Janek Pęczak to wieloletni gitarzysta zespołu T.Love, a także współtwórca zespołu The Relievers, którego muzykę miałem okazję i przyjemność posłuchać na żywo wiele lat temu. Mimo, że nie jestem wielkim fanem reggae to ten koncert przypadł mi do gustu. Tym razem przyglądamy się solowemu projektowi Janka Pęczaka pt.: Jestem.

Po usłyszeniu pierwszych dźwięków bardzo wyraźnie na myśl przyszedł mi Bob Dylan. Krótkie, proste piosenki, których podstawą jest gitara i głos Janka. Jeśli oczekujecie niebotycznych solówek i rozbudowanych form, tutaj tego nie znajdziecie. Jednocześnie z tych piosenek bije szczerość w przekazie, głos i teksty Janka są prostolinijne, wydają się niezmanierowane. Ten duch reggae też jest słyszalny pomimo, że nie jest to muzyka tego gatunku.

Mam nadzieję, że nie będzie nadużyciem jeśli projekt Pęczaka porównam do Bogdana Łyszkiewicza i Chłopców z Placu Broni – bardzo podobny sposób śpiewania, a także prostota słyszalna w muzyce. Jeśli chodzi o produkcję płyty to brzmienie jest dość surowe, odnoszę wrażenie, że nie wpakowano masy pieniędzy w to, żeby każdy szczegół brzmiał fenomenalnie, można traktować to dwojako – na plus i minus, natomiast uważam to za pozytywny aspekt, wyczuwając dużą pokorę oraz skromność Janka w tych dźwiękach.

Myślę, że album Jestem Janka Pęczaka to idealna propozycja na aktualne czasy, uderza z niego dobra energia z nutką wolności, pozbawiona gwałtownych ruchów. Polecam jako moment relaksu na te wiosenne dni.