Po 21 latach od premiery Zimowego Graffiti – pierwszego albumu z pastorałkami od Lady Pank, zespół zdecydował się na jej kontynuację, zatytułowaną po prostu Zimowe Graffiti 2. Nie będę ukrywał, że mając ogromny sentyment do tamtej płyty z 1996 roku, przed pierwszym odsłuchaniem drugiej części miałem w sobie pewną ciekawość, żeby nie powiedzieć, że konkretne oczekiwania.

Już sam proces powstawania Zimowego Graffiti 2 jest warty uwagi i poświęcenia mu kilku zdań w tej recenzji. Płyta zrealizowana została bowiem, podobnie jak pierwsza cześć, w studio wybitnego polskiego muzyka i realizatora dźwięku – Wojtka Olszaka, który przy obydwu płytach odpowiadał również za grę na wszelkiego rodzaju instrumentach klawiszowych. Dziś jednak studio to znajduje się w zupełnie innym miejscu i w odróżnieniu od tego sprzed lat, jest dużym i uznanym ośrodkiem muzycznym (Woobie Doobie Studio), gdzie swoje nagrania realizują najwybitniejsi artyści. 21 lat temu Lady Pank nagrywało natomiast w mieszkaniu Wojtka, na 11-piętrze bloku mieszkalnego, na warszawskim Targówku. Kolejną różnicą względem poprzedniego świątecznego albumu jest okres, w którym muzycy zdecydowali się na jego napisanie i zarejestrowanie. Jak przyznał sam Janusz Panasewicz, pierwsza płyta powstawała jesienią, co sprzyjało wczuciu się w odpowiedni przedświąteczny klimat, natomiast pierwsze sygnały o nagraniach do Zimowego Graffiti 2, fani Lady Pank mogli zauważyć już w lipcu 2017 roku, a więc w samym środku gorącego lata!

Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze – słuchamy i… już od pierwszych dźwięków piosenki otwierającej album nasuwa się wniosek, że płyta ta będzie świadomym muzycznym nawiązaniem do „starego” Zimowego Graffiti. Utwór Rodzice, a raczej jego motyw wiodący moglibyśmy przyjąć jako odpowiednik tego z piosenki Święta, Święta. Od razu zaznaczę, że mam tu na myśli bardziej klimat samego utworu, aniżeli skopiowanie konkretnych muzycznych rozwiązań. Takich dyskretnych nawiązań jest znacznie więcej, również w innych utworach na płycie i to moim zdaniem dobrze, bo mimo ponad 20 lat, które minęły od premiery pierwszego Zimowego Graffiti i drastycznie różnych warunków ich powstawania, obie płyty są ze sobą w jakiś sposób spójne. Nie jest jednak też tak, że recenzowany album jest jakąś stylizowaną na siłę kopią tego starszego. W nowej wersji mamy zdecydowanie mniej dzwonków i typowo świątecznych brzmieniowych „gadżetów”. Wokalista Lady Pank sam zresztą przyznał, że chciał aby płyta ta była bardziej uniwersalna i wydaje mi się, że faktycznie jest.

Skoro jesteśmy już przy Januszu Panasewiczu, to niestety muszę przyznać, że nie wszystkie teksty i linie melodyczne wokalu na tej płycie mi odpowiadają. Cześć z nich wydaje mi się po prostu zbyt banalna. Szczególnie rażące są dla mnie niektóre rymy i powtarzalne frazy wokalisty. Przymykam na to jednak oko, a raczej ucho, mając świadomość, że nie jest łatwo pisać teksty pod określoną „okoliczność”, jaką są w tym wypadku święta Bożego Narodzenia. Sam Panasewicz był też zapewne tego świadomy, bo na płycie miejscami stara się uciekać od tematyki typowo bożonarodzeniowej i poruszać też inne kwestie, zahaczając nawet o sytuację polityczną w naszym kraju.

Nie mam natomiast większych zastrzeżeń co do warstwy muzycznej płyty, za którą w głównej mierze odpowiedzialny jest niezmiennie Jan Borysewicz. Jego brzmienie i sposób konstruowania melodii jest do tego stopnia charakterystyczny, że nawet w przypadku bożonarodzeniowych pastorałek, bez chwili zawahania można określić, kto jest autorem muzyki i to uważam za dużą zaletę. Jednocześnie kompozycje są do tego stopnia umiejętnie zaaranżowane i nagrane, że słuchając instrumentalnych wersji utworów (na płycie bowiem oprócz normalnych piosenek znajdują się również wersje instrumentalne), można równie dobrze wczuć się w klimat nadchodzących świąt. Lady Pank to jednak nie tylko Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz. Zgrabne wersje instrumentalne to także zasługa basisty Krzysztofa Kieliszkiewicza, perkusisty Kuby Jabłońskiego oraz wspomnianego wcześniej Wojtka Olszaka, który wkład w płytę miał na kilku płaszczyznach, poczynając od instrumentalnej, przez realizacyjną, aż po kwestie jej muzycznej produkcji.

Czy warto przesłuchać Zimowe Graffiti 2? Myślę, że zdecydowanie tak, nie zważając na to czy lubi się Lady Pank, czy też nie. Wydawnictw tego typu nie ma zresztą na rynku jakoś szczególnie dużo, a zawsze lepiej jest poszerzać horyzonty i posłuchać czegoś świeżego, niż w kółko tych samych „świątecznych hitów”. Dodatkowym bonusem, o którym już wspomniałem jest dostępność wersji instrumentalnych utworów, które moim zdaniem naprawdę świetnie nadają się do wprowadzenia w świąteczną aurę.