Hubert „Spięty” Dobaczewski to artysta, który od lat wymyka się prostym definicjom. Najpierw jako filar zespołu Lao Che, później w solowej karierze, konsekwentnie udowadniał, że polska piosenka może być jednocześnie literacka, inteligentna i przewrotnie zabawna.
Jego poprzedni album Heartcore (2023) był płytą raczej introwertyczną, melancholijną, momentami niemal kontemplacyjną. Tymczasem na najnowszym wydawnictwie Full H.D. artysta wykonuje wyraźny skręt: zamiast wyciszenia proponuje puls, rytm i taniec, choć wciąż podszyty charakterystyczną dla niego ironią.
Czwarta solowa płyta Spiętego to jedenaście utworów i niespełna pięćdziesiąt minut muzyki, która – jak sugeruje sam tytuł – ma być obrazem świata w wysokiej rozdzielczości: ostrym, czasem nieprzyjemnie wyraźnym, pełnym drobnych szczegółów. W tym świecie śmiech miesza się z niepokojem, a błyskotliwa gra słów z refleksją o wierze, ego i współczesnej kulturze.
Największa zmiana w stosunku do poprzednich płyt Spiętego ujawnia się w warstwie muzycznej. O ile wcześniejsze wydawnictwa bywały oszczędne i refleksyjne, Full H.D. pulsuje rytmem. Artysta sięga po inspiracje taneczne: od bolera i tanga po funk i disco, choć robi to po swojemu, bardziej jako stylizację niż klubową propozycję. Nie jest to jednak taniec w sensie dosłownym. Spięty traktuje groove jak narzędzie narracyjne, jakby chciał sprawdzić, czy ironiczne teksty można osadzić w rytmie, który prowokuje do ruchu.
Otwarcie albumu jest jednocześnie jego manifestem. Serconośny zaczyna się rytmem przypominającym poloneza z domieszką bolera, co nadaje mu charakter lekko groteskowego korowodu. To zaproszenie do świata płyty, niby tanecznego, ale podszytego satyrą. Tekstowo Spięty bawi się absurdalną logiką codzienności, gdzie deklaracje emocji zderzają się z cynizmem.
W piosence Zapalenie przedrostka Spięty wraca do swojej ulubionej zabawy językiem, słowa są tu materiałem plastycznym, który można przekręcać, rozciągać i ośmieszać. Pod warstwą humoru kryje się jednak całkiem poważne pytanie o to, jak język zmienia nasze myślenie.
W Atrapa łajdaka pojawia się bardziej rockowy puls. Gitara prowadzi utwór w stronę alternatywnego rocka, ale całość ma charakter lekko teatralny. Stan podgorączkowy sobotniej nocy – już sam tytuł sugeruje przewrotną zabawę popkulturą. To jeden z bardziej tanecznych momentów albumu – funkowa pulsacja miesza się z ironiczną opowieścią o nocnym życiu, które w gruncie rzeczy okazuje się dość puste.
Jedna z ciekawszych narracyjnie piosenek to Kowalski własnego losu. Spięty bierze na warsztat figurę „zwykłego człowieka” i rozkłada ją na części. Bohater jest jednocześnie sprawcą i ofiarą własnych wyborów. Utwór Język płocki, który brzmi jak lingwistyczny kabaret. Finał płyty ma charakter niemal metafizyczny. Spięty w utworze Samowolne opuszczenie ciała wraca tu do tematów wiary, sensu i tożsamości – tematów, które od dawna przewijają się w jego twórczości.
Spięty pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych tekściarzy w polskiej muzyce alternatywnej. Jego styl to mieszanka językowej gry, satyry i filozoficznych pytań podszytych humorem. Na Full H.D. te elementy są obecne w pełnej krasie.
Nowe wydawnictwo pokazuje, że Spięty nie zamierza powtarzać własnych schematów. Po introspektywnym Heartcore artysta postawił na ruch i rytm.
Zamiast kolejnej „poetyckiej” płyty dostajemy album, który momentami przypomina alternatywny dancing. Nie wszystkie eksperymenty są tu równie udane, ale trudno odmówić tej płycie odwagi. Muzycznie jest żywszy niż poprzednie wydawnictwa Spiętego, a taneczne inspiracje wnoszą do jego twórczości świeżą energię.
Jednocześnie płyta pozostaje wymagająca, to nie jest materiał, który od razu wchodzi pod skórę. To raczej album do słuchania z uwagą, najlepiej kilka razy.

4/5
Spięty – Full H.D.
2026, Mystic Production