Muzyka niszowa. Czym jest i czemu właśnie do takiej postanowiłam zaliczyć utwory duetu Smolik/ Kev Fox? Nie chodzi tu o ilość ludzi na koncertach ale raczej o to, że takie utwory ‚nie śmigają’ często w Waszych radioodbiornikach a na koncertach możecie doświadczyć niesamowitej magii odbioru utworów.
Jak zatem wypadli wczoraj Panowie? Dla mnie osobiście jest to jeden z polskich duetów, który zaskakuje na scenie. Jest to najlepsze słowo aby określić to co dzieje się na scenie podczas wykonywania zarówno tych żywiołowych jak i bardziej nostalgicznych numerów.
Pamiętam ich pierwszy koncert na którym byłam – Iskra Pole Mokotowskie i zamkniecie sezonu koncertów organizowanych przez pewną znaną markę piwa. Stojąc wtedy z boku sceny, totalnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Energia wylewała się ze sceny, szaleństwo ogarnęło wtedy zgromadzoną publiczność. Miałam nadzieję że tak będzie także wczoraj i nie zawiodłam się! Kiedy na scenie pojawiła się dwójka odziana w czarne kapelusze, czarne marynarki wiedziałam, że to będzie niesamowite przeżycie…

Kev rozpoczął koncert słowami – Hello Warsaw, ale jesteście piękni tego wieczoru – żeby chwilę później zaintonować piosenkę All The Saints. Utwór zaliczany to tych bardziej zróżnicowanych, z jednostajnym gitarowym riffem oraz wplecionym w refrenie syntezatorem,  który ginie podczas zwrotek. Rytmiczne poklaskiwanie, rozmyty głos Keva…na nagraniu studyjnym pojawiają się także dziecięce głosy. Z piosenki można wyłapać proste słowa – It’s never to late to fall in love – tak samo dla Was nie jest
za późno, żeby zapoznać się z twórczością tego duetu i przyjść na następny koncert!
Mind The Bright Lights. Podczas tego utworu ukazuje nam się spokojniejsza twarz Keva
i delikatniejsza kompozycja muzyczna wykonywana przez Smolika. To piosenka o pewnego rodzaju buncie ale także o odejściu – kiedy ktoś nie pasuje do Twoich założeń, idei i świata wartości, czasem lepiej wycofać się dla dobra drugiej osoby. Podczas tego numeru mogliśmy słuchać jak głos wokalisty zmienia się w bardziej balladowy, osiągając bardzo wysokie rejestry w niektórych partiach utworu.

Znana melodia gitary zwiastuje już kolejny numer – Queen of Hearts. Głos jakby za mgłą,
a zza niego wyłaniają się klawisze. Piosenka wykonywana na żywo to tysiąc razy więcej energii w porównaniu do tego co możecie usłyszeć słuchając piosenki na swoich słuchawkach. Piosenka o prostej warstwie tekstowej, zadająca jednak bardzo ważne
i trudne dla nas pytanie – Co robisz ze swoim straconym czasem? Z góry pada założenie,
że dużą część czasu tracimy w życiu na to co mało wartościowe, nie dążąc do tego co warte dążenia (oczywiście w dość obiektywnym odczuciu). Słyszymy prawdziwe słowa, że te same błędy popełniamy tysiące razy w życiu…
Na koncercie miał także premierę nowy kawałek – poprzedziły go słowa ze sceny – Pamiętacie, jak nie było kredytu, jak nie było telefonów? Następnie na scenie nastąpiła eksplozja kolorów i dźwięków. Myślę, że kiedy nowy utwór ujrzy światło dzienne, zgodzicie się ze mną że będzie przy czym potupać nóżką i zarzucić włosami!
Nie mogło także wczorajszego wieczoru zabraknąć utworu Run. Strasznie lubię tę kompozycję, za jej różnorodność – rozpoczynamy odsłuch od delikatnie ‚mrocznych’ nut,
w tle słyszalne niskie dźwięki wygrywane na klawiszach. Sam wokal przechodzi tu też pewnego rodzaju przemianę – z nostalgii do wielkiej energii w refrenie. Perkusja (oh, jak mało o niej do tej pory a było jej bardzo, bardzo dużo wczorajszego wieczoru) ledwie wyczuwalna w refrenie, ciekawie buduje linię melodyczną utworu. Szczerze? Na żywo wykonanie miażdzy, chwyta za serce i nie pozwala stać w statycznie wśród publiczności.
Utwór trafia do mnie także pod względem warstwy tekstowej. Dla mnie to piosenka
o wspólnym pokonywaniu własnej przeszłości, ucieczce od własnej dumy. Pokazuje ile wsparcia może dać druga osoba i jak ważne jest poczucie przywiązania na całe życie –
If you stay another night then/I think you’ll have to stay your whole life.
Muzycy potrafią niesamowicie zbudować klimat koncertu – pogawędki z publicznością,
które urządzał Kev, zamiana gitary przed/ po każdym utworze… a także dedykacja dla mamy. Artyści wykonali także fragment kultowego Another Brick In The Wall formacji Pink Floyd a także Wicked Game Chrisa Isaaka.

Smolik był jakby w swoim własnym, zbudowanym na dźwiękach świecie i miałam wrażenie, że gdyby miał więcej rąk to liczba instrumentów klawiszowych wzrosłaby o dobre kilka sztuk. Nie mogę także nie wspomnieć w tym miejscu o niezwykle ekspresyjnej perkusji (wielkie ukłony dla siedzącego za garami Aleksandra Orłowskiego – chociaż ‚siedzącego’ to może złe słowo, biorąc pod uwagę jaki popis gry mogliśmy zobaczyć tego wieczoru), która genialnie tworzyła nie tylko sekcję rytmiczną podczas tego koncertu,
ale także dopełniała całości dla wyrazu utworów.
Podsumowując, jeśli znacie twórczość duetu Smolik/ Kev Fox a może posłuchacie ich teraz po raz pierwszy – mogę w 100% polecić zobaczenie i przesłuchanie utworów na żywo!
To co jest na wersjach studyjnych to jedynie mała część, zalążek tego jaki klimat panuje na koncertach i jak utwory odbiera się stojąc (a właściwie tańcząc) pod sceną.

K.