Niewielu jest uczestników polskich talent show, którzy potrafili utrzymać się na fali popularności także po programie. Pochodząca z Poznania grupa AudioFeels zdecydowanie zalicza się do grona szczęśliwców, którym telewizja uchyliła kilkoro drzwi. A pozostałe otwierają sobie sami. 16 marca zagrali w poznańskim klubie Blue Note i… na prawie dwie godziny zawładnęli tym miejscem.

AudioFeels to kilku kumpli z akademickiego chóru, którzy tworzą muzykę jedynie za pomocą swoich strun głosowych. Vocal play, bo tak nazywa się ich styl, to aranżacje wyłącznie wokalne, ale słuchając chłopaków trudno uwierzyć, że na nagraniu nie ma saksofonu, basu czy gitary elektrycznej. Dopiero scena bez jakiegokolwiek instrumentu uświadamia, że każda nuta pochodzi z gardeł wokalistów. To robi wrażenie. A jak duże? Niech świadectwo wystawią wyróżnienia i nagrody festiwalowe, które AudioFeels regularnie zdobywa. Albo to, że na poznańskim koncercie zebrało się (według danych z portali społecznościowych) ponad 600 osób, a tłum szczelnie wypełnił każdy zakamarek niewielkiego klubu.

AudioFeels wyśpiewali kawałki zarówno z debiutanckiej płyty, jak i najnowszego studyjnego albumu. Były też całkowite „świeżynki”, które dopiero co zostały przelane na partyturę. Przyznaję, że jak prawdziwy Polak wolę te utwory, które już dobrze znam – a zatem przemówiły do mnie przede wszystkim feelsowe perełeczki, jak „Nothing Else Matters” (cover Metalliki) czy „Shape of my Heart” (oryginalnie należące do Stinga). Na takie też aranżacje czekałam. Nie byłabym jednak szczera, gdybym nie przyznała, że i autorskie utwory nieźle poruszyły koncertową publiczność. Są świeże, nieszablonowe i zapadające w pamięć. A więc gdy następnym razem usłyszę na przykład „Banał”, z przyjemnością podkręcę głośność. Jedno natomiast podkreślić po prostu muszę: emisji głosu mogłaby się od AudioFeels uczyć niejedna gwiazdka polskiej (i nie tylko) sceny muzycznej.

A gdy już w Blue Note odśpiewana została cała playlista. Kiedy ucichły brawa po bisach. Gdy wydawać by się mogło, że impreza dobiega końca… rozpoczęło się afterparty. Obowiązkowo z udziałem AudioFeels, którzy bez skrępowania wyszli poza obręb sceny i zmieszali z tłumem. Ale co tu dużo mówić – w Poznaniu są przecież po prostu u siebie.