Po pięcioletniej przerwie Pink wydała swój siódmy studyjny album Beautiful Trauma. Album ukazał się 17 października tego roku.

Nie wiele artystów pop szanuję, ale Pink należy do tego wąskiego grona. Teksty jej zawsze miały jakiś sens i nie były tylko słowami do muzyki. Mogę śmiało powiedzieć, że dojrzewam razem z jej muzyką. Let’s Get Party Started i Where We Go dzielą lata świetlne dojrzałości życiowej i muzycznej, zarówno mnie, jak i Pink. To nie jest ta sama Pink, jest dojrzalsza i bardziej świadoma muzycznie.

Zbuntowana i nietuzinkowa Alecia Moore dojrzewa, tak jak jej słuchacze, dlatego pewnie jej nowa płyta zawiera wiele ballad. Utwory z Beautiful Trauma są dojrzalsze od skocznych utworów zawartych w albumie Funhouse. Gdyby nie głos Pink zastanawiałabym się czy na pewno dobrą playlistę włączyłam.

Singlem promującym płytę jest What About Us, wpadający w ucho refren i zwrotki przepełnione pytaniami bez odpowiedzi i żalem w głosie Pink. Utwór zapowiada kształt płyty oraz mnogość pytań jakie stawia sobie artystka, która chciała stworzyć ambitny hit. Moim zdaniem jak na Pop, jest to dość ambitny utwór, na pewno jak na singiel.

Zaczynając słuchać płytę bałam się, że cała będzie w tak ckliwym klimacie, no i niestety nie pomyliłam się. Jedynie kawałki Barbies i Revenge przypominają wcześniejsze jej utwory. Kawałek Revenge jest według mnie szczególnie godny uwagi, ponieważ artystka zaprosiła do niego Eminema i wyszło coś naprawdę ciekawego, zwłaszcza, że Eminem w nim nie tylko rapuję, ale też śpiewa.

Muszę jednak stwierdzić, że jak dla mnie jest to najnudniejsza płyta Pink. Niczym mnie nie zaskoczyła, bardziej zanudziła. Jeśli szukacie płyty do kieliszka wina, zamiast komedii romantycznej to jest to płyta dla Was. Dla mnie jest zbyt jednostajna i zbyt płytka, albo po prostu zbyt popowa, brakuje w niej tego pazura, który zawsze znalazłam we wcześniejszych płytach wokalistki.