MIEJSCE: Atlas Arena (Łódź)
BOHATER: 21 Pilots
SŁÓW KILKA: Elektronika – rock alternatywny – rap rock – indie.
Obecnie formację tworzą przyjaciele Tyler Joseph oraz Josh Dun. Zespół powstał w USA w 2009 roku (od tego czasu skład pomniejszył się o dwóch członków – Nicka Thomasa oraz Chrisa Saliha), nazwa została zaczerpnięta ze sztuki  pt. Wszyscy moim synowie.
Zarówno Tyler jak i Josh są multiinstrumentalistami – razem posiadają umiejętności dające im możliwość gry na ponad 10 instrumentach. Na swoim koncie mają 5 albumów studyjnych oraz m.in. 3 nagrody Grammy…

Kiedy o godzinie 15 (3,5h do otwarcia bramek) zajechaliśmy z B i P pod łódzką Atlas Arenę z każdej strony zaczęli otaczać nas młodzi ludzie ubrani w czarno – żółte barwy (oh tak, taki właśnie jest znak rozpoznawczy całego Bandito Tour). Po pierwszych 5 minutach obserwacji wiedziałam że najwierniejsi fani muszą tu stać od samego rana oraz że będę tego wieczoru mocno zawyżać średnią wieku. Postanowiłam przejść się wzdłuż tłumu – przewaga młodych dziewczyn – kolorowe włosy, kolczyki i wszechobecna atmosfera ekscytacji. Postanowiliśmy ustawić się w tym tłumie aby złapać jak najlepsze miejsca. Początkowo pomyślałam, że jednak stanę z boku, łapiąc jak najlepszy dźwięk i unikając przy tym niekontrolowanej fali tych najbardziej zagorzałych fanów…Chłopaki, dzięki Wam za to, że mniej lub bardziej świadomie odwiedliście mnie od tego pomysłu…Że ogień, że robią to dobrze i w ogóle jest mega super? Tak, słyszałam to już kilka razy przed największymi koncertami więc takie słowa traktuję z dużą rezerwą…Jesteście ciekawi jak zrobili to piloci – bandyci?…A zatem zapraszam na show…

Koncert otworzył Jumpsuit – a na scenie od początku gorąco. Płonące auto oraz dwójka bohaterów odziana w czarne kominiarki.  Jeden z bardziej znanych utworów z płyty to dobry pomysł na rozbujanie publiki – oczywistość – dla mnie jednak sam charakter i budowa utworu daje chłopakom szerokie pole do popisu. Początek to pływanie między dźwiękami, rytm marszu wprowadzający w lekki trans, mocno przesterowany elektronicznie głos Tylera oraz pokazanie że koleś jest nie tylko od ‘zdzierania gardła’ ale potrafi też śpiewać w bardziej liryczny sposób. Nuda? Nic bardziej mylnego – końcowa partia utworu to mocniejsze brzemienia gdzie z kolei swoje umiejętności na perce może pokazać nam Josh. Kiedy utwór powoli wygasa a światła gasną – okazuje się że wokalistę możemy teraz zobaczyć nie na scenie ale na prawej trybunie, na niewielkim podwyższeniu. Fala tłumu z górnych sektorów osiągnęła chyba prędkość światła lecąc w dół aby tylko zrobić selfie ze swoim idolem. (E. która pracowała tego dnia przy biletowaniu koncertu zdradziła mi później – ‘Kacha, widziałam jak on zapieprzał szybko po korytarzu żeby tylko zdążyć wyjść w odpowiednim momencie na trybunę’. Cóż, praca czasem wymaga poświęceń.). Set lista dalej nie zaskoczyła – jeśli znacie kolejność piosenek na płycie Trench to wiecie że naturalne jest przejście wprost do Levitate. Leniwie płynąca muzyka, jednostajny bit perkusji oraz doskonałe flow Tylera – mamy wrażenie że cała piosenka zaśpiewana jest na jednym oddechu. Utwór zawiera pełno odniesienia do złych odczuć: bólu, zawiści, niebezpieczeństwa – tak zbudowany jest jego klimat. Podczas utworu wokalista został wyniesiony na ruchomej części sceny na niewielką wysokość – you can learn to levitate with just a little help nabrało dosłownego znaczenia.

Szybkie przeniesienie w klimat Blurryface – ­oh,oh,oh  – tak, to Fairy Local. Bardzo kontrastowa piosenka – w pierwszej części główny bohater określa się jako zepsutego do szpiku kości człowieka, który robi wszystkim na złość, psując siebie samego od środka. Druga część – nawrócenie – mogę uniknąć robienia tego co sprawia innym ból. Cała piosenka oparta jest na loopie z dodatkiem wysokobrzmiących chórków – pojawiają się one głownie podczas zwrotek, tworząc spójną całość – jednocześnie wyznaczające ramy utworu. Zdecydowanie więcej tu wpływu underground rap’u niż rocka. Po kilkuminutowym bujanku przyszła pora na najbardziej rozpoznawalny utwór zespołu –Stressed Out. Osiągnął on taki właśnie status ze względu nie tylko poprzez ‘grywalność’ w radio ale także poprzez wpadający w ucho bit, niosący refren oraz bardzo dużą uniwersalność tekstu. Wspomnienie beztroskiego dzieciństwa zderza się z tym czego doświadczamy nieunikalnie, co niszczy nas mimochodem – wszechobecny stres. Chcemy wracać do miejsca gdzie mogliśmy w naszej głowie zrodzić nieograniczone niczym projekcje i wizje przyszłości, jednak co rano wstajemy żeby zarabiać hajs. Bohater liryczny zakłada maskę , ukrywając tym samym wszystkie swoje lęki i obawy – jednak obchodzi go zdanie tłumu. To osoba nie obojętna na wpływy otaczającej rzeczywistości. Elektronika, lekka perka a dodatkowo ledwo słyszalne klawisze a z drugiej strony wielka energia którą dało się wyczuć w powietrzu wędrująca od nas – tłumu- w kierunku chłopaków…

Ścieżka dźwiękowa do Suicide Squad – osobiście to właśnie do kawałka Heathens przekonywałam się najdłużej ze wszystkich utworów zespołu.  Zestawiając fabułę Legionu samobójców z tekstem piosenki mamy wyraźnie zarysowaną historię – każdy z bohaterów to odmieniec, groźny przestępca który ma do wypełnienia niebezpieczną misję. Często w odniesieniu do tego utworu słyszy się że za tytułowymi ‘odmieńcami’ kryje się fandom zespołu – Skeleton Clique. Cyfrowo przesterowany głos Tylera przez całą piosenkę ostrzega przed niebezpieczeństwem wniknięcia do zamkniętego, zdegenerowanego kręgu. Trzymaj się z daleka! (Btw najlepszym dla mnie fragmentem utworu jest kilkunastu sekundowa mocniejsza wstawka, dzieląca utwór na dwie wyraźne części). Mrok, mrok, mrok i nagle kwiaty na długiej koszuli, ukulele i oksy przeciwsłoneczne.  Czuję się jakbym dostała drinka na Zanzibarze, podczas gdy tekst piosenki to poważna sprawa…We don’t believe what’s on TV – hej, to jednak piosenka o miłości? Tak, ale nie znajdziecie tu pięknych słów i rozpływania się w uczuciu – Mówiłem, że chcę umrzeć, zanim będę stary/ Ale z twojego powodu mogę pomyśleć dwa razy. Bardzo miło z twojej strony Tyler. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną – jeśli nie znacie dobrze twórczości zespołu moglibyście się mocno zdziwić gdyby ktoś powiedział Wam że piloci. Piosenka dobrze buja, ma lekki tekst oraz słyszalne w tle dźwięki trąbki przeplatane delikatnymi chórami śpiewanymi na dwa głosy. Ukulele dalej na scenie – wchodzimy w wysokie tony, bujamy się nadal – The Judge. Nie znając tekstu można by pomyśleć  – lekko i przyjemnie. Nic bardzije mylnego – w tekście ponownie słyszymy  bólu, zamarzającej duszy czy ponurych akordach. Strasznie fajny zabieg, kiedy warstwa tekstu nie do końca znajduje odzwierciedlenie w muzyce którą słyszymy. Powtarzający się bit wybijany przez Josha oraz akompaniament Tylera pełen lekkości. To znajdziecie w pierwszej części utworu – dalej łącznik – narastająca perkusja oraz nieśmiało rysujące się dźwięki pianina. Strasznie pozytywna (?) kompozycja, pełna różnych rytmów i instrumentów!

Cut My Lip oraz Lane Boy dalej…bardzo ciekawy pomysł na zagranie tych dwóch utworów po sobie. W moim własnym odczuciu, jeśli chodzi o styl obu utworów, pierwszy z nich pomimo że pochodzi z nowszego wydawnictwa mógłby stanowić wstęp do tego następnego. Zapętlony rytm oraz lekko psychodeliczne wstawki syntezatora w pierwszysm z nich, kryją za sobą ciągłe staranie i walkę ukrytą w tekście – Though I am bruised, face of contusions/ Know I’ll keep movin’, know I’ll keep movin’. Strasznie lubię tu głos Tylera, który śpiewa tu bardzo dziewczęco co dodatkowo kontrastuje z przesłaniem utworu. Lane Boy to połączenie klimatu poprzedniej piosenki z szybszym i bardziej agresywnym wokalem (głównie w zwrotkach). To też jedna z bardziej znanych piosenek zespołu – sam utwór nawiązuje do tego wprost – Honest, there’s a few songs on this record that feel common. Słuchając całego utworu mamy wrażenie że Tyler opowiada swoją historię. Od buntu przeciwko utartym schematom i „złotym radom” aż po przekonanie że przemysł muzyczny nastawiony jest tylko na zarabianie pieniędzy ale jednak koncerty potrafią dać artyście wolność. Końcowa część utworu to już zmienne tempo, szybsze obroty, które niewątpliwie pozwoliły mi nabawić się kilku siniaków podczas skoków i obijaniu się o ludzi stojących obok. Jest w tym utworze coś hipnotyzującego. Ciekawym zabiegiem jest tu zapętlenie tego samego motywu na początku i na końcu utworu.

Singiel numer 2 z nowej płyty – Nico and The Niners. Już samo intro jest ciekawe – warstwa liryczna została zagrana od tyłu a następnie od razu przechodzi w jednostajny bit. W tym utworze mamy do czynienia z pewną dawką zmyślonego przez 21 Pilots świata – Dema czyli wieże milczenia są tutaj rozumiane jako miejsce oczyszczania.  Być może dla zespołu oczyszczeniem jest też samo granie koncertu – nazywanego w tym miejscu zmyłką. Tak samo jak zmyłką można określić outro utworu – znów mamy do czynienia z nagrywaniem od końca oraz bardzo intensywną nawijką Tylera. Utwór obfituje też w elektroniczne chórki wzbogacone damskim głosem.

Nagle jakby zmieniło się wszystko – nie tylko klimat koncertu ale też scena. I nie mowa tu o zmianie scenografii na main (tu niezmiennie króluje podświetlana konstrukcja zrobiona z sześcianów) ale o zmianie samej sceny. Chłopaki pojawiają się teraz na środku płyty, na drugiej mniejszej scenie a nad nimi konstrukcja z neonowych sopli, zmieniających kształt i kolor. Dobrze myślicie – pora na Neon Gravestones. Na trybunach pojawiają się żółte światła latarek i ogólnie robi się bardzo lirycznie. Ukłon w stronę zespołu, pokazanie kolejnej płaszczyzny twórczości. Utwór jest do szpiku kości smutny i depresyjny – pokazania gloryfikacji dla strat, które traktujemy jako wygraną, samobójstwa oraz brak wartości. Bohater twierdzi, że ciężko jest o prawdziwą miłość w świecie gdzie potrafimy tylko mówić głośno a ciężko o jakiekolwiek dobre czyny. Prosi słuchacza o znalezienie drogi, którą w przeszłości kroczyli najbliżsi bo ona tylko jest jedyną właściwą z opcji. Piano, delikatny bit oraz przejmujące słowa. Niech nie zwiedzie Was tytuł kolejnego kawałka – Bandito. Głos Tylera ewoluuje podczas całego utworu – od początkowych wersów do charakterystycznego, rozpoznawalnego przez fanów Sahlo Folina – prośba o pomoc ale także uwolnienie emocji. Utwór możemy podzielić na dwie wyraźnie odcinające się części – rozdzielone są narastającym bębnem aby w końcowej fazie przejść w łagodną elektronikę. Następnie usłyszymy pierwsze dźwięki Pet Cheetah. Utwór rozpoczyna się na małej scenie, po to aby po słowach – I want to stop time – Tyler mógł swobodnie przejść z boku tłumu i wskoczyć na scenę główną. W tle majestatyczny kocur – nie można odmówić temu koncertowi niczego pod względem wizualnym – idealnie zgrane efekty z muzyką. Dymy, ognie, wybuchy, lasery. Okej, może nie dokładnie tu – bo tytułowy gepard porusza się początkowo bardzo wolno, po to żeby na koniec pokazać pazur. Można tu doszukiwać się analogii do rozwoju kariery zespoły czy artystów w ogóle.
Jedna z pierwszych piosenek dzięki której poznałam 21 Pilots – Ride. Świetny, niosący klimat z nieco mocniejszym głosem i elektronicznymi wstawkami w refrenie.  Utwór ukazuje dwie natury człowieka – z jednej strony jesteśmy konformistami żyjącymi dla siebie a z drugiej ciągle chcemy „poświęcać się dla kogoś”. Nie wiadomo tylko ile w tych słowach prawdy a ile pustych obietnic. Wszyscy myślimy za dużo o poważnych rzeczach a coraz mniej z tego wynika – dlatego też pozwalamy życiu płynąć zgodnie z zastanym nurtem. Szybka zwrotka – wolny refren ze zmienioną linią głosu – szybka zwrotka  – taki jest utwór Morph. Strasznie podobało mi się to jak piosenka ewoluuje co pozwoliło nam bujać się wraz ze zmieniającym się rytmem. Jeśli dobrze pamiętam to właśnie podczas tego utworu zgromadzony tłum zaczął falowo wymachiwać papierowymi czaszkami.

Ostatnie dwie piosenki to pochodzące z albumu Vessel utwory Car Radio oraz Trees.
Wokalista pojawia się teraz zarówno na głównej scenie jak też na mniejszej – która teraz zamienia się w podest wyjeżdzający w górę razem z Tylerem. Konstrukcja piosenki – wzrastające napięcie – opowieść o ciszy z którą tak ciężko sobie poradzić. Łatwiej gdy nasze życie wypełnia chociażby najgorszy, najbrudniejszy dźwięk. To piosenka o trudnych wyborach między ważnymi w życiu wartościami oraz lękami – pokojem, strachem , wiarą. Cisza skłania Tylera do „złych i niepokojących myśli” a ostatnia partia utworu jest krzykiem ją przerywającym. Zamykający numer za główną sceną pojawia się neonowy, zmieniający kolory zarys drzewa. Piosenka idealna na wyciszenie tłumu? – tekst jest smutny, przepełnia go pustka i samotność. To wołanie o bycie zauważonym przez drugą osobę – chcę cię poznać – chcę cię usłyszeć. Nie jest to jednak w całości wolny utwór, energia z niego płynąca pozwala nam na ostatnie podskoki wśród tłumu…Tyler wskakuje na specjalnie przygotowaną konstrukcję i zaczyna rytmicznie uderzać w bęben…jeszcze tylko żółte confetti, dym i na ekranach pojawia się wielkie logo BanditoTour.
Ah, między nimi pojawia się jeszcze Leave The City z majestatycznym They know it’s almost over , które miało zapowiadać koniec całego wydarzenia. Tyler śpiewa w nim, że nie daje sobie rady z usiesieniem dłużej ognia – co w tym wypadku może być porównaniem do żaru jaki chłopaki dostarczyli łódzkiej publiczności…idealny moment na przejście w łagodny stan – pod wspomniane wyżej drzewo….

To jest koniec. Kostium szkieletu, chodzący po tłumie Tyler, czy grający wśród publiczności Josh powoli stają się wspomnieniem ze świetnego koncertu…
Piosenki chłopaków jednak jeszcze przez dłuższą chwilę grają nam w głowach….

#Po słowie1  – Support – The Regrettes – no młodziutka wokalistka z zielonymi włosami i jej ekipa dali radę!
#Po słowie2  – Ciekawi Was skąd taki tytuł mojej relacji – w Łodzi w promieniu 2km od Atlas Areny dało się tego dnia widzieć najazd młodych ludzi z żółtymi taśmami naklejonymi na przedramionach, udach oraz łydkach – jest to znak rozpoznawczy Tylera i Josha podczas całej trasy – bandyci!
#Po słowie3 – Dzięki wielkie dla B. za stworzenie mi kompletnej set –  listy z tego koncertu!

K.