Po symfonicznym koncercie Richarda Bony, który miał miejsce w kaliskiej Arenie w minioną sobotę, udało się nam krótko porozmawiać z gwiazdą wieczoru.

[ZOBACZ RELACJĘ Z KONCERTU]

Filip Rogiewicz: Co sądzisz o tym wydarzeniu, czujesz że przywiozłeś ze sobą do Kalisza kawałek Afryki?
Richard Bona: Cóż nie jestem pewien, wiem że wszędzie gdzie pojadę przywożę ze sobą kawałek czegoś, kawałek siebie, i to się stało również dzisiaj. Wszystko poszło dobrze, mimo tego że bardzo trudno było zorganizować tak duże wydarzenie: promotorzy, próby z tak dużą orkiestrą, to skomplikowane by to złożyć w całość. Ale wyszło dobrze, naprawdę cieszę się że tu jestem. To piękne miasto, pierwszy raz grałem w Kaliszu, choć przyjeżdżam do Polski dość regularnie.

FR: Często grasz z orkiestrą symfoniczną?
RB: Nie, zazwyczaj gram ze swoim zespołem podczas typowych tras. Grałem też m.in. z Anną Marią Jopek, nagrywałem z nią płytę,
także  jestem obecny w polskim przemyśle od jakiegoś czasu robiąc rzeczy tu i tam, więc wiedziałem czego się spodziewać po tym kraju, ale to była dobra decyzja żeby pojawić się pierwszy raz w Kaliszu. Fantastyczna atmosfera, no i piękna, wypełniona po brzegi arena.

FR: Aranżacja twoich piosenek na orkiestrę wniosła do twojej muzyki całkiem nowe emocje. Jak się z tym czujesz?
RB: To bardzo dobre, lubię takie wyzwania, bo sprawiają, że muszę grać swoją muzykę w zupełnie inny sposób niż napisałem ją na początku. Kiedy pisałem te piosenki, pisałem je tylko z gitarą, z basem, nigdy nie wyobrażałem sobie, że coś takiego jak koncert z orkiestrą symfoniczną będzie miał miejsce. Taka sytuacja to dla mnie wyróżnienie, niektóre utwory brzmiały zupełnie obco, mimo że je znałem. Móc usłyszeć swoją muzykę w innym wydaniu to naprawdę wartościowa rzecz.

FR: Publiczność żywiołowo reagowała na to co działo się na scenie, cieszyli się twoją muzyką.
RB: O tak, byli bardzo aktywni, słyszałeś jak klaskali, słyszałeś jak śpiewali, pozostało tylko by zaczęli tańczyć!  Wszystko wyszło świetnie, ludzie reagowali na naszą muzykę. To dobra publiczność, która słuchała, a to bardzo ważne. Z publicznością, jest tak, że musi się dobrze bawić, ale musi też słuchać, ponieważ w muzyce jest dużo drobiazgów, detali, które muszą zostać usłyszane, i właśnie to stało się dzisiaj.

FR: Czy uważasz, że taka mieszanka muzyki etnicznej, z orkiestrą symfoniczną, w bardziej klasycznej odsłonie to trafione połączenie?
RB: O tak! Mieszanie jest dobre w każdym znaczeniu, każdy rodzaj mixu jest dobry. Nie tylko kiedy my, muzycy to robimy i pokazujemy ludziom, którzy przychodzą na koncerty, ale jest dobre też dla tych, którzy nie są muzykami. W sumie to wszyscy mamy misję edukowania innych. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że dopiero wtedy, gdy przyswoisz różnicę, gdy przyswoisz coś, co się różni od miejsca twojego pochodzenia, uskrzydlasz się. Przez naukę czegoś nowego, tworzysz tolerancję. Kiedy otworzysz te drzwi, by oswoić coś innego, wtedy tak naprawdę otwierasz także swoje własne drzwi. Co sprawia, że jesteśmy wciąż tacy zamknięci na siebie? Bo boimy się różnic. O, tam ktoś wygląda inaczej, on robi coś inaczej, tamten mówi w innym języku. Kiedy ja widzę inność, wtedy dopiero zaczynam być zainteresowany. Ludzie, którzy nauczą cię w życiu najwięcej, to ludzie, którzy są inni od ciebie. Twój najlepszy przyjaciel nie ma czego cię nauczyć. Oboje urodziliście się w Kaliszu, oboje jecie to samo jedzenie, mówicie w tym samym języku, chodzicie do tych samych miejsc, które znacie. Weźmy dla przykładu jedzenie: jeśli pojedziesz do Afryki, wszyscy tam jemy rękoma, ze wspólnego talerza. Nie ma tak, że każdy ma swój talerz, nie, mamy jeden duży talerz z rybą i ryżem i wszyscy jemy razem. Czujesz wtedy bliskość, w ten sposób tworzą się relacje między ludźmi. Teraz wyobraź sobie, że jesteś w Japonii i ktoś ci mówi, że nauczy cię jeść pałeczkami. Nagle już nie jemy rękoma, tylko pałeczkami. To skomplikowane, ale ty przyjeżdżasz z Kalisza, spotykasz się z różnymi ludźmi i musicie jeść. Wtedy już się uczysz, choćby różnych sposobów jedzenia. Dopiero wtedy zaczynasz prawdziwie żyć.