Strona w trakcie Redesignu.
Labrinth

Written by 2:00 pm DZIAŁ NEWS, DZIAŁ PUBLICYSTYKA, Recenzje

Labrinth – Cosmic Opera: Act I (2026), recenzja Michała Seremaka

Po latach spędzonych na granicy popu, elektroniki i muzyki filmowej Labrinth wraca z projektem, który jest jednocześnie najbardziej teatralny i najbardziej osobisty w jego karierze.

Album Cosmic Opera: Act I, wydany 30 stycznia 2026 roku, to czwarta solowa płyta brytyjskiego artysty i zarazem początek konceptualnego cyklu, który ma przyjąć formę muzycznej kosmicznej opery.

Labrinth od dawna flirtuje z monumentalnością, już ścieżka dźwiękowa do serialu Euphoria pokazała jego skłonność do dramatycznych chórów i quasi-sakralnych aranżacji. Jednak na poprzednich albumach, choćby Ends & Begins, te elementy wciąż funkcjonowały w obrębie alternatywnego R&B czy art-popu. Cosmic Opera: Act I idzie krok dalej: to płyta, która próbuje połączyć strukturę opery z językiem współczesnego popu, hip-hopu i elektroniki.

Już otwierający album Something Like An Opera działa jak prolog w teatrze. Minutowa miniatura, bardziej fragment scenicznego preludium niż piosenka, ustawia ton całej płyty. Labrinth zamiast klasycznej narracji proponuje dramaturgię: krótkie utwory, interludia i momenty quasi-liturgicznej powagi. To sygnał, że nie mamy do czynienia z kolekcją singli, lecz z kompozycją pomyślaną jako całość.

W Debris pojawia się pierwszy kontrast charakterystyczny dla całego albumu. Tekst sugeruje artystę wystawiającego się na scenie niczym performer w płonącym teatrze („Are you entertained? … the roof is on fire”), a muzyka łączy trapowy rytm z niemal filmową orkiestracją. Jeszcze wyraźniej działa to w IMPLOSION – jednym z singli promujących płytę. Tutaj pulsujący beat spotyka szerokie smyczki i chóralne tła.

Into the Black Hole wykorzystuje metaforę czarnej dziury jako duchowego punktu zerowego. W tekście pojawia się linia: „no fear, no name”, sugerująca moment egzystencjalnego wymazania. Jeszcze bardziej ascetyczny jest God Spoke krótki, niemal modlitewny fragment. Utwór opiera się na surowej produkcji i intensywnym wokalu, tworząc atmosferę intymnej konfrontacji z wiarą i zwątpieniem. To jeden z najbardziej przejmujących momentów albumu, choć jednocześnie tak krótki, że pozostawia niedosyt.

Labrinth – God Spoke (Official Visualizer)

Środkowa część płyty wprowadza bardziej agresywną energię. Big Bad Wolf balansuje między rapem a teatralnym performansem. Jeszcze ciekawszy jest I Keep My Promises, gdzie artysta igra z wizerunkiem toksycznej męskości. W tekście pojawiają się brutalne deklaracje dominacji i kontroli, które brzmią jak świadoma prowokacja. Muzycznie utwór przypomina mroczny pop z industrialnym posmakiem.

Jednym z najbardziej udanych fragmentów albumu jest Orchestra. Aranżacja jest przewrotnie subtelna, delikatne smyczki i minimalistyczny beat tworzą przestrzeń dla wokalu Labrintha. To moment, w którym koncept „popowej opery” działa najlepiej, dramat jest tu zawarty w melodii, nie w rozmachu produkcji.

Końcówka płyty Still In Love With The Pain i Running A Red, zamiast wielkiego finału przynosi melancholijne wyciszenie. Ten zabieg może rozczarować słuchaczy oczekujących monumentalnej kulminacji, ale jednocześnie wpisuje się w narrację albumu: kosmiczna podróż kończy się nie triumfem, lecz introspekcją.

Labrinth – Orchestra (Official Audio)

Cosmic Opera: Act I to płyta, która nie próbuje być wygodna ani łatwa. Album imponuje rozmachem i wyobraźnią. Jednocześnie koncept opery bywa tu trochę pułapką. Wiele utworów trwa zaledwie minutę lub dwie, co sprawia, że niektóre pomysły brzmią raczej jak szkice niż pełnoprawne kompozycje. Czasem odnosi się wrażenie, że Labrinth bardziej buduje świat niż pisze piosenki.

Ale nawet z tymi niedoskonałościami to album odważny i autorski, jeden z tych, które bardziej fascynują, niż po prostu się podobają.

Labrinth

Ocena: 3 na 5.

3/5

Labrinth – Cosmic Opera: Act I

2026, Sony Music Entertainment

(Visited 14 times, 2 visits today)
Tagi: Last modified: 8 marca, 2026
Close