Zawsze kibicuję młodym, zdolnym muzykom a szczególnie tym z Polski. Moje przypuszczenia nigdy mnie nie zawodzą i po jakimś czasie tych samych wykonawców widuję na szczytach list przebojów, największych festiwalach czy wyprzedanych koncertach.

Podobnie jest z runforrest, który wydał wczoraj swoją debiutancką EP-kę zatytułowaną swoim pseudonimem. Pomimo tego, że liczy ona zaledwie pięć utworów, ukazuje w pełni talent, jaki posiada. Nie tylko śpiewa i bardzo dobrze panuje nad głosem, ale także sam pisze piosenki!

Mimo krótkiej działalności mogliśmy już usłyszeć podczas poznańskiego Enea Spring Break w 2017 czy ostatniej, jubileuszowej, edycji Czad Festiwal. Na swoim koncie ma również miano laureata krakowskiego Festiwalu MILA 2015 oraz Finalisty Przeglądu Zespołów Bluesroads 2016.

Jak na debiut, pomimo tego, że jest to tylko EPka, można powiedzieć „zaczął z przytupem”. Naszą przygodę z albumem rozpoczynamy od gitary, która wprowadza nas w nastrojową balladę zatytułowaną Butterflies. Spokojne riffy gitarowe słyszymy także w Sleep i Fall, czy to dobry pomysł? Ten spokojny klimat na tym krążku w pełni mi się podoba! Oczywiście podczas przesłuchania usłyszymy nieco żywsze utwory – Lost czy mojego faworyta Stoned on Dylan.

Jak wspominałem na wstępie, zawsze kibicuje młodym, utalentowanym muzykom, tak jest i w przypadku runforrest. Jestem przekonany, że już niebawem usłyszy o nim cała Polska, a pełny album (który mam nadzieję, wyda już niedługo) zdobędzie szczyty list sprzedaży i serca słuchaczy. EPka zaprezentowała nie tylko talent, ale i spory potencjał, który posiada muzyk! Wart śledzić poczynania tego młodego artysty.

Strona na Facebook.