Po wydaniu płyty, którą chciałabym zrecenzować, artystka wydała jeszcze jeden album, który nazwała po prostu Dorota Osińska, jednak Teraz jest mi o wiele bliższy. Ku mojej wielkiej radości Dorota pracuje już nad kolejnym krążkiem, którego mały przedsmak można było usłyszeć podczas kwietniowego koncertu w warszawskiej Stodole.

Dorota Osińska rozpoczęła swoją karierę muzyczną dobre kilkanaście lat temu, bowiem w 2004 roku. Ukazał się wtedy jej debiutancki album pt. Idę. Sześć lat później artystka wydała płytę pt. Kamyk zielony. W 2013 roku Dorota wzięła udział w przesłuchaniach do drugiej edycji muzycznego show “The voice of Poland”, którego ostatecznie została finalistką. Jeszcze w tym samym roku pojawiła się reedycja drugiego albumu studyjnego.

Premiera trzeciej płyty artystki odbyła się 5 listopada 2013 roku. Bez wątpienia jest to najlepszy krążek w karierze muzycznej mojej idolki. Płyta zaczyna się od utworu Szaleć, po wysłuchaniu którego od razu można zauważyć, że wokal piosenkarki nabrał charakteru, a sama Dorota śpiewa jakby bardziej emocjonalnie i dojrzalej. Z każdą kolejną  piosenką, płyta okazuje się coraz bardziej wartościowa i potrafi oczarować nawet najmniej wrażliwych odbiorców.

Najlepszym utworem okazał się według mnie bezkonkurencyjny To nie banał. Utwór porusza nie tylko tekstem, ale także dźwiękami perkusji i gitary w tle. Przekaz może wydawać się banalny, bowiem Dorota opisuje w nim zawód miłosny i śpiewa, że czuje się oszukana i opuszczona. Obecnie większość piosenek opiera się właśnie na tym motywie, lecz chyba żadna nie porusza tak jak To nie banał. Utwór nie jest „banalną” opowieścią o miłości. Zaskakuje, oczarowuje i momentami wzrusza do łez. Na koncertach Dorota śpiewa ten utwór nieco inaczej, lecz szczerze powiedziawszy obie wersje są wspaniałe. Mimo, że To nie banał opisuje konkretną historię, uwielbiałam ten kawałek jeszcze zanim doświadczyłam jej na własnej skórze. Co by nie powiedzieć – potem pokochałam ten utwór jeszcze bardziej. 

Mocną i jednocześnie oryginalną kompozycją okazał się utwór Song o morzu, który widocznie wyróżnia się na tle pozostałych, momentami brzmiąc trochę ludowo. Doskonale wprowadza on w lekki, nieco weselszy klimat i nieco odbiega od ogólnego nastroju płyty, który jest raczej poważny i przepełniony emocjami.

Piosenka minimalistyczna również wypadła pozytywnie. Charakteryzuje się ona nietypowymi dźwiękami w tle, które jednak nieco przeszkadzają w jej odbiorze. 

Cztery Słońca Dorota zadedykowała swojej córce, która niedługo po wydaniu Teraz miała przyjść na świat. W tym przypadku urzeka nie tylko tekst, ale przede wszystkim przekaz i emocje, które towarzyszyły przyszłej mamie przy wykonywaniu tego utworu. 

Jak mówi sama artystka, wokalnie i emocjonalnie, najlepiej czuje się śpiewając ballady, dlatego nie zabrakło ich również na płycie Teraz. Mowa tutaj o Nie dla skorpionów, oraz o Jestem chora. Druga pozycja jest bardzo osobistym przekazem Doroty i to chyba właśnie ta piosenka jest wisienką na całej płycie. Artystka w Jestem chora wyraziła emocje, które chciała przekazać nagrywając swoją trzecią płytę. Rola instrumentów została ograniczona do minimum, prym wiedzie tutaj głos Doroty, która wyśpiewuje naprawdę wysokie tony, momentami może się wydawać, że artystka wręcz krzyczy.

Ciekawą opcją są również Nieznani sprawcy, jednak nie można ich porównywać do To nie banał czy Jestem chora. Mają w sobie coś, co porusza, chociaż nie do końca rozumiem przekaz tych utworów. 

Pozostałymi piosenkami, jak np. W samochodzie, nie zachwycam się aż tak bardzo, jak tymi opisanymi wcześniej. Tekst, jak i muzyka, kojarzą mi się raczej z piosenką rozrywkową, może nawet kabaretową.

Zanim posłuchałam Półmrocznośći, najpierw przeczytałam tekst i przyznaję, że zawiodłam się muzyką. Spodziewałam się czegoś w „smutniejszym” klimacie, a piosenka posiada skoczny, wesoły rytm. Obecnie podchodzę do niej z dystansem i momentami śmieję się ze słów, które momentami wpisują się w moje życie.

Dwa końcowe utwory – Coś z Cohena i Biec w nadzieję zostały zaaranżowane w ciepłym, relaksacyjnym klimacie. W pierwszej z nich swój mały udział miał Zbigniew Zamachowski, który swoim ciepłym głosem dodał piosence jeszcze więcej klimatyczności. Są idealne do przesłuchania przed snem, znakomicie wyciszają i odprężają. 

Biorąc pod uwagę dwa poprzednie albumy, bez wahania można stwierdzić, że Dorota Osińska zrobiła ogromny progres. Wydaje mi się, że w końcu odnalazła swój repertuar i czuje się w nim (i brzmi!) naprawdę dobrze. Wokal, mimo faktu, że momentami był przekrzyczany (co w żaden sposób mi nie przeszkadza) brzmi niezwykle oryginalnie i intrygująco. Każdy z utworów, pomijając mniej udane moim zdaniem W samochodzie zapada w pamięć i raczej nie można posłuchać ich tylko raz. Ja wracam do Teraz bardzo często. Dorota doskonale nazywa uczucia, których sama nie umiałabym nazwać, a towarzyszą mi każdego dnia. Nieważne czy jestem zła, szczęśliwa, smutna czy wesoła artystki zawsze dobrze mi się słucha. Z każdym kolejnym odtworzeniem, rośnie możliwość wychwycenia nowych znaczeń i przekazów, które nie zawsze są słyszalne za pierwszym razem i odkrywa się je dopiero później. 

Płyta bez wątpienia jest oryginalna. Osińska wykonuje muzykę z pogranicza piosenki aktorskiej i popu, która wyróżnia się na obecnym rynku muzycznym, mimo tego, że nie każdemu może przypaść do gustu. Teksty zostały napisane m.in. przez Monikę Patyk, Włodzimierza Korcza czy Jerzego Satanowskiego. Swój udział miała także sama Dorota, posiadająca szeroki wachlarz umiejętności interpretacyjnych oraz członkowie jej zespołu.