Pisząc o najnowszym projekcie Kazika (i Kwartetu Proforma) nie sposób uniknąć porównań. Nie tylko do wydanej stosunkowo niedawno Wiwisekcji, ale też do starszych albumów grupy Kult – mam tu oczywiście na myśli Tatę Kazika Tatę 2. Wszystkie te krążki są powszechnie uważane za naprawdę dobre, a wiele utworów z dwóch ostatnich na stałe zagościło w kanonie legendarnych kompozycji polskiej muzyki rozrywkowej (bo kto nie słyszał chociażby Celiny czy Baranka?). Czy Tata Kazika kontra Hedora jest równie przyzwoitym albumem, czy wręcz przeciwnie – może prowokować antyfanów Kazika Staszewskiego do dalszego głoszenia tezy, iż ten się skończył?

Zacznijmy od podstawowych informacji. Zakładam, że większość osób czytających ten tekst orientuje się nieco w poprzednich dokonaniach Kazika, więc nie będę się szczególnie rozwodził – genezę tytułu tej płyty można znaleźć w utworze 12 groszy. Początkowo miała nosić tytuł Syn Staszka, ale w mojej opinii dobrze, że jednak został zmieniony; po pierwsze, pierwotna nazwa nie brzmiała tak epicko jak teraz, a po drugie, słynna przepowiednia nie zostałaby spełniona. No i bardzo lubię wyobrażać sobie Stanisława Staszewskiego walczącego ze słynną Hedorą…

No co, Wy nie?

Przejdźmy jednak do tego, co znajdziemy na omawianym krążku. Oczywiście mamy tu do czynienia z tekstami autorstwa Stanisława Staszewskiego w aranżacji jego syna i muzyków z ProFormy. Warto zwrócić uwagę na fakt, że pomimo pewnej powtarzalności, oprawa muzyczna większości utworów prezentuje się naprawdę interesująco. Nie zabraknie ani lekkich, skocznych melodii, ani mocnego, rockowego uderzenia. Całość przypomina nieco to, co znajduje się na pierwszej płycie projektu Kazik&Kwartet ProForma, ale słychać, że panowie wykazali się nieco większą kreatywnością, w związku z czym kompozycje są tutaj znacznie bogatsze i dużo mniej jednorodne.

Z pewnością szczególnie wyróżnia się utwór Ay pee, ah yee – bardzo przyjemny dla ucha i bogaty instrumentalnie. Warto wspomnieć również o niezwykle klimatycznym Klubie Cynicznych Egoistów, a także Apelu poległych, gdzie Kazik z nostalgicznej chrypki przechodzi w warkot zepsutego silnika (i bardzo przypomina Toma Waitsa). Tradycyjnie, jak to w przypadku twórczości Stanisława Staszewskiego bywa, nie zabraknie zabawnych, rubasznych kompozycji. Do takowych zalicza się chociażby Starszy asystent John, która to wpadła mi w ucho jako pierwsza.

Znaleźć możemy także kilka poruszających utworów, chociażby Ogrodnik, który od mniej więcej połowy wywołuje ciarki na plecach.

Promujący album utwór „Ta droga była daleka” nie jest w mojej opinii najlepszą kompozycją na tej płycie, ale nadal znajduje się na podium. Jest piosenką, która oddaje cały klimat Hedory – jest niezwykle liryczna i bardzo zapita.

W ogóle cały album przywołuje obraz zadymionego baru, ale jest to skojarzenie, które towarzyszyło nam przy poprzednich dokonaniach nie tylko Kwartetu ProForma, ale i zespołu Kult. Mogę śmiało stwierdzić, że Tata Kazika kontra Hedora dorównuje swoim pierwowzorom z lat 90. Faktem jest, że trochę zabrakło tutaj szczególnie genialnych kompozycji, które znalazłyby się na ustach całej Polski (jak to było chociażby w przypadku Baranka), ale przecież nie można mieć wszystkiego. Jeśli chodzi o całokształt, prezentuje się naprawdę dobrze i póki co jest jedną z najlepszych płyt, jakie dostałem w swoje ręce w tym roku. Daleko mi od głoszenia informacji, iż Kazik „się skończył”, bo według mnie może zaprezentować nam jeszcze sporo całkiem przyzwoitych rzeczy i o ile nie należę do największych miłośników ostatnich płyt Kultu, o tyle uważam, że naprawdę warto zainteresować się starciem Taty Kazika z Hedorą.