchając tego utworu na myśl przychodzi nam romantyk śpiewający w cieniu nocy gdzieś za uciekającą miłością. Środek utworu wyraźnie jest mocniejszy, wokalista używa swojego głosu wydobywając z niego ciemniejszą jego barwę. Całość utworu to próba przekonania słuchacza ze jedyne czego będziemy wszyscy potrzebowali dzisiejszego wieczoru to dawka uczucia pochodząca od ukochanej osoby. Gypsy chce niejako nauczyć nas jej odczuwania.Całość utworu utrzymana jest w spokojnym balladowym tonie. Pierwsze nieśmiałe brawa od publiczności – co dalej? Klimatów mrocznych część druga.
Z wielkiej miłości w morderstwo – wybrzmiały pierwsze dźwięki ‚Song about murder’
(a właściwie klaśnięcia połączone ze spokojną solówką gitarową – tak zaczyna się ten utwór). Wokalista zachęca nas do wsłuchania się w ciekawą historię, jeśli tylko znajdziemy w sobie na tyle odwagi aby pozostać tu po zmroku. Dużo tu samej gitary i wyższego a zarazem drapieżnego wokalu Kuby. Motyw miłości dużego chłopca przewija się z motywem śmierci. Miłość wychwalana w poprzednim utworze tutaj zostaje poniżana i nazwana ślepą. Dużo tu kontrastów, w sumie jak to w życiu. Druga część utworu poprzedzona zmianą gitarowego riffu opowiada swego rodzaju klasykę – dziewczyna spotyka swojego ukochanego idącego za rękę z inną. Następuje apogeum zarówno w historii jak i w samej muzyce – dziewczyna jest załamana, sięga po broń.
Długa melodia i powtarzane słowa: ‚słodki chłopcze, kocham cie ta bardzo, musisz umrzeć’ wprawiają w psychodeliczny stan. Po tym utworze Gypsy skieruje w stronę publiczności słowa – ‚No dobra koniec już o śmierci’. Cóż ciekawe jesteśmy czy artysta dotrzyma obietnicy…
Kolejną piosenką była ta zapowiadająca nową płytę. Jej tytuł (jeśli pamięć oraz długopis mnie nie mylą) to coś dookoła ‚Gdzieś daleko stąd’. Czy daleko będzie tej płycie od dotychczasowego Gypsiego? Ciężko powiedzieć – wydaje mi się że usłyszymy tu więcej MPC’ka i dzięków odtwarzanych z laptopa, być może kosztem gitary. Nowe piosenki usłyszane na tym kameralnym koncercie zdają się dawać pozytywny przedsmak tego co czeka na fanów Kuby a sądząc po reakcji osób tu zgromadzonych nowy materiał po prostu ‚da radę’.Ostatnie trzy piosenki koncertu to jak dla mnie jedne z pierwszych zasłyszanych, przez samego autora określane mianem ‚rozpoznawalnych’ czy nawet ‚moich hitów’…
Na początek coś po polsku – piosenka ‚Wilk’. Czyżby motywy ciemności i skowytu?
A jakże! U Kuby jest to jedna bluesowy skowyt z klasą ballady. Szalejące w tej piosence uczucia to miłość oraz zło. Wszystko czarne jak noc w którą nie pozostaje nic innego jak tylko ucieczka, ucieczka nie tylko przed innymi ludźmi ale przede wszystkim przed sobą samym. Artysta przestrzega ‚małą” przed wsiąknięciem w uczucie, które tak jak on sam jest czarną otchłanią, potworem.
Dalej piosenka Hush’. Gypsy próbuje w niej zrozumieć wyjątkowo trudną dla niego sytuację. ‚Wytrzyj łzy, jutro będzie w porządku’ – osobiście nie do końca znajduję w tej piosence wyjaśnienie o jaką sytuację chodzi autorowi słów. A może o to właśnie chodzi żeby każdy mógł słowa autora dopasować do indywidualnej sytuacji, w której tak często otacza nas bezsilność. Krzepiący przekaz a w tle monotonne (w pozytywnym słowa znaczeniu) brzmienie gitary, nieznacznie cięższe niż w poprzednich utworach.
To samo z głosem, zdaje się tu wydobywać z głębin, kojąc skołatane dusze.
Wreszcie to na co czekałam – M. wiedziała już że moje radosne westchnienie ‚No w końcu. Jest’ zwiastować nie może nic innego jak tylko utwór ‚Fire’. Pomimo że tak mocno przeplata go motyw gitarowych riffów, nie przeszkadza to w odbiorze samych słów. Cięższe brzmienia i powtarzające się jedno słowo: pożądanie. Tak jest, takie utwory lubimy i ich pożądamy. Widząc na scenie długowłosego chłopaka z tatuażami operującego takimi nutami wiem ,że to o czym śpiewa jest prawdziwe i płynie z pewnego rodzaju wrażliwości muzycznej jak i zapewne samych doświadczeń muzyka. Mało tu tekstu ale nie trzeba więcej żeby opisać fascynację kobietą oraz faktyczne do niej uczucie. Utwór ten polecam sprawdzić także w innej odsłonie a mianowicie w tej gdzie na scenie obok Kuby (i jego orkiestry) pojawiają się chłopaki z duetu Bass Astral x Igo a Igo wykonuje tu drugą zwrotkę utworu. Pomimo, że osobiście uwielbiam to wykonanie, sam Gypsy nie zawiódł mnie swoim a jego głos brzmiał niemal identycznie jak głos wspomnianego powyżej krakowskiego wokalisty…
Nucąc Fire, spoglądając na klaszczących współuczestników wydarzenia, wiem że to był naprawdę kawał dobrego koncertu.

K.