Nie macie czasem tak, że gdy w większym gronie słuchacie muzyki i każdy puszcza coś od siebie, ale nie wy? Ja mam tak często. Nie lubię narzucać komuś mojego gustu muzycznego, dlatego pozwalam innym narzucać swój… Bardzo blokuje mnie to, że słucham dość oryginalnego gatunku, wiem, że dla innych może być on uciążliwy (a może tylko tak mi się wydaje). Jest to gatunek, do którego czasem wstyd się przyznać.

Będzie to felieton troszkę inny niż wszystkie, ale to będzie mój felieton, więc wybaczcie, akurat to wam narzucę. Piszę go bo, że wierzę, że ktoś ma podobnie jak ja i poczuje, że nie jest sam…

Jedna z moich największych radości w życiu jest słuchanie “przypałowej” muzyki. W mojej duszy gra Trot i kabaretowe, koreańskie przeboje. Ale tylko ja, wśród moich przyjaciół i kolegów, podzielam tą miłość. Oczywiście słucham, też innej muzyki, jednak tą chciałbym się szczególnie dzielić. I nawet czasem to robię, ale tylko w kategorii żartu… Dlatego na imprezach zawsze leci nie moja muzyka, a ja nawet nie próbuje tego zmienić… Często jest tak, że wręcz się męczę, bo ktoś puszcza piosenki, które wywołują u mnie skurcz mózgu i nieprzyjemne ciarki wstydu na plecach. Ale siedzę cicho, bo w mojej głowie siedzi jedna myśl, że nawet jak włączę muzykę zupełnie “normalną” to inni odczują ją tak jak ja ich. 

Jednak jakiś czas temu pomyślałam, że to nie jest fair… Można pomyśleć “to się obudziłaś, przecież to oczywiste”, jednak często to co jest oczywiste pozostaje ukryte. Przynajmniej dla mnie… Postanowiłam, więc wyjść ze swojej strefy komfortu i zakończyć ten muzyczny autorytaryzm na imprezach i przemycać swoje piosenki. Uznałam, że za długo żyłam w cieniu innych i wystawię się na krytykę. Bo to tego najbardziej się bałam, że ktoś skrytykuje to co kocham. Nic tak nie boli, jak mieszanie z błotem twoich ukochanych rzeczy. Dosłownie też. Jednak ja postanowiłam podzielić się z moimi najbliższymi swoim gustem muzycznym. I tak się dzieliłam, że obie moje siostry zaczęły słuchać k-popu… Jednak rodzina to najłatwiejsza część… Ich krytyka tak nie boli. Schody zaczęły się przy znajomych i przyjaciołach i tak pewnego magicznego wieczoru, gdy siedziałam ze współlokatorką przy winku (a może piwku), puściłam swoją składankę. I o dziwo, już ją kochała! Okazało się, że mamy bardzo podobny gust i bardzo podobne nastawienie do puszczania komuś swojej muzyki, dlatego ponad rok nie wiedziałyśmy o naszym pokrewieństwie dusz.

Ale jest też inna strona tego zjawiska. Jest taki typ człowieka, który muzykę, której słucha traktuje jako najlepsza na świecie. Każda, której nie zna jest beznadziejna (tak na marginesie, słowo “beznadziejny” to najgorsze określenie jakie istnieje, uważajcie, jak je używacie, bo może skrzywdzić). Przy takich ludziach nie ma sensu się wychylać, ich i tak nie da się naprawić, więc ich złośliwe uwagi tylko was skrzywdzą. Ja już osobiście dałam sobie spokój z dyskusjami z nimi… 

Na koniec chcę wystosować apel do wszystkich, którzy to czytają. Bądźcie otwarci! Świat jest tak wielki i kolorowy, nie ma sensu zamykać się na jeden gatunek, na jeden zespół. Ale nie ma też w tym nic złego, jeśli chcesz to robić to dobrze, jednak nie oceniaj innych, jeśli oni tak nie mają. 

Ku pokrzepieniu swojego serca podzielę się z wami moim niedawnym muzycznym odkryciem. 😉