13 lutego swoją premierę miał debiutancki album zespołu Mechanism. Łącząca w swojej twórczości progresywnym łańcuchem rock z metalem formacja oddaje słuchaczom niezwykły koncept album, w którym przy każdym kolejnym odsłuchu odkrywamy kolejne pokłady znaczeń. „Temat „życiowych dylematów” dotyczy każdego i z pewnością każdy z osobna zinterpretuje nasz przekaz indywidualnie na podstawie swoich doświadczeń, oraz dylematów życiowych” – dowiadujemy się od zespołu. Zapraszamy do lektury wywiadu z Mechanism!

Panowie, jak się czujecie przy okazji wydania pierwszej oficjalnej płyty zespołu Mechanism?

Michał: Co czuję? Wielką radość, lekkie napięcie, ciekawość jak płyta zostanie odebrana…
Artur: Mam świadomość dobrze wykonanej pracy z chłopakami i jestem bardzo ciekawi, jak jej efekt spodoba się na zewnątrz. Mam nadzieję, że dobra opinia o nas pójdzie w świat wraz z płytą.
Rafał: Jesteśmy pewni dobrze wykonanej pracy, ale czekamy z niecierpliwością na reakcje i opinie odbiorców.
Kamil: Gdy pierwszy raz fizycznie wziąłem płytę do ręki, to poczułem niesamowitą satysfakcję oraz radość, że w końcu jest! Nagrywanie, miksy, mastering, sesja fotograficzna, tłoczenie – był to czas, w którym się bardzo dużo się działo, nie obyło się także bez konfliktów, awantur, w których każdy chciał przemycić jak najwięcej swojej własnej wizji. Koniec końców, jest krążek z którego jesteśmy dumni i chcemy się nim dzielić z jak największą rzeszą ludzi

„Between The Words” to według Waszych zapowiedzi koncept album. O czym jest, na tyle na ile rzecz jasna możecie zdradzić, opowiedziana na płycie historia?

Rafał: Historia jest dość złożona i składa się z wielu wątków, które łącząc się ze sobą tworzą całość, nazwijmy to „życiowych dylematów”, z którymi chyba każdy w ciągu swojego życia zmaga się choć raz. Nie są to codzienne dylematy, ale sytuacje które mają czasem ogromny wpływ na nasze życie. Jeden z utworów np. traktuje o walce z uzależnieniem. Myślę, że każdy z nas ma jakieś swoje uzależnienie, którego chciałby się pozbyć. Nie ma więc prostej odpowiedzi na pytanie „o czym jest ta historia”, tym bardziej, że każdy słuchacz interpretuje teksty na swój własny sposób.
Kamil: Tak jak Rafał wspomniał, temat „życiowych dylematów” dotyczy każdego i z pewnością każdy z osobna zinterpretuje nasz przekaz indywidualnie na podstawie swoich doświadczeń oraz dylematów życiowych.
Michał: Teksty zaśpiewane przez Rafała na płycie są skonstruowane w taki sposób, aby zmusić słuchacza do własnych interpretacji, a sposób ich odbioru jest w dużej mierze zależny od tego, kto je czyta, od jego własnego bagażu życiowego. Pamiętam, jak pierwszy raz czytałem w gronie znajomych „Prize for Every Sin”. Doskonale wiem, jaki przekaz ma ten tekst, gdyż akurat ja go napisałem, ale przyznam, że to jak został odebrany i jakie wnioski wysunęli słuchający grubo mnie zaskoczyły. Utwory są ze sobą połączone, ale połączenia te trzeba znaleźć, gdyż nie są przedstawione w sposób bezpośredni, np. mamy utwór, w którym jakiś facet stoi w otwartym oknie i wierzy, że jak wyskoczy to nic mu nie będzie… że jakaś siła, która słucha jego myśli go ocali. No i skacze…a w następnym utworze budzi się postawiony na jakimś surrealistycznym moście rozciągającym się po horyzont, rozwieszonym w chmurach… Szczerze polecam do poszukania tego, co jest ukryte między słowami.

Jak długo powstawała ta płyta? I czy ma wielu ojców, czy to konkretna wizja któregoś z Was?

Artur: Ta płyta, to przede wszystkim wieloletnia praca Michała z Adrianem, to oni są Ojcami tego albumu i filarami całego zespołu. Oczywiście, w późniejszym czasie każdy z nas – w większym lub mniejszym stopniu – wniósł do tej muzyki kawałek siebie i dzięki temu jest to materiał całego zespołu i każdy z nas w podobny sposób się z nim identyfikuje.
Rafał: Największy wkład pracy leży po stronie gitarzysty Michała, który skomponował dużą większość muzyki, jednak każdy z nas ma w tym również swój udział.
Michał: Materiał na płycie to zbiór wybranych utworów, które powstawały od 2009 roku. Faktycznie jestem głównym kompozytorem, ale bez chłopaków na pewno te kawałki nie miałyby takiej formy, jak teraz. Jest tak, że przynoszę pomysły, pojedyncze riffy, lub też całe utwory, każdy dodaje coś od siebie, coś zmienia, a Adrian czuwa nad tym wszystkim jak cenzor i pilnuje, żeby wszystko miało ręce i nogi, żeby się zgadzało i pasowało do siebie.

„Between The Words” ma rewelacyjną okładkę! Wykonał ją uznany w środowisku Mariusz „Kobaru” Kowal. Przybliżcie czytelnikom HeartBeat jego dokonania oraz opiszcie Waszą współpracę.

Artur: Dzięki wielkie! Kobaru to człowiek – profeska! :) Działał już z takimi gwiazdami, jak Fear Factory, Behemoth, Acid Drinkers czy Vader i zawsze zrobił to
z ogromną klasą. Bardzo się cieszę, że zgodził się z nami współpracować. Mieliśmy w głowach konkretną wizję tej okładki, natomiast Mariusz skutecznie to przełożył na papier i… wyszło super!
Adrian: Prace Mariusza nie były nam obce, a nawiązanie kontaktu nie trudne, chociażby z tego względu, że mieszkamy w tym samym mieście, a środowisko artystyczne jest na tyle niewielkie, że większość z nas zna się od dawna. Ogólną wizję okładki miał Michał. Zaprosiliśmy Mariusza do naszej sali prób , opowiedzieliśmy jak mniej więcej to widzimy a całą resztę i szczegóły pozostawiliśmy do jego dyspozycji całkowicie zawierzając jego kreatywności.
Kamil: Współpraca z Mariuszem to była sama przyjemność, ten pogodny i wiecznie uśmiechnięty artysta zaraża swoją energią, przez co praca na planie jest ogromną przyjemnością.

Debiut Mechanism został nagrany w Velur Studios w Gdańsku, natomiast mastering wykonał Steve Corrao w Sage Audio Records w Nashville. Dlaczego padło właśnie na te osoby i studia? Jak oceniacie efekt ich pracy?

Artur: Powiem szczerze, mieliśmy mętlik w głowach, jeśli chodzi o wybór studia, nie byliśmy do końca zgodni w tej kwestii. Zwyciężyła wizja studia, które ma bardzo dobrą opinię jeśli chodzi o realizację, które ma dobry sprzęt i realizatora skutecznie potrafiącego wyciągnąć z kapeli to, co najlepsze. Pracowało nam się bardzo dobrze i sprawnie, dużo czasu poświeciliśmy na ustawienia brzmień i na miksy, ale to nasz debiut i nie patrzyliśmy tutaj na czas, tylko walczyliśmy o jak najlepszy efekt końcowy. Studio masteringowe znalazł Michał i to, że trafiliśmy na Steve’a Corrao było super trafem. Świetnie wyczuł to, do czego dążymy i mając dobrej jakości miksy, zamknął to wszystko bardzo fajnie. Ja osobiście zadowolony jestem bardzo.

Jak wyglądają Wasze muzyczne inspiracje? Jakie nurty czy muzycy i zespoły mają wpływ na każdego z Was z osobna, tym samym na twórczość Mechanism?

Artur: W moim przypadku inspiracji jest bardzo wiele, staram się słuchać możliwie różnorodnej muzyki. Aczkolwiek żadnej nie kocham w takim stopniu, jak tej spod ręki Stevena Wilsona i Porcupine Tree, to bez wątpienia mój największy muzyczny wzór.
Adrian: Też, jak Artur staram się nie zamykać i słucham różnorodnej muzyki. Uwielbiam sytuacje, gdy ktoś mnie zarazi jakimś albumem i wtedy słucham go na okrągło przez kilka dni i wysysam z niego wszystkie soki. Jeśli miałbym wybrać instrumentalnego mentora, to byłby nim bezapelacyjnie Gavin Harrison, a jeśli chodzi o harmonie i prowadzenie melodii, to ogromny wpływ miał tutaj Pat Metheny. Często sięgam do albumów takich gwiazd, jak Genesis, Yes, Steven Wilson, Peter Gabriel. Nie stronię również od muzyki klasycznej i symfonicznej, gdzie bardzo dużo się dzieje. Jest to często również progresywny rock, z tym że napisany na instrumenty orkiestrowe.
Michał: Pierwszą muzyką, jaka mnie poruszyła był album „Misplaced Childhood” zespołu Marillion. Mój ojciec puścił mi ją, kiedy byłem dwunastoletnim chłopcem, a świat tej muzyki mnie dosłownie wchłonął. Bardzo mu za to dziękuję. Do dziś często wracam do tej płyty i zaliczam ją do jednej z najważniejszych w moim życiu. Za gitarę chwyciłem w fazie fascynacji muzyką metalową lat 80… Metallica, Slayer, Sepultur. Ważnym momentem była płyta „Human” zespołu Death. Wiem, że to może mało subtelna muzyka, można powiedzieć wręcz brutalna, ale doskonała. Każdy kawałek jest doszlifowany do perfekcji, świetni muzycy. Słuchałem jej z milion raz. Przygodę z progresją rozpocząłem od Dream Theater. Naprawdę lubię ich muzykę. Dużo mógłbym wymieniać zespołów i muzyków, którzy są dla mnie ważni, ale jest jeden rodzynek – Pan Daniel Gildenlow i jego Pain of Salvation. Jestem wielkim fanem całej jego twórczości, uwielbiam jego teksty, wrażliwość, umiejętność przekazania emocji, możliwości techniczne, wokalne, perfekcyjnoś. Moim wielkim marzeniem jest, abyśmy kiedyś z Mechanism’em zagrali na wspólnym koncercie z Pain of Salvation.
Rafał: Moją pierwszą muzyczną i zarazem wokalną inspiracją był zespół Queen i Freddy Mercury, którego ojciec pakował mi do głowy od najmłodszych lat, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Potem doszły do tego przeróżne klasyki rocka, jak Led Zeppelin czy Deep Purple. Z muzyką progresywną natomiast nie miałem nigdy zbyt wiele do czynienia. Podjąłem się współpracy z chłopakami, ponieważ było to dla mnie wyzwanie.
Kamil: To bardzo trudne pytanie, ponieważ przeszedłem już w życiu przez bardzo wiele gatunków muzycznych i słuchałem bardzo różnej muzyki. Jednak jeśli mogę powiedzieć o osobie, która jest moim wzorem od zawsze to niewątpliwie – i tu pewnie zaskoczę – pianista jazzowy Herbie Hancock. Natomiast, jeśli chodzi o muzykę progresji rockowej/metalowej, to bez żadnych wątpliwości w kategorii instrumentów klawiszowych króluje Jordan Rudess.

Duża płyta to doskonały argument w rozmowie z organizatorami festiwali – czy macie zamiar postarać się o występ na scenie którejś z naszych letnich dużych imprez?

Artur: Z jednej strony tak, z drugiej bez wsparcia jakiegoś dobrego managementu, ciężko się przebić w tej chwili gdziekolwiek. My póki co robimy wszystko od A do Z swoim sumptem ,ale mimo to będziemy walczyć gdzie tylko się da!
Rafał: Mamy oczywiście taki zamiar, jednak imprezy tego typu często obstawiane są poprzez znajomości, więc skupiamy się teraz również na poszukiwaniu osób, z którymi moglibyśmy współpracować, jak management czy sponsorzy.

Czy sukces takich zespołów, jak na przykład Riverside motywuje Was do tego, by próbować zaistnieć również poza granicami Polski?

Artur: To nie tylko sukces Riverside, Blindead, Tides From Nebula czy Disperse nas do tego mobilizuje. Wszyscy mamy świadomość tego, żeby osiągnąć jakikolwiek sukces i aplauz tutaj w Polsce, najpierw trzeba zaistnieć za granicą i wtedy jest łatwiej zrobić cokolwiek tutaj. Dlatego jak najbardziej będziemy do tego dążyć. Pierwsze zagraniczne koncerty planujemy zagrać jeszcze w tym roku.
Rafał: Motywuje nas do tego przede wszystkim brak takich możliwości w naszym kraju. Będziemy starali się promować naszą muzykę za granicą wszelkimi dostępnymi sposobami i mamy nadzieję, że przyniesie to oczekiwane skutki.
Kamil: Ja osobiście jeszcze staram się utrzymać w wierze, że w tym kraju z tego typu muzyką można coś osiągnąć. Wydaje mi się, że nie ma zbyt wiele formacji grających muzykę podobną do naszej w Polsce – hehe, no chyba są, ale o nich nie słychać i wtedy rzeczywiście trzeba obrać drogę o której wspomniał Artur z Rafałem, aby ktokolwiek się nami zainteresował.

Na koniec, gratuluję płyty, dziękuję za rozmowę i pozdrawiam!

Artur: Dziękuję za rozmowę, pozdrawiam redakcję i czytelników!
Michał: Zapraszamy na naszą stronę www.mechanism.art.pl, bądź FB, gdzie od 14.02 będzie można nabyć naszą płytę, a także informacje o terminach najbliższych koncertów. Do zobaczenia i usłyszenia.