Noela Gallaghera zna zapewne każdy z nas, chociaż niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Samo nazwisko wokalisty brzmi nieco egzotycznie, ale zespół, w którym grał przez wiele lat, osiągnął światową sławę. Oasis, bo tę grupę mam na myśli, już nie istnieje, jednak kariera Gallaghera nadal się rozwija. Aktualnie wokalista udziela się w zespole Noel Gallagher’s High Flying Birds i… właśnie wydał pod tym szyldem swój trzeci album!

Premiera nowego longplaya Noel Gallagher’s High Flying Birds miała miejsce 24 listopada, a jego produkcją zajął się David Holmes, który pracował m.in. z U2 i Manic Street Preachers. Album Who Built The Moon? promują 2 single – Holy Mountain i It’s a Beautiful World. Całe nagranie trwa niecałe 45 minut, ale wbrew pozorom wcale nie jest to za mało. Rzadko wspominam o okładkach, ale połączenie piasków i błękitnego nieba wyjątkowo mi tutaj pasuje. Wygląda pięknie.

Album otwiera ciekawy utwór zatytułowany Fort Knox, który idealnie zdradza nam klimat całego albumu. Doskonale wiemy, że czekają nas delikatne, ale rockowe brzmienia i nieco przytłumiony głos wokalisty. Patrząc na inne, godne opisania utwory, myślę o singlu Holy Mountain. Bez wahania powiem, że jest to najlepszy numer na płycie, który słusznie został wybrany do jej promocji. Połączenie grunge’owej melodii i wokalu Noela jest moim zdaniem po prostu obłędne. Poza tym, singiel jest bardzo chwytliwy, a to jest w tym przypadku chyba najważniejsze. Refren kojarzy mi się nieco z rock ‚n’ rollowymi numerami Elvisa, co jest zdecydowanie na plus.

Kolejnym ciekawym utworem jest również If Love Is The Law, który urzekł mnie ciekawym tekstem i oczywiście dobrym wokalem, bo Noel w tym przypadku chyba nigdy nie zawodzi. Polubiłam również numer The Man Who Built the Moon, który brzmi po prostu jak stare, dobre Oasis sprzed jakichś 15 lat.

Jeśli chodzi o warstwę tekstową, u Gallaghera zawsze bywało ambitnie i poziom jest zdecydowanie utrzymany. Mamy nieco klimatów prawniczo-miłosnych w If Love Is The Law, realistyczne i życiowe słowa utworu Be Careful What You Wish For i urzekające porównania w Black & White Sunshine. Najbardziej jednak polubiłam tekst Holy Mountain, który owszem opiera się na oklepanym motywie zauroczenia, ale przedstawia go w ładny, niekonwencjonalny sposób. Śmiem stwierdzić, że teksty są naprawdę mocną stroną tego albumu. Ale nie ma co się dziwić – Noel Gallagher w swoim życiu napisał ich setki.

Podsumowując – płyta jest naprawdę dobra. Wokal piosenkarza reprezentuje się naprawdę zaskakująco. Zwłaszcza patrząc na fakt, że przez wiele lat Gallagher zajmował się głównie grą na gitarze i okazjonalnym śpiewem w zespole. Warstwa tekstowa, jak już mówiłam, jest najmocniejszą stroną nagrania i warto zwrócić na nią uwagę. Po zawodowym gitarzyście nie można się spodziewać złej oprawy muzycznej – Noel zadbał o różne ciekawe rozwiązania. Dodatkowych muzyków jest w jego zespole od wyboru do koloru – znajdzie się nawet artystka grająca na… nożyczkach. A jeśli chodzi o samą produkcję i klimat płyty, zwieńczę to jednym słowem – złoto.