Gdy emocje już opadły a głowa przestała boleć, zapraszamy was do podsumowania największej studenckiej imprezy tego roku, czyli połączeniea Kozienali i Medykali z WySPĄ i WSSP.

Przez cztery dni mieliśmy okazję uczestniczyć w niezwykłym festiwalu, każdego dnia wszyscy mógli znaleźć coś dla siebie, od rapu po elektronikę. Nie Tylko można było być na koncercie marzeń Dżemu, Cleo czy Ofenbacha, ale również skoczyć na bungee.

Pierwszego dnia mogliśmy posłuchać dobrej dawki polskiego rapu, dzięki takim wykonawcom jak Żabson, Smolasty czy Sokół. Choć rap był motywem przewodnim to dało się też usłyszeć nieco electro popu, dzięki KAMP! i Rebece.

Następny dzień stanął pod znakiem rocka i bluesa. Strachy na Lachy roznieśli scenę i wydawało się, że nie będzie już co zbierać, ale wtedy z wyrafinowaniem zawodowców na scenę wszedł zespół Dżem. Całości dopełnili chłopaki z Łydki Grubasa, ich flagowy utwór Rapapara, śpiewali wszyscy w drodze na przystanek a kierowca autobusu próżno próbował zagłuszyć, spontanicznie stworzony chór, starym disco polo.

Mimo, że grali na mniejszej scenie, nie mniejszą publiczność zebrał duet Kwiat Jabłoni. Po wszystkich wyprzedanych koncertach w Lublinie, wielu chciało wykorzystać darmowe wejście bez ograniczeń. Ten koncert zakołysał nawet zatwardziałymi słuchaczami.

W sobotę można było dostać porządny zastrzyk alternatywy. Ten termin jest jak wór bez dna i idealnie odwzoruje paletę koncertową tego dnia, bo obok Cleo czy Jamala mieliśmy też Króla czy Albo Inaczej. Jeśli ktoś pomyślał, że po piątku więcej ludzi przyjść już nie może to bardzo się mylił! Małą scenę rozsadzili The Dumplings, rzadko można usłyszeć, aby tłum tak głośno śpiewał wszystkie piosenki. Emocjom nie dał opaść Mrozu, który tym koncertem promował swój nowy album Aura.  Jednak najjaśniejsza gwiazda zabłysła dopiero na końcu, Katarzyna Nosowska wykonała swoje najnowsze, ale też i nice starsze utwory razem ze swoim synem Mikołajem, rozpalając przy tym publiczność do czerwoności!

Ostatni dzień zgromadził wszystkich miłośników klubowych brzmień… Z jednym wyjątkiem, na małej scenie mogliśmy zobaczyć młody, ale niezwykle utalentowany zespół Sonbird, z pewnością nie dali się zagłuszyć setami Green Snake z głównej sceny. Tuż po nich pałeczkę przejęli Bass Astral x IGO. Ten dzień był bardzo trudny w wyborze koncertów, które, niestety zachodziły na siebie, ponieważ ognień na małej scenie był równie gorący co na dużej. Matthew Hill, C-Bool, Blinders  ponieśli niewyobrażalnie ogromny tłum, nikt nie stał tam spokojnie (nawet staruszek z pierwszego rzędu, który wydawałoby się, że zabłądził, też uruchamiał poszczególne części ciała do rytmu). Gdy zaczeliśmy myśleć, że zebrani pod sceną więcej energii wykrzesać z siebie nie mogą. Myliliśmy się. Gdy do akcji wszedło francuskie duo Ofenbach, wszyscy skakali wyżej i śpiewali głośniej.

W ciągu tych czterech dni wystąpiło prawie czterdziestu artystów, zarówno muzycznych jak i youtubowych oraz stand-upowych, na trzech rożnych scenach. Nawet pogoda nie zająknęła się deszczem. Były to wspaniałe dni wypełnione niesamowitą muzyką i ludźmi. Sprytnie obmyślone konkursy pozwoliły utrzymać porządek na terenie, nikt nie musiał martwić się potknięciem o porzucony kubek po piwie czy inny śmieć. Wiele ustronnych miejsc pozwalało odpocząć, pogadać z nowymi znajomymi, napić się piwa czy zapozować do selfie. Na koniec jest tylko jedna prośba… Więcej taki eventów!