W piątek 21 lutego swoją premierę miał trzeci album amerykańskiej grupy COIN. Dreamland jest ich najbardziej dynamicznym krążkiem do tej pory. 14 utworów tworzy interesującą, skondensowaną mieszankę muzyki inspirowanej popowymi latami 80-tymi zmieszanej z różnorodnym brzmieniem syntezatorów i charakterystycznym duchem zespołu.

W skład indie rockowego zespołu z Nashville wchodzą: Chase Lawrence (wokal główny, syntezatory), Joe Memmel (wokal towarzyszący, gitara), Ryan Winnen (perkusja). Dreamland to, jak dotąd, najbardziej odważna, zarówno pod względem dźwiękowym, jak i emocjonalnym, płyta amerykańskiego trio.

Otwierający album utwór Into My Arms to klucz porządkujący kolejne piosenki. Według Ryana Winnena, kawałek ten w pewnym sensie zawiera DNA ich stylu pisania piosenek, tworzenia muzyki – jest idealnym wprowadzeniem do nowego rozdziału ich twórczości.

Frontman zespołu, Chase Lawrence, wyznał, że przy stwarzaniu Simple Romance (powstałego w 2018 roku) pomogła mu jego wyobraźnia. Wizja zespołu Daft Punk prezentującego jeden z utworów Johna Lennona podczas muzycznego występu w popularnym amerykańskim programie rozrywkowym Saturday Night Live, gdzieś w roku 2001. Mi osobiście Simple Romance przywodzi na myśl obecną twórczość Jonas Brothers – nie tylko pod względem instrumentalnym, ale również wokalnym.  

Lawrence przyznał, że ze całej 14, utwór Crash My Car przysporzył najwięcej kłopotów w tworzeniu. Wyśniony refren, wiele, wiele, wiele zmian chórów, tempa… Wokalista przyznał, że przy pisaniu tej piosenki nauczył się więcej, niż przy tworzeniu całego albumu. Zaznaczył, że zawsze warto ufać procesowi, brać pod uwagę każdemu niespodziewany zwrot akcji, każdy głupi eksperyment i każdy błyskotliwy pomysł. Koniecznie trzeba posłuchać refrenu Crash My Car, który zdecydowanie wyróżnia się ze wszystkich refrenów na tej płycie.

Youuu – piosenka nr 7 na liście. Piosenka, która została napisana jako pierwsza do Dreamland. Piosenka, która ocaliła COIN. Powstała w momencie, gdy zespół zmagał się z wątpliwościami i niepewnościami co do kariery i swojej przyszłości. Szczęśliwa 7? Możliwe… Jak dla mnie, jest to zdecydowanie nr 1 tej płyty. Sentyment (do czegoś) wyczuwalny w tym utworze jest niemal namacalny. Tak gęsty, że aż można go pokroić. Po prostu… ah!

Never Change traktuje o własnych emocjach, jednocześnie nie zapominając o uczuciach osób bliskich. Jest to przykład kombinacji gatunku new wave z lat 80. i prawdziwego ducha COIN – prawdziwych korzeni grupy z Nashville.

Pierwsza płyta COIN (COIN, 2015)zawiera utwór pt. Lately, druga (How Will You Know If You Never Try, 2017) – Lately II, trzecia (Dreamland, 2020) – Lately III. Warto wymienić ten kawałek ze względu na interesujące wprowadzenie instrumentów smyczkowych. W ciekawy sposób zostały one wplecione w świat elektrycznych brzmień, dzięki czemu stworzyły niezwykłą, magiczną aurę.

Babe Ruth to mój drugi ulubiony utwór z tej płyty. Subtelna, ciepła lekkość, kołysząca błogość, przyjemny głos i szczypta brzmieniowej dziwności malują piosenkę w naprawdę niesamowitych barwach, kreśląc i uwypuklając interesujące kształty. Przy tym kawałku nie da się usiedzieć w bezruchu – ciało buja się mimowolnie. Sprawdźcie sami!

Delikatne zakończenie przychodzi z ostatnim utworem pt. Let It All Out (10:05). Pnąc się w górę, patrząc jedynie przed siebie nie zdajemy sobie sprawy, ile piękna nas otacza – jak wiele niesamowitych rzeczy znajduje się wokół nas. W dzisiejszym wydaje się, że albo bardzo skupiamy się na przeszłości i tym, co było, albo żyjemy tylko i wyłącznie przyszłością. Warto jednak skupić się nieco bardziej na tym, co jest teraz. Teraz żyjemy. Nie przedtem, nie później. Teraz.

Członkowie COIN często podkreślają jak ważny jest dla nich kontakt z ich odbiorcami oraz likwidowanie jakichkolwiek barier pomiędzy zespołem a fanami. „Chcemy, aby Dreamland sprawiło, że ludzie będą czuli, że mogą być szczerzy z samymi sobą oraz z innymi. Mamy nadzieję, że ten album przyniesie akceptację niepewności.” – powiedzieli w wywiadzie z Leah Brungardt dla All Acces Music Group.

COIN przyznali, że w tworzeniu Dreamland nic nie było pewne, dokładnie zaplanowane, i właśnie dlatego ten krążek jest pięknym kolażem tego… czym po prostu jest. Swój trzeci album opisują dwoma słowami: cierpliwość i wytrwałość. Cóż… Ja, jako odbiorca (bardzo zadowolony odbiorca) premierowej płyty, mogłabym dorzucić do tego opisu jeszcze wiele rzeczowników czy przymiotników, określających te 14 utworów. Muzyka z nich płynąca jest niezwykle barwna i o ciekawych teksturach. Nie idzie poprzestać na tylko jednym odsłuchaniu. Utwory intrygują, zapadają w pamięć i chce się je odtwarzać raz jeszcze i kolejny, i znowu…

Nie ma co dużo pisać – wystarczy słuchać!