Męskie granie to projekt utworzony przy współpracy wielu polskich artystów, z branży muzycznej i nie tylko. Całość jest również efektem współpracy z marką Żywiec. Każda kolejna edycja zrzesza innych wykonawców, którzy tworzą utwór będący wiodącym odzwierciedleniem płyty. Z każdy kolejnym rokiem, cieszy się on coraz większym zainteresowaniem, jak również wykazuje się coraz wyższym poziomem muzycznym. Najnowszy krążek z tego roku, czyli „Męskie Granie 2017” przebiło chyba oczekiwania wszystkich.
Na płycie znajdują się zazwyczaj utwory autorskie artystów biorących w nim udział, jak również covery znanych już utworów zespołów polskich i nie tylko. Wszystko oczywiście jest aranżowane pod odpowiednie brzmienie. Stąd też nazwa całego projektu „Męskie Granie”. Każdy utwór pod względem muzycznym jest połączeniem rocka, alternatywy, oraz electro.
Twarzami tej edycji są :Monika Brodka, Tomasz Organek, oraz Piotr Rogucki. Choć większość twierdzi, że to właśnie kobiecy pierwiastek jest największą gwiazdą tej edycji, a na drugim miejscu stawiają Organka. To dla mnie najlepszą robotę robi oczywiście Piotr Rogucki. Jego interpretacja utworów, sposób śpiewania, a także ruch sceniczny nadają niepowtarzalny charakter, przez co właśnie to on głównie kojarzy mi się z tą płytą. Sposób wykonania „King Bruce Lee Karate Mistrz” może spokojnie mierzyć się z oryginałem.

Jednak na cała płytę składają się oczywiście też inni artyści. Dużym zaskoczeniem jest Bela Komaszyńska i jej wykonanie utworu grupy Lombard „ Gołębi Puch”.

Kolejną perełką na którą należy zwrócić uwagę to oczywiście Katarzyna Nosowska i zespół Hey. Zaprezentowali najwyższy poziom klasy i muzyki w swoim gatunku. Wypadałoby opisać tutaj każdego z osobna, żeby pochwalić jego wkład w ten krążek, jednak wymienię jeszcze osoby warte uwagi: Felicjan Andrzejczak, Lao Che, Krzysztof Zalewski, Zbigniew Hołdys,Kev Fox (którego mi niedosyt w tym wydaniu). Kolejne zaskoczenie- Arek Jakubik (aktor) z piosenką „Nie wierzę politykom”. Kto by się spodziewał, że potrafi robić takie rzeczy ;)

Muszę przyznać, że ciekawym elementem jest utwór „Techno” . Wprowadza on bowiem takie delikatne oderwanie od charakteru płyty, jednak wstawka tytułowego „techno” na końcu w wykonaniu orkiestry spowodowało, że szczęki pozbierać nie mogłam. Muszę pochwalić także Miousha , który dopełnia całości. Zastąpienie O.S.T.R.ego na pewno było małym wyzwaniem, ale zastąpienie Miousha to będzie dopiero zagwoztka dla podobnego artysty w przyszłym roku.

Pojawia się o dziwo minus, który w swoim udziwnieniu nie pasuje mi do całej koncepcji. A chodzi tutaj o utwór „Tata Dilera” w wykonaniu rapującej Brodki. Pomimo poprawności w sposobie wyrażenia tego gatunku, jakoś to kompletnie nie pasuje ani do niej ani tym bardziej do płyty.

Kończąc należy powiedzieć, że jest to absolutnie jedna z najlepszych płyt w tym roku. Wszystko jest profesjonalnie zrobione, dopięte na ostatni guzik. Nie sposób nie słuchać jej z przyjemnością. Ufam filmikom, że atmosfera na koncertach organizowanych w związku z trasą po wydaniu płyty, jest tak niesamowita, że zapisuje obecność na takim do listy marzeń.