Martin Harley wraca na Rawę Blues. Do tej samej sali, ale na inny festiwal
We wrześniu 2018 roku Martin Harley zagrał w Wielkiej Sali Koncertowej NOSPR w duecie z Danielem Kimbro. Była to 38. edycja Rawa Blues Festival — jeszcze taka, w której NOSPR był tylko jednym z dwóch adresów, a serce imprezy biło w Spodku. 3 października 2026 roku walijski gitarzysta wróci na tę samą scenę. Tyle że tym razem zagra sam, a Rawa nie ma już drugiego adresu.
Festiwal, który zszedł z areny
44 edycja Rawa Blues Festival odbędzie się w całości w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Po dekadach w Spodku najważniejszy polski festiwal bluesowy zamienia halę widowiskową na salę zaprojektowaną wyłącznie pod dźwięk. Trudno o artystę, dla którego ta zmiana znaczyłaby więcej niż dla Harleya.
W jego graniu połowa rzeczy dzieje się w detalu. Metalowy stożek gitary rezonatorowej ma własne dogasanie, slide szura po strunach, słychać, jak palce zahaczają o nawinięcie, a oddech między frazami bywa równie ważny jak sama fraza. W hali sportowej część tego po prostu ginie. W sali koncertowej nie ma gdzie zginąć.
Sklep z płytami zamiast planu na karierę
Harley trafił do bluesa okrężną drogą. Na studiach dorabiał w sklepie z płytami, co w czasach przed streamingiem oznaczało dostęp do wszystkiego naraz i darmowy kurs historii muzyki w cenie etatu. Klucz podał mu Robert Johnson: nagrania z lat trzydziestych, na których jeden człowiek z gitarą brzmi jak dwóch.
Potem doszedł Ry Cooder, który pokazał mu, co da się zrobić slide’em i Kelly Joe Phelps, po którym Harley podjął decyzję najważniejszą dla swojego brzmienia: położył gitarę na kolanach.
Gitara, która leży
To nie jest kwestia wygody ani pozy. Gitara trzymana poziomo, grana wyłącznie slide’em, odbiera muzykowi możliwość dociśnięcia struny do progu i w zamian pełną kontrolę nad tym, co dzieje się między dźwiękami. Nie ma pół tonu, jest cała droga od dźwięku do dźwięku, i to na niej rozgrywa się właściwa gra. Stąd u Harleya to charakterystyczne ślizganie się frazy, bliższe ludzkiemu głosowi niż typowej gitarze.
Instrumentem, po który sięga najczęściej, jest rezonator — gitara z metalowym stożkiem zamiast zwykłego pudła rezonansowego, wymyślona w latach dwudziestych po to, żeby przebić się przez sekcję dętą, zanim wynaleziono wzmacniacze. Egzemplarz, z którym Harley koncertuje, zbudował dla niego niemiecki lutnik Andreas Cuntz. Efekt jest taki, że po dwóch taktach wiadomo, kto gra.
Pięć tysięcy pięćset czterdzieści pięć metrów
Dorobek Harleya to dziewięć albumów, w tym dwa nagrane z Danielem Kimbro w Teksasie i Nashville, oraz nominacje w kategoriach „Najlepszy Gitarzysta Akustyczny” i „Najlepszy Artysta Bluesa Akustycznego”. Ale jego biografię lepiej czyta się jako listę miejsc niż listę tytułów.
Grał w Troubadourze w Los Angeles, w którym debiutowali Tom Waits i Elton John. Grał w Royal Albert Hall i na Glastonbury. Jeździł w trasy z Beth Hart. I zagrał koncert charytatywny w Kala Patthar w Himalajach, na wysokości 5545 metrów nad poziomem morza — powyżej bazy pod Everestem, gdzie powietrze ma mniej więcej połowę gęstości tego na dole, a więc i dźwięk niesie się inaczej.
Ta lista mówi o Harleyu więcej niż jakakolwiek szufladka gatunkowa. Blues jest u niego punktem wyjścia, ale po drodze pojawiają się folk, country, gospel, jazz i muzyka spoza anglosaskiego kręgu. Na wydanym w 2024 roku albumie „Morning Sun” — na razie ostatnim w dorobku — pisze głównie o rzeczach prostych i o tym, żeby zauważać je na bieżąco.
Solo to inne granie niż duet
Osiem lat temu katowicka publiczność usłyszała Harleya z Kimbro, czyli z basem, który podtrzymywał puls i zostawiał gitarze wolną rękę. Występ solowy działa inaczej: cały ciężar rytmu, harmonii i melodii spada na jeden instrument, a wszystko, co artysta zrobi ze strojem, tempem czy dynamiką, słychać natychmiast. To format, w którym nie ma się za czym schować — i format, w którym gitarzyści tego pokroju zwykle brzmią najlepiej.
Co jeszcze na 44. Rawie
Harley nie zagra sam na afiszu. Na scenie głównej wystąpią D.K. Harrell, młody gitarzysta i wokalista z Luizjany, oraz basistka i wokalistka Nik West. Zagra też Irek Dudek Big Band — z Henrykiem Gembalskim, Krzysztofem Popkiem, Apostolisem Anthimosem i Krzysztofem Głuchem jako gośćmi. Na scenie kameralnej pojawią się Blues Junkers, Furman i Kapela Kare Konie, Red. Chirowski & Pan Wydro oraz Robert Kordylewski.
Od klubów w 1981 roku do sali NOSPR
Rawa zaczęła się w 1981 roku jako Ogólnopolskie Spotkania z Bluesem, rozrzucone po pięciu śląskich klubach. Wymyślił je Irek Dudek, a nazwę wziął od rzeki płynącej przez Katowice. Trudno o bardziej lokalny patent na festiwal, który dziś opisuje się jako największą bluesową imprezę pod dachem na świecie.
Przez lata osiemdziesiąte Rawa krążyła po Górnym Śląsku. Międzynarodowego rozmachu nabrała po 1989 roku i to wtedy zaczęła pełnić rolę, o której w Polsce łatwo dziś zapomnieć: przez długi czas była główną furtką, którą amerykański blues wchodził do kraju. Dla wielu muzyków zza oceanu koncert w Katowicach był pierwszym spotkaniem z publicznością po tej stronie dawnej żelaznej kurtyny — i to zostało w środowisku zapamiętane. W 2012 roku amerykańska The Blues Foundation przyznała festiwalowi nagrodę „Keeping The Blues Alive” w kategorii międzynarodowego festiwalu.
Lista nazwisk z czterech dekad robi wrażenie sama z siebie: Junior Wells, Koko Taylor, Robert Cray, Keb’ Mo’, JJ Grey & Mofro, Otis Taylor, Eric Sardinas, Macy Gray, Blind Boys of Alabama. Równie ważne jest jednak to, co działo się obok głównej sceny — Rawa od początku zestawiała światowe gwiazdy z polskimi zespołami, i przez lata była dla nich najpoważniejszą sceną w kraju.
Przeprowadzka ze Spodka do NOSPR jest w tej historii kolejnym zwrotem, nie zamknięciem rozdziału. Mniejsza sala oznacza mniej biletów, ale też inny rodzaj koncertu — bliżej sceny, bliżej dźwięku, dalej od hali. Przy takim składzie jak w tym roku brzmi to jak decyzja podjęta pod muzykę, a nie pod frekwencję.
44 Rawa Blues Festival odbędzie się 3 października 2026 roku w siedzibie NOSPR w Katowicach. Bilety są dostępne na stronie festiwalu i NOSPR: https://nospr.org.pl/pl/kalendarz/rawa-blues-festival
Osoby przyjeżdżające samochodem mogą tego dnia bezpłatnie skorzystać z parkingu A w Strefie Kultury — na podstawie okazanego biletu na festiwal. Zgodę na to wydało miasto Katowice.
Zdjęcie: Materiały prasowe / netfanpl