Dziś chciałbym nieco przybliżyć najnowszy materiał od CocoRosie. Ten unikalny duet, od lat cieszy się popularnością na całym świecie. Warstwa estetyczna w muzyce, jak również cały anturaż wokół niej, nie każdemu przypada do gustu, ale myślę, że warto spróbować, gdyż w mojej opinii jest to jeden z takich projektów obok, którego nie można przejść obojętnie. Fanom przyszło czekać niemal pięć lat na kolejny album ekscentrycznych sióstr Casady i zaznaczę już na początku, że jeśli za każdym razem tak ma wyglądać efekt finalny to warto czekać.

Po pierwsze realizacja. Nie mogę się doczekać kiedy włączę ten krążek w samochodzie, bo słucha się niesamowicie. Materiał zrealizowany jest niezwykle zręcznie i te wszystkie warstwy w muzyce są słyszalne niczym barwy, które możemy oglądać. Ale podczas pracy nad albumem nie było tak kolorowo, o czym możemy się dowiedzieć, a ten brud czy szarość można usłyszeć na Put the Shine On.
Pracę nad płytą zaczęłyśmy na ranczo naszego brata na Hawajach, na odludziu. To piękne miejsce, ale też bardzo surowe. Równolegle musiałyśmy sobie poradzić z problemami w rodzinie: chorobą psychiczną czy alkoholizmem. Z pewnością ślady tego są wyraźne na płycie. Ponieważ wokół chorób psychicznych istnieje silne tabu, ważne jest, by mówić o nich w sposób uczciwy. To historie o naszej rodzinie, o życiu i śmierci, poddaliśmy je jednak mitologizacji, trochę na wzór Wu-Tang” – opowiada Bianca. 

Pomimo tego, że CocoRosie kojarzone jest z muzycznymi eksperymentalnymi „odjazdami”, wyczuwa się zmianę w postaci z lekka popowej czy poważnej, ale jednocześnie niezwykle świadomej muzyki. Choć odchylenia charakterystyczne dla tego duetu słychać zarówno w stylistykach, które się mieszają, gdyż szala często przenosi się w stronę rap / elektronika, jednocześnie nie przeciągając struny na tyle by byłoby to nienaturalne. Z drugiej strony dostajemy dźwięki z popu czy rocka alternatywnego i ten crossover tak smakowicie podany jest bardzo przyjemny w odbiorze, oczywiście na pewnym poziomie estetycznym.

Przy tworzeniu płyty niestety nie obyło się bez przykrych, trudnych sytuacji. Pod koniec pracy nad materiałem, artystki przeżyły śmierć matki. „Mama zmarła, gdy kończyłyśmy nagrania w studio w San Francisco. Tam chciała odejść, do samego końca zachęcała nas do pracy i tworzenia. Sama też zaśpiewała w piosence „Ruby Red”, niecałe dwa tygodnie przed śmiercią. Jej odejście było dla nas niezwykłym doświadczeniem, bez wątpienia intensywnym, ale też na swój sposób idyllicznym, bo żegnałyśmy ją w domu. Pozostała do końca świadoma i dzielna, a my cały czas byłyśmy z nią bardzo blisko. To przeżycie które wszystko odmieniło”

Płyta Put the Shine On jest czymś na co warto zwrócić uwagę w dzisiejszym natłoku informacji. Czy ta płyta jest inna niż poprzednie? Zdecydowanie! Artystki dojrzały, choć ta dojrzałość była widoczna wcześniej, ten krążek jest o wiele bardziej poważny, niosący wiele doświadczeń i przeżyć. Sam będę chciał zagłębić się w tej muzyce, gdyż na pewno wiele jest jeszcze do odkrycia w tym co stworzyły dziewczyny. Same CocoRosie mówią o tym, jak zmieniły się na przestrzeni swoich działań artystycznych. Myślę, że nie będzie nadużyciem jeśli powiem, że CocoRosie wyprzedzają swoją epokę. Są to genialne artystki i nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Zmieniłyśmy się. Wiele lat zajęło, by ludzie zaczęli nas postrzegać jako dorosłe artystki – przez długi czas infantylizowano to co robimy, postrzegano nas jako dziewczynki w śmiesznych przebraniach. To było męczące, ale na szczęście w ostatnich latach zmieniło się postrzeganie kobiet w sztuce i dobrze być częścią tego procesu”.