Rebeka powstała w 2008 roku z inicjatywy Iwony Skwarek, kompozytorki i autorki tekstów, do której w 2010 roku dołączył producent Bartosz Szczęsny. W tym składzie zespół nagrał debiutancką płytę Hellada, dzięki której zespół konsekwentnie umacnia swoją pozycję na rynku muzycznym. Rebeka to połączenie dwóch silnych indywidualności w imię jednego, jeszcze silniejszego bytu muzycznego. Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny to wymagające wiele od siebie nawzajem, skrajnie odmienne osobowości.

Każdy, kto słuchał poprzednich albumów grupy będzie bardzo zaskoczony. Ba, jestem nawet pewien, że osoby te mogą przeżyć mały szok, przy słuchaniu Post Dreams.

Na samym początku urzeka okładka krążka. Patrząc na nią odbiorca już może podejrzewać, że na płycie tej będzie dużo energii, słońca i pozytywnych wibracji.

Całość rozpoczyna się od kawałka India, gdzie zmysłowy, delikatny głos wokalistki przyjemnie płynie sobie na tle delikatnej elektroniki i skrzypiec.

Cavegirl to już niemal Goldfrapp. Gdybym nie wiedział, że mam do czynienia z Rebeką pomyślałbym, że Alison wydała nowy singiel.

Sama wokalistka tak opisuje ten numer:

„Przyznaję, że tekst Cavegirl, to żartobliwe studium mojego charakteru. Często czuję się właśnie jak dziewczyna mieszkająca w jaskini, poza czasem, pod górą kołder, która wszędzie się spóźnia. Myślę, że każdy zna taki stan, w którym bardzo nie chce mu się opuszczać swojego azylu i nawet spacer z psem jest nie do zrobienia. Przyjaciele radzą  „zacznij uprawiać jogę” ale Ty wiesz, że to się nigdy nie zdarzy. Mam nadzieję, że ta piosenka pozwoli każdemu uśmiechnąć się do siebie z czułością.”

I myślę, że faktycznie każdy będzie bujał się rytmicznie do refrenu piosenki z bananem na twarzy.

 

Kolejny numer rozbuja z pewnością każdego, kto lubi „zarzucić biodrem na dyskotece”. To już Rebeka, którą znamy z poprzednich płyt. Muzyka płynie sobie spokojnie. Refren jakby wyjęty z piosenki Reni Jusis.

Fale to numer, który zespół wypuścił jako singiel promujący Post Dreams. Na pierwszy plan wybijają się perkusja i gitary. Wokalistka skojarzyła mi się w tym kawałku z Korą z Maanamu lub Melą Koteluk.

Przyznam się szczerze, że ja jestem zwolennikiem spokojnych, pięknych dźwięków. I dlatego to Zachód jest moim faworytem z tej płyty. Piosenka ta wzrusza, sprawia, że serce zaczyna płakać. Iwona śpiewa bardzo emocjonalnie, delikatnie skubie każdy skrawek duszy słuchacza. A trąbka na końcu rozkłada każdego na łopatki.

Kto jest spragniony starej, elektronicznej Rebeki z pewnością polubi utwór Światła, gdzie wokalistka śpiewa delikatnie na tle elektronicznej ściany dźwięków lub Percival, który stylistycznie najbliższe jest do poprzednich dokonań duetu.

Co jeszcze zmieniło się w tym duecie? Myślę, że stali się bardziej emocjonalni i przy tym krążku postawili przede wszystkim na emocje. Mama to osobisty numer, który stopi serce każdego twardziela.

Najważniejsza zmiana to sposób śpiewania wokalistki. Jej głos jest mgiełka, która otacza słuchacza. Przenosi człowieka do chmur, by mógł sobie polatać beztrosko zapominając o wszystkich problemach.

Bardzo doceniam, gdy muzycy na swych płytach sięgają po nowe pomysły, nowe rozwiązania i nie boją się eksperymentować, nawet jeśli miałoby się to wiązać z utratą części fanów.

Iwona i Bartek postawili na przebojowość. Numery są bardziej „piosenkowe” ale nie zatracili tego pierwiastka elektronicznej magii, która przebija się niemal w każdym utworze.

Ja jestem zachwycony i długo nie wyjmę tej płyty ze swego odtwarzacza. Zachęcam was do tego samego.