CZAS: 10/12/2018
MIEJSCE: Hala Koło (WWA)
BOHATER: Taco Hemingway

Słów kilka:

Właściwie to – Filip Szcześniak. (pseudonim artysty powstał na potrzeby gry w FIFA i tak już zostało do czasów tworzenia muzyki). Na początek była próbka angielskojęzycznej produkcji („Young Hems”), jego dyskografia obejmuje w tej chwili 6 mini albumów oraz po 2 albumy studyjne i kolaboracyjne. Współpracę rozpoczął z kolegą Rumakiem – Maciejem Ruszeckim, w tej chwili związany jest z wytwórnią Asfalt Records. Zarówno wśród krytyków i słuchaczy określany jest mianem bezkompromisowego poety, który tworząc własną rzeczywistość pozwala odbiorcy utożsamić się z opowiadaną historią. W swych utworach często nawiązuje do popularnych miejsc w Warszawie czy charakterystyki danych grup społecznych. Artysta ma za sobą  zarówno darmowe występy przy Wiśle jak i Krakowski Live Music czy też Gdyński Open’er Festival…

 

Wchodzimy z M. przez bramki. Szybka kontrola biletów…spoglądam na lewo i prawo – tak jest! Po raz pierwszy nie czuje się jak totalny dzieciak. Przed nami dziewczyna podaje napisaną przez rodziców zgodę na uczestnictwo w koncercie… Można powiedzieć że kiedy dobiją do nas P. i K. będziemy mocno zawyżać średnią wieku. Wchodzimy do Hali Koło kiedy nie ma już miejsc w szatni, nie mówiąc już o możliwości dostania się pod samą scenę…mam jednak wrażenie że bardziej niż na towarzystwie piszczących małoletnich fanów zależy nam na spokojnym odbiorze tego, co tego wieczoru będzie miał nam do przekazania główny bohater.
Recenzja z Taco? To nie będzie takie łatwe…Przy moim kwiecistym stylu oraz skłonności do opisywania każdego kawałka osobno, poddawaniu go niejako analizie i próbie wniknięcia (chociaż w znikomym stopniu) w to ‘co autor miał na myśli’ musiałam podejść do sprawy z goła inaczej…a może nie do końca. W każdym razie poniższy tekst nie będzie swoistą maturą z języka polskiego a próbą uszeregowania w bloki twórczości Taco a przynamniej jej wycinka który zaprezentował na warszawskim koncercie…a raczej na spektaklu pełnym dopracowanych wizualizacji, czystości dźwięku, skromnych komentarzy Taco , wspominania o producencie Rumaku oraz śpiewającego teksty z pamięci tłumu…

Part.1
Tęsknota za wolnością, wspomnienie przeszłości i ucieczka przed przyszłością

– Cafe Belga
„Może trochę was zbawi Cafe Belga”.  Taco potrzebuje oczyszczenia od świata, który zdaje się tylko czekać na kolejne doniesienia w sprawie tego chłopaka. Filip uchodzi w środowisku i wśród słuchaczy za osobę nieśmiałą, która alienuje się od otaczającej go rzeczywistości. Tytułowa Cafe Belga to dla niego azyl, który kojarzy się tylko z najlepszymi chwilami –wyznaniem miłości, nie porównywalne z żadnym innym miejscem flow do pisania tekstów, czy możliwość zrzucenia z siebie alter ego („ Piję z Filipem znów tequilę w Cafe Belga).
Tu nie ma smogu od dobijającego się do artysty tłumu a telefony są pozbawione migawek niczym na Smolnej  w Warszawie (w tym klubie obowiązuje „no photo policy” a aparaty w telefonach zaklejane są charakterystyczną naklejką). Taco jest swoistym zaprzeczeniem tego co naturalne dla młodego artysty – chęci sławy. Jego to męczy i przytłacza. Przytłacza go chyba jeszcze bardziej fakt, że część jego słuchaczy, których można śmiało nazwać młodocianą publiką skupia się na jego życiu nie na twórczości. Może to wyjaśnia fakt nieco „mechanicznego” sposobu śpiewania na koncercie – fakt że technicznie Taco jest niesamowicie dobry ale zauważalnie zaczyna w jego przekazie brakować własnego ja. Powyższy opis to tylko outro, ukazujące jednak cały sens i przesłanie piosenki.  Zwrotki w Cafe Belga są z kolei bardzo kontrastowe.  W pierwszej artysta odwołuje się do relacji ze swoją dziewczyną – ona go denerwuje, testuje jego uczucia a on wie że ich relacja nie polega na wzajemnym testowaniu. Twierdzi, że chyba jednak z tą panną jemu nie do twarzy… gdyby tylko wiedział czym jest i co tak naprawdę kryje się pod maską która nosi na twarzy. Kolejna zwrotka wyraża pragnienie wolności i beztroski, która zginęła wraz z pojawieniem się popularności (Tańczymy tango gdzieś na Santorini/Irena Santor na dzikiej plaży odpalam na głośniki/Bo nie obchodzą nas za bardzo tipy). Nie pierwszy raz, nie dopiero za sprawą tej płyty Taco czuje się ograbiony z tego co najważniejsze – z samego siebie. („ Wypili moją krew na hejnał, nie pierwszy raz…”).

  • Nostalgia

Wspomnienie szczenięcych lat. Kiedy Taco był młodym królem życia – ach niespełna 10 lat temu każdy nawet najmniejszy strach był traktowany jako strata czasu. Czego się można  było wtedy bać ? Mandatu od Straży Miejskiej? Nieudanego związku – to nic będzie kolejny. Artysta traktuje błędy jako coś naturalnego – coś, co z perspektywy czasu blaknie jak kolory w czerwcowym słońcu. Niezależnie jednak od upływu czasu i od tego w jakim momencie życia się znajdujemy  pewne jest jedno – nostalgia, tęsknota za przeszłością a może próba jej zrozumienia i wyciągnięcia lekcji na przyszłość.

Part.2
Warszawskie życie codzienno – wieczorne

  • Szlugi i kalafiory

Obraz współczesnych czasów czy może własna wizja miasta? Wg jednego z wywiadów, które udzielił Taco – szlugi i kalafiory kojarzą mu się z zapachem blokowisk, wszechobecnych w wielkich metropoliach. To także zapach pustki, która wypełnia wnętrze artysty po zakończonej relacji z dziewczyną.  Z drugiej zaś strony Taco nie chce odnosić się ze złością do swojej eks, cały czas jest nią zafascynowany (Świadczy o tym przywołanie wypowiedzi dotyczącej jednego ze złodziejaszków PRL – pomimo faktu jakim okazał się człowiekiem, jego żona cały czas docenia jak to rozdawał kwiaty kobietom). Dopiero tak rozpatrywany refren układa się w spójną całość: przeplatające się fascynacja i pustka.
Dla młodego człowieka po stracie ukochanej osoby wszystko jest złowrogie – przechodnie patrzą wilkiem i nawet to że młodzież upija się do nieprzytomności wadzi obrazowi miasta. Dzieciaki tańczą po zażyciu używek, jest to dla ich mleko i miód w porównaniu do szarej codzienności. Ostatnia zwrotka to tak naprawdę opis całej sytuacji, która ma miejsce w życiu młodego człowieka – dlatego czuje szlugi i kalafiory- była dziewczyna, nadzieja na powrót, plotka i na koniec wszystko zdaje się układać w logiczną całość – ten znany miastu łotr jest z jego ukochaną.

  • Wszystko jedno

Piosenka ociekająca brudem i seksem. Na początku znajdujemy w niej opis typowego warszawskiego piątku – odpowiednio ubrane dziewczyny szukające wrażeń na mieście, często w towarzystwie nie tylko alkoholu ale też trawki („Wybrały się do klubu z koleżankami z UW/ Biorą po pare buchów i oczekują cudów”). I nagle w tłumie w jednym z klubów – znając nawiązania w innym utworze może być to osławiona Mazowiecka- ona widzi „księcia”. Czaruje jak w bajce, do tego jest przez Taco określany mianem „białego kruka”, kogoś wyjątkowego kto pociąga za sobą dziewczyny i z łatwością zabiera je ze sobą do domu.  Chłopak imponuje – mieszkanie w centrum Wawy oraz dostępność narkotyków. W jednej z interpretacji ten fan kokainy jest tym samym łotrem którego spotykamy w utworze „Szlugi i Kalafiory”. Kolejne wersy to opis zbliżenia damsko – męskiego zakończony gorącym finałem obu stron, którym nie przeszkadza nawet dzwoniący do dziewczyny były chłopak. Taco jednak nie kryje zażenowania dla dziewczyny której najwidoczniej jest wszystko jedno z kim i gdzie spędzi tą noc – pozwala chłopakowi na wszystko aby tylko nie być sama. On też gubi gdzieś swoją godność – nie robi tego z księżniczką. Opuszcza berło.

  • Dele

Nie trzeba tu wiele pisać – Taco opisuje klasyczny Warszawski wieczór w klubach, niebezpieczne ulice gdzie można oberwać za nie tę barwę szalika, pojawiające się wokół niego szepty kiedy wjeżdża na pełnej na parkiet…Taco przemieszcza się między Bulwarami a pozostałą częścią Warszawy – gdzie się nie obejrzy leci jego muzyka, „karmi” ona słuchacza.  A jego słuchacze to stereotypowa warszawka, gdzie każdy żyje na asapie, pod wiecznymi projektami i wyolbrzymionymi problemami. Im bardziej jest nam ciebie żal, tym jesteś lepszy. Wygrywasz.

Part. 3
Gorzki wymiar/ Król życia

  • Chodź

Wywyższenie Taco przez samego siebie. Artysta porównuje się do Boga wszystkich bogów czyli Zeusa – czeka tylko aż w mieście pojawi się należyty dla  niego pomnik. Pomnik to także symbol nieśmiertelności jego twórczości, która pomimo że nie wywodzi się z kanonu rapu (odbiega od niego tematyką), zostanie dla potomnych. Kolejne nawiązanie do warszawskich melanży oraz ostrzeganie słuchacza przed kobietami – zwodzicielkami. Finalnie po przejściu się Bulwarami Wiślanymi, Taco łapie nostalgia – każdy chce mieć z nim zdjęcie czy to słuchacz czy oponent a on nie może tak jak dawniej być sobą, normalnym
i niezauważalnym chłopakiem. Kolejny utwór pełen kontrastów – nieśmiała chęć wyższości
i osiągnięcia wszystkiego w sferze muzyki, z drugiej strony jednak poczucie samotności
i tego że nad ranem po całonocnej imprezie znikają wszyscy „znajomi”.

  • Tlen

Dla Taco muzyka to tlen. Dla wielu ludzi tlenem jest praca? Nie do końca – często tlenem jest wieńcząca dzień impreza połączona z wydawaniem pieniędzy bez limitu. Wspomniane są w utworze modne miejsca w Warszawie – Luzztra, Plan B czy też Niebo – pierwsze z nich słynie z narkotykowych procederów. Temat „wężyków” przeplata się przez całą piosenkę tak jak główny bohater przeplata się między różnymi barami. Gubi zasięg i pieniądze ale podczas nocnego driftu powoli zyskuje coś o wiele trwalszego – sławę która pozwala mu zbudować pomnik dla potomnych.

  • Witaj w hotelu marmur

Sanatorium. Taco odpoczywa od swojego alter ego na łonie przyrody. Obowiązkowa terapia, odcięcie się od technologii? Czy aby na pewno nie chodzi o szpital psychiatryczny i dosyć poważne problemy z osobowością? W jednej z analiz tekstu tytułowy Marmur jest porównywany do Hotelu California ze słynnego przeboju grupy Eagles. Jego mianem określano właśnie tego rodzaju placówkę. Ciężko sława nadwyrężyła Filipa.

Part 4.
Problemy z komunikacją

  • Następna stacja & ZTM

Kolejne dwa utwory poświęcone są Warszawskiej komunikacji: mowa tu o metrze Warszawskim i ogólnie o ZTM.  Utwór „Następna Stacja” to wyliczanka stacji dwóch linii metra oraz towarzysząca im obserwacja otoczenia: mamy tu cały kanon osobowości
i sytuacji charakterystycznych dla stylu bycia mieszkańców stolicy. „Artyści” z wielkimi teczkami, wielbiciele tureckiej kuchni czy panowie w sposób dosadny rozmawiający o kobietach. Jest tu także miejsce na charakterystyczne dla „patelni” uderzenia w krzesło. Dużo tu szczegółów a w tle „lekko” wczorajszy bohater. Niezłe przemyślenia jak na taki stan. Tęsknota za powyższym dniem codziennym przewija się w piosence „ZTM”.  Filip nawiązuje do wielu sytuacji które dzieją się w chwili obecnej: podróże, założenie Taco Corp. no i wszechobecna sława i rozpoznawalność. Taco wspomina czasy kiedy mógł anonimowo podróżować komunikacją , pisząc utwory i obserwując rzeczywistość.
Dla artysty te czasy to azyl, czytywanie wiadomości od ukochanej i beztroskie snucie planów na przyszłość. Taco jednak znany jest z tego że ma problemy z komunikacją .
W jakim sensie – pozostawiam to do własnej interpretacji.

Part 5.
Reset/ Spowiedź

  • Wszystko na niby

Artysta obnaża część przemysłu muzycznego i być może własnej twórczości. W tym przemyśle rządzi pieniądz. Nikt nie jest tu wolontariuszem. Filip jednak twierdzi że nie ważne dla jakiej publiki zagra – on zawsze utrzymuje podobny poziom, niezależnie od zysku. Nie zamierza się także tłumaczyć ze swojej przeszłości czy inspiracji oraz dodaje że jest autentyczny, nikogo nie udając.
Dalej, Taco nie czuje się na siłach być motywatorem, spowiednikiem czy coachem dla piszących do niego wprost fanów. Każdy ma swoją historię a teksty piosenek nie powinny być odbierane jako dosłowny drogowskaz. Nie chce być odbierany jako „dobry przykład”.

  • Adieu

„Mówię pa, mówię cześć, mówię adieu” czyżby Taco zrezygnował nocnych imprez i miejsc suto zakrapianych alkoholem oraz obfitujących w inne dobra? Z jednej strony cały refren to odraza dla osób upadających bardzo nisko w swoim życiu a z drugiej strony przewija się tu motyw bitcoina, kasyna, wszechobecnego pracoholizmu oraz przygodnego seksu. Tym żyje także Filip – ale cóż to z drugiej strony nazywa takie miasto „pojebanym” , nie chce wyciągniętych w górze rąk fanów. Zamiast tego woli spędzać czas z bliskimi znajomymi (jest tu także mowa o Quebonafide), którzy znają jego historię jako dzieciaka – marzyciela…a kiedy osiąga sławę, nie liczą że upadnie na twarz.

Part 6.
„O niej”

  • Deszcz na betonie

Piosenka może nie do końca trafnie sklasyfikowana do powyższej kategorii. Jest tu jednak spore odniesienie do trybu życia w jakim obecnie funkcjonuje Taco – ma swoje sprawy
i odcina się od przeszłości z ukochaną osobą. Minął mu już „blok pisarki” (czyli brak weny)
i chce teraz ruszyć z nowym projektem.  Co do spraw sercowych – z jednej strony niejako „wyśmiewa się” z romantycznego traktowania stanu zakochania – sprowadza go do przyziemnych rzeczy takich jak np. wspólnie wypita kawa o poranku. Przebieg jego życia to tu analogia do pędzącego pociągu – wszystko idzie zgodnie z planem i w odpowiednim kierunku. Z drugiej jednak strony, podmiot uświadamia sobie, że wszystko jest mało ważne kiedy „ta osoba” nie czeka na końcowej stacji.

  • Fiji & Modigliani

Utwór „Fiji” to wyliczanka „problemów” z jakim zmaga się współczesny młody człowiek –
od braku hajsu z bankomatu do nieudanego śniadania. Taco porównuje stan zdenerwowania towarzyszący tym zjawiskom do stanu który odczuwa kiedy jego ukochana nie odbiera telefonu, nie ma z nią kontaktu oraz dodatkowo robi to co najgorsze – dopisuje sobie w głowie historie odnośnie tego jak i z kim jej chłopak spędza wieczór.
Ostania zwrotka to spojrzenie na dziewczynę, tęsknota i obawa przed zerwaniem relacji oraz tym, że nasz bohater będzie musiał znów sam szukać sensu życia. Nie chce żyć tak jak ona „szalonym życiem” jednak woli i ceni sobie stabilizację.
”Modigliani” to utwór o miłości – uczuciu, miłości czysto fizycznej miłości ale też o miłości do rzeczy fizycznych.  Chłopak wychwala swoją ukochaną, czci ją w każdej sytuacji. Wychwalana jest także ucieczka do środków psychoaktywnych które nadają koloru szaremu miastu a wszystko to w rytmie techno. W sercu jest wieczne lato, teatrzyk trwa  – każdy „uprawia swój cosplay”. Jedyną rzeczą której autor nienawidzi jest inwigilacja i chęć poznania wszystkich tajemnic życia prywatnego oraz to że współcześni nastolatkowie karmią się tym co dostarczają im wątpliwej jakości idole.

Part 7.
O sobie

  • 2031

Wizja przyszłości podzielona na akty: W pierwszym Taco próbuje streścić jak wyglądał cały hype związany z jego osobą i co mu to w rezultacie przyniosło w 2018 roku – sławę, pieniądze, drogie ciucy i rzeszę fanów.  Jednak rok później nikt już Taco nie słucha…koncerty się nie wyprzedają a Torwar’y świecą pustkami.
Akt drugi: Z jakiś powodów – brak kasy, dziecko na utrzymaniu- kilka lat później Taco porzuca dotychczasowe ideały o nie braniu udziału w komercyjnych  projektach – reklamy, udział w programach typu talk – show…Próby wydania reedycji znanych albumów kończą się fiaskiem.
Akt trzeci – ostatni: Filip ma to czego chciał, jeździ ZTM’em i jest anonimowy….a jednak tęskni za sławą, traci wszystkie dotychczasowe kontakty ze znajomymi. W końcu znajduje na jednym z portali własną datę śmierci. Był bożek, nie ma bożka.

  • Rezyseria: Kubrick

Ta piosenka to z jednej strony opis typowego „dnia roboczego” artysty, z drugiej strony narzeka on też że w całym zamieszaniu związanym z jego osobą zatracił słuchacza, który cenił go nie za popularność ale za teksty. On nadal chce zostać daleko od szeroko pojętej komercji swojej osoby i twórczości.  Filip ma dość walczenia z opinią braku autentyczności , „sprzedawania” się artystów oraz tego że kochamy artystę tylko gdy ten jest na szczycie. Niestety większa część utworu to nawiązanie do perfekcjonizmu który potrafi niestety zabić w przedbiegach nie jeden dobry projekt.

Part 8.
Bonus Track:
W tym momencie na scenę wchodzi nie kto inny jak tylko Quebonafide i zaczyna się kolejna część spektaklu podczas którego usłyszeliśmy: Kryptowaluty, Tamagotchi, Art – B oraz 8 kobiet….
Czytelniku, te utwory pozostawiam własnej interpretacji..a co! I tak już wyszedł poemat. Nie ma tak lekko.

#1 Po słowie: Dziękuje mojemu pomocnikowi P. za skrupulatne tworzenie set listy z tego koncertu (oby „ w milionera z kudła w rok” okazało się dla Ciebie prorocze…).
#2 Po słowie: Tytuł roboczy tekstu nawiązywał do piosenki „Nostalgia”:
Bistro, Wisła, czysta, disco/Miałem pisać, dziś nie wyszło.

Nie wychodziło długo. Szło jak krew z nosa. Czuje się teraz jak siostra Taco która w pewnym momencie życia odnalazła w sobie wenę do opowiedzenia Wam tej historii.

K.