Nastroje to polski zespół dreampopowy. „Smak zabajony” to ich drugi singiel, który jest refleksją nad cienką granicą pomiędzy pragnieniem, przyzwyczajeniem a uwikłaniem. Tak głosi opis utworu na YouTube, a my mamy dla Was ich własny autoportret.

Słuchaj w TIDALWięcej o artyście: Nastroje

Wywiad z nastroje – autoportret własny.

Jak opisalibyście swój zespół?

nastroje to dreampopowe trio z Polski. Dreampopowe bo balansujące na granicy rozmarzonych, słodko-gorzkich popowych melodii, i post rockowego gitarowego brzmienia otoczonego syntezatorowym tłem. Muzyka jest osadzona w przyjemnej formie, a przy tym prowadzi ją duch ulotności i oniryzmu.

Czy nazwa ma dla Was szczególne znaczenie?

Sama nazwa zespołu odwzorowuje to, co jest dla nas szczególną wartością – paletę emocji, różnorodność doświadczeń. Jesteśmy wnikliwymi obserwatorami codzienności. Muzyka jest dla nas narzędziem, przy wykorzystaniu którego możemy przekazać słuchaczowi nasze poruszenia i przemyślenia. Jednocześnie nie boimy się podejmować kwestii znamiennych dla naszego pokolenia kwestii społecznych.

Czuje, że za tym kryje się coś więcej…

Nastroje to emocje. Te, które przychodzą i chwilę później ulatują. Te, które zamieszkują w naszych ciałach na dłużej, w jakiejś mierze definiują nas. I te – nieliczne – pozostające przez całe życie. Zlewają się z nami i tworzą indywidualną tożsamość. Nie uciekamy od nich. Przeciwnie, staramy się je obserwować, oswajać, a finalnie zaprzyjaźnić z nimi. Podjęliśmy wspólną decyzję o rozpoczęciu tworzenia miejskiej muzyki środka. Dlaczego środka? Ponieważ balansujemy pomiędzy piosenkową, przyjemną formą, szukając jednocześnie alternatywnych brzmień i barw instrumentów.

Skąd czerpiecie inspirację?

Nasze inspiracje muzyczne są obszerne. W pierwszej kolejności, składają się na nie „protoplaści” przepełnionego reverbem rocka i popu z lat 80-tych i 90-tych, jak This Mortal Coil, Cocteau Twins czy Julee Cruise. Muzyka przesączona emocjami, w której sama melodia jak równie istotne, co barwy poszczególnych instrumentów. Songwritterskim guru niezmiennie pozostaje dla nas David Bowie. Jesteśmy też entuzjastami trip hopu. Może dlatego, że jako urodzeni w latach 90-tych lub w ich okolicy, wychowaliśmy się na dźwiękach Massive Attack, Morcheeby i Portishead. Nie znaczy to, że XXI wiek nie obfituje dla nas w inspiracje. Niedoścignionym dreampopowym ideałem pozostaje dla amerykański duet Beach House. Natomiast pomysły wizjonera Kevina Parkera z Tame Impala nieraz wyznaczały ścieżki, którymi podążały nasze piosenki.

Co jest dla Was ważne poza muzyką?

W sferze działań pozamuzycznych przyświeca nam idea promowania poszukiwań równowagi życiowej. Każdy z nas czuje, jak istotne dla codziennego funkcjonowania jest zachowanie odpowiedniego balansu oraz utrzymanie dobrego stanu – fizycznego i mentalnego. Muzyka jest dla nas łącznikiem pomiędzy sobą a psyche, doskonale wypełniającą przestrzeń w nas samych, jak i tę obecną między ludźmi. W ciągu dnia daje nam masę dobrej energii, a wieczorami pozwala na wyciszenie. Stanowi kluczowy punkt w zachowaniu codziennej równowagi.

Utwór „Smak zabajonny” z pewnością, też niesie za sobą „coś więcej”

Dwa miesiące temu zaprezentowaliśmy światu nasz pierwszy numer – „Lato doskonałe”.

Słuchaj w TIDALWięcej o artyście: Nastroje

Teraz z domowej stajni, ulokowanej na warszawskiej Woli, wychodzi następny singiel. Jest druga połowa sierpnia, wakacje dobiegają końca, dni stają się krótsze. To oznacza, że przyszedł czas na „Smak zabajony”.

Refleksja nad cienką granicą pomiędzy pragnieniem, przyzwyczajeniem a uwikłaniem. Dążenie do zaakcentowania swojej obecności, pragnienie bycia usłyszanym przez drugą osobę. Wyobrażenia, które pchały do przodu przez lata zostają skonfrontowane z rzeczywistością. To piosenka, która wyszła z głębi trzewi. Napisana w chwili, gdy chce się uciec, choć pod stopami jest cienka tafla lodu. Dokładnie taka jak ta, która za kilka miesięcy spowije pokrywy małomiasteczkowych stawów.