Warszawski Torwar. Mroźna sobota 26/01/2019.

Na wejściu spotykam znajomą twarz – to M. znowu wkręcił się w biletowanie. Szybkie siema siema! Ogarniam wzrokiem hol i natykam się na A. – razem wbijamy na płytę.
Frekwencja – nie za wielka, być może jest to spowodowane krakowskim koncertem który odbył się dzień wcześniej na Tauron Arenie. Z pozoru kameralny klimat wydarzenia przerodzi się następnie w szalony show z Tomem w roli głównej…Tak czy inaczej za chwile na scenie pojawia się on – chudy, blond włosy brytyjczyk o niesamowitej wrażliwości i pięknym, czystym głosie.

Koncert otwiera ‚Jubilee road’ z wydanej w październiku 2018 płyty o tym samym tytule.
W wywiadzie udzielonym dla kanału DIFFUS (YouTube), Tom tłumaczy jego fascynację życiem toczącym się na wyżej wymienionej ulicy. Mówi o niej – czuję że jest to moje miejsce na ziemi i to ta ulica dała mi moc inspiracji do napisania. Słuchając tego lirycznego utworu mamy wrażenie że opowiada nam gorzką historię – starszego sąsiada któremu rozleciało się życie, młodej pary z problemami a także przeplata ją ze swoją własną. Nieudana miłość i tęsknota. Pustka. W moim odczuciu pełno jest w tym utworze nadziei na poprawę losu – końcówka utworu jest pełna mocniejszych uderzeń w klawisze fortepianiu – ‚Wróć na Jubilee Road’ 

Pierwsze dźwięki kolejnej piosenki wprawiają tłum w cichą nostalgię oraz umiarkowaną euforię. Tak, to dobrze znany z Long Way Down utwór I know. Jak określić w kilku słowach ten numer – każde słowo piosenki to wspomnienie wielkiej miłości. Chłopak wspomina każde przyzwyczajenie i rzecz, którą dzielił z ukochaną osobą. Rozstanie – teraz nie ma prawa do kontaktu z nią a jednak za każdym razem kiedy próbuje uciec od przeszłości – upada na nią. Warstwa muzyczna? Cudowny fortepian i narastające dźwięki perkusji – słowa w końcowej fazie utworu są niemal wykrzyczane.
Pozostając w lekkim, melancholijnym klimacie warszawska publiczność mogła dalej usłyszeć utwory Sparrow oraz Still Getting Used to Being on My Own. Oba przepełnione smutnym obrazem, wzbogacone o bardziej energetyczne chórki. Artysta przelewa swoją rozpacz i próbę zrozumienia swojego smutku w pierwszej z nich. W drugiej z kolei uważa się za szaleńca, robi wszystko dla osoby, która już nie jest z nim a z drugiej strony próbuje się przyzwyczaić do samotności.

W tym momencie celowo pomijam część setlisty aby odddać trochę więcej miejsca szaleństwu jakie tego wieczoru  uczynił ten skromny młodzieniec. Jeśli myśleliście że koncert Toma to tylko smutne piosenki dla zakochanych par to jesteście w błędzie! Rozbieg i nagle Tom jest w środku tłumu…hej, przed chwilą jeszcze skakał po fortepianie, wygrywał skoczne melodie na harmonijce czy przedstawiając cały skład muzyków zachowywał się jak podekscytowny dzieciak. Przygaszone światła zmieniły się w grę barw i cieni a publiczność wyraźnie się ożywiła. Trybuny zaczęły delikatnie tupać nóżką.

Wracając do utworów – nie mogę nie wspomnieć o Hold Me. One, two, one, two i słychać cały Torwar śpiewający na jedną nutę. Piękna synchronizacja, Tom podskakiwał na swoim krzesełku a ja leciałam już pod sufitem. Ten utwór to uniesienie miłosne, wyznanie o motylach w brzuchu, bijącym sercu i tego typu romantycznych sprawach. Uwielbiam narastające wybuchy emocji, chórki oraz lekkie zakończenie utworu.
Grow Old With MeAnother Love – nie trzeba fanom przedstawiać. Dziecięcy optymizm – kochana dorastaj ze mną – teraz jestem dzieckiem ale przejdziemy przez to razem a nasze dzieci będą przepiękne. Kolejny utwór – rezygnacja. Autor mówi, że chce dbać, chce kochać ale wszystkie jego uczucia zostały przelane na poprzednią dziewczynę. Tom twierdzi, że obroni swoją ukochaną nie pięściami a własnym wrednym głosem – w to akurat jestem skłonna uwierzyć. Warstwa muzyczna utworów jest skrajnie róża – od euforii po oh! nostalgię jak to u Toma. Za to go kochamy jednak!

Która piosenka urzekła mnie najbardziej? Pomimo że mam swój ulubiony zestaw starszych kawałków to z jakiegoś powodu Concrete urzekło mnie tego wieczoru chyba najbardziej. Piękna się na koniec zrobiła wyciskarka łez. Totalne wyciszenie i ciarki z drugiej strony. Tłum zaśpiewał bardzo pięknie. To był piękny koncert.

Nie zabrakło także akcji z polską flagą, balonów i innych upiększaczy wieczoru.
Minusem dla mnie była zdecydowanie lokalizacja koncertu – Palladium zagrało by lepiej jeśli chodzi o klimat.

#posłowie 1: zwrócicie w wolnej chwili uwagę na zespół Jane’s Party (dobry support!)
#posłowie 2: E. a set lista wcale nie była taka zła + ta marynarka!

K.