Nigdy nie byłem największym na świecie fanem zespołu Elektryczne Gitary, ale nie mogę odmówić Sienkiewiczowi i spółce kilku rzeczy. Po pierwsze, od początku trzymali w miarę równy poziom, jeśli chodzi o swoją twórczość. Po drugie, osiągnęli naprawdę dużo na rynku muzycznym. Po trzecie, uwielbiam lekkość, jaką „widać, słychać i czuć” w ich utworach.
W 2010 roku miała miejsce premiera albumu Historia. Na krążku tym zagościły utwory o tematyce historycznej, między innymi o bitwie pod Grunwaldem, Cudzie nad Wisłą, Solidarności, czy – jak zresztą wszyscy dobrze kojarzą – słynnym Dywizjonie 303. O ile klimat poprzednich dokonań pozostał, o tyle cała otoczka nie była już taka rubaszna i prześmiewcza. Mimo to jestem zdania, że była to jedna lepszych publikacji Elektrycznych Gitar.

Sześć lat później przyszedł czas na duchową kontynuację Historii. Album zatytułowany Czasowniki przyniósł nam kolejne utwory związane z historią naszego kraju. Jak możemy wyczytać wewnątrz wydania, panowie z Elektrycznych Gitar skupili się na wydarzeniach, które miały coś wspólnego z cyfrą 6. I tak oto poruszona została tu tematyka chociażby młodości Szymona Kobylińskiego, chrztu Polski czy zakończenia obu wojen światowych.
W większości, jak przystało na tradycję zespołu, melodie należą do skocznych i wpadających w ucho – co jest zresztą bardzo charakterystyczne.

O ile nie mam zastrzeżeń co do muzyki, o tyle nie wszystkie teksty przypadły mi do gustu. Przez cały album miałem wrażenie, że są bardzo nierówne. Ba; czasami nawet zdarzały się – w mojej opinii – bardzo dziwne częstochowizmy. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze całokształtu.

Warto wspomnieć także o postaciach przewijających się w kolejnych piosenkach. Oprócz tytułowych Mieszka I, Szymona Kobylińskiego, Josefa Frantiska czy Andrzeja Panufnika możemy spotkać także Józefa Piłsudskiego, Witolda Urbanowicza czy nawet Kazika Staszewskiego. Różnorakich nawiązań jest zresztą mnóstwo, nie tylko do postaci, w związku z czym każdy miłośnik historii może odnaleźć w tekstach bardzo dużo fajnych smaczków.
Trochę szkoda, że dostaliśmy mniej niż czterdzieści minut muzyki, bowiem Czasowników, mimo pewnych zgrzytów, słucha się bardzo przyjemnie.

Nie jest to może poziom niektórych wcześniejszych dokonań Elektrycznych Gitar i z pewnością album ten nie zostanie na dłuższą metę jakoś szczególnie zapamiętany, ale wydaje mi się, że jeśli spodobała ci się Historia, to w tym wypadku również poczujesz się dobrze.