No nie ma co, to jego czas. Kolejna trasa – szczęśliwa trójka, trzecia – wyprzedana. Tym razem, bez elektroniki – akustycznie. Jego nazwisko odmieniane przez różne przypadki
i stany emocjonalne jest (w szczególności od końca września) na ustach wszystkich, którzy choć w najmniejszym stopniu nie są ignorantami naszej rodzimej sceny muzycznej.
Już w tej chwili myślę, że wiadomo o kogo chodzi – Dawid Podsiadło. Dzisiaj pewna platforma streamingowa zaproponowała mi nieśmiało nowy utwór – nowy, nie nowy, nowa jest aranżacja! Od razu możemy także zobaczyć obrazek! Dzień dziecka dla fanów.
Mowa o Matyldzie – w wersji akustycznej. Od pierwszych dźwięków usłyszycie cymbałki i delikatny bardzo rytm wybijany na perkusji. To tło – na pierwszym miejscu krystalicznie czysty głos Dawida. Kaskadowo dołączają do niego damskie chórki oraz skrzypce (niesamowite wrażenie na klipie robią prześwity słońca przedzierającego się zza pleców skrzypaczki). Dawid wraz z zespołem wyglądają jak grupa dobrych znajomych, którzy ot tak wyszli sobie na górską łąkę pośpiewać w pięknych okolicznościach przyrody. Obraz młodych ludzi (dodatkowego klimatu dodaje stylizacja rodem z lat 90 – tych), zabawa dobrą muzyką i totalny chill. Piosenka wprowadza w tak optymistyczny nastrój, że możecie na spokojnie zamknąć oczy i delektować się melodią chwili.

A na koniec mały prztyczek w nos dla moich znajomych, którzy twierdzili, że Matylda ‚no nie jest najlepszą i ulubioną piosenką z płyty’. Może to wykonanie Was przekona :)
Bo sztuką jest i owszem wyprzedać narodowy – ale zaśpiewać bez żadnych ozdobników i cyfrowych wspomagaczy, tylko za pomocą potęgi i różnorodności barwy swojego głosu – to jest sztuka nad sztuki!

K.