Mrok, smutek i prawda o życiu. Skull Echo to piąty studyjny album Julii Marcell, pełen ciemności i enigamtyczności przeszywającej się z brutalną prawdą o otaczającej nas rzeczywistości.

Jako pierwszy singiel promujący piąte wydawnictwo artystki, Marcell wybrała Moment i wieczność. Na wskroś żywy i rytmiczny z ogromną dozą elektoniki utwór po zetknięciu z całokształtem płyty jest niczym zderzenie z murem. Album otwiera syntezatorowo-organowe intro, od którego zaczyna się Ekstaza Intelektualna. Budzi niepokój, po chwili przechodzi w zmysłowo psychodeliczne bębny, aż Julia zaczyna śpiewać niemalże filozoficzne frazesy – nie byle jakie (!), cały utwór brzmi jakby jego autorka, każde słowo obejrzała po trzy razy z każdej strony. Tutaj nic nie jest rzucone na wiatr! Po ‚ekstazie’ przenosimy się w kosmos, czyli do wyżej wspomnianego Momentu i wieczności. Syntezatory i doskonale wyważona elektronika przenoszą do innego wymiaru. Cała kompozycja utworu jest świetnie skrojona i wyważona. Jedyną rzeczą do której można się przyczepić ‚na siłę’ jest zlewające się z melodią kluczowe wersy refrenu. Po wsłuchaniu natomiast można wycyzelować prawidłowe frazy.

Idziemy dalej. Trzecim numerem w kolejce jest Czas. Utwór zaczyna się od solo na pianinie z ponownym syntezatorowym muśnięciem i głosu Julii, który zdaje się błądzić w podświadomości i wzbudzać u odbiorcy niepokój. BOOM! Kolejne zderzenie. Dostajemy pięknie wyciągnięte wokalnie góry i przejmujący tekst /W środku tyka mi serce od zmartwień powolne./ Wokalistka dosadnie daje do zrozumienia bolesny brak drugiego człowieka. Utwór choć krótki swoją powagą zakorzenia się w pamięci na dobre. Kolejnym przystankiem jest Nostalgia. Znowu syntezatory, Julia z chęcią po nie sięga przy tej płycie. Korzysta z ich dobrodziejstw ze smakiem. Nostalgia jest kolejnym utworem, który mimo swojego krótkiego czasu trwania jest niełatwym utworem, ale nieco lżejszym od poprzedzającego. /Sprawiasz, że tęsknię do lat, których nie znam/ śpiewa Marcell w refrenie, ten krótki i na pozór prosty refren skłania do dogłębnych refleksji, do tego aby doceniać chwile, które trwają i cieszyć się na kolejne, które nadejdą.

Prawdopodobieństwo jest piątym numerem na trackliście albumu. Jest to drugi singiel z płyty. Proste pianino i delikatne bębny w tle. Z jednej strony utwór wtapia się w tło i nie specjalnie się wyróżnia, ale jednak urzeka swoją prostą. Jeśli taki był zamysł tego numeru to jest strzałem w 10! Jak tylko skończy się Prawdopodobieństwo dostajemy krótkie instrumentalne przejście, które nosi enigmatyczny tytuł Którędy do teraz?. Niby nic, ale świetnie dopełnia płytę. Bez tej krótkiej wstawki album nie byłby taki sam. Zaraz po tym, możemy uświadczyć preludium tego jak album się rozkręca ukazując nam wachlarz swoich możliwości i efektów pracy w utworze Domy ze szkła. Gitara, organy z elektroniką, bas i lekka perkusja. Ta kompozycja sprawia, że tego kawałka słucha się przyjemnie mimo, że zaczyna się od lekko zawiłego tekstu, który później w miarę się upraszcza nie ujmując mu merytorycznej treści.

Numerem ósmym jest Otwórz głowę, który zaczyna się od niemalże wykrzyknięcia tytułu utworu. Cała piosenka jest utrzymana w bardzo podniosłej stylistyce, śpiewana wysokimi dźwiękami. Na domiar tego, pod koniec utworu, gdy odnosimy wrażenie, że to koniec zaskakują nas teatralne smyczki, które momentalnie podnoszą napięcie. Ten fragment mógłby być ze spokojem użyty do nie jednego spektaklu z morderstwem w tle!!! Przy Domach ze szkła wspomniałem o tym, że jest to preludium.

Teraz następuje punkt kulminacyjny całego albumu. Utwór o uroczym i złudnym tytule Mamo to przede wszystkim wszystkie instrumenty użyte do poprzednich kompozycji. Piętrzy się tutaj wszystko w instrumentarium, miesza wszystko ze wszystkim. Tekst śpiewany niemal krzycząc. Wzbudza niepokój, a włosy stają dęba. W jednym utworze wszystkie odczucia zamknąć ? Brzmi szaleńczo, ale Julii Marcell się to udało! Wszystko ładnie i pięknie ze sobą współgra więc coś jednak musi trzeszczeć i uwierać.

Przedostatni numer Life is on Television napisany i zaśpiewany w całości po angielsku. Niestety, ale jest tutaj poważnym mankamentem, który psuje kompozycję. Może to miłość Julii do śpiewania po angielsku, którą na siłę chciała wpleść na płytę, która w 99% jest po polsku? Może to kolejny element, który miał na celu urozmaicić płytę? Na to pytanie musi odpowiedzieć sama artystka. Zwieńczeniem albumu jest utwór Echo w głowie. Kawałek o losie człowieka, zaśpiewany prawie że acapella, z przejęciem w głosie pięknie zamyka płytę.

Podsumowując, Skull Echo to najbardziej dopracowana płyta Julii Marcell. Autorka zadbała o każdy szczegół. Nie oszczędzała instrumentarium, eksperymentowała. Album jest niełatwy, ale zdecydowanie lepiej przyswajalny, gdy słucha się go w całości. Każdy utwór wiąże się z kolejnym tworząc spójną całość, z jednym, drobnym mankamentem. Płytę mogę polecić z czystym sumieniem, każdemu kto jest znudzony jednolitą mainstreamową papką.