Trzeciego marca, tego roku po przeszło trzy letniej przerwie od dawki szaleństw Dawida Starejskiego – znanego jako Kaen, ostatecznie doczekaliśmy się premiery nowego albumu ,,Debiut”

Pierwsza data szybko okazała się fiaskiem i na jakiś czas musieliśmy odłożyć na bok oczekiwania wobec najnowszej produkcji. Dlaczego ? Wykonawca przyznał, że zmagał się z wieloma przeciwnościami…począwszy od zdrowotnych a uzależnienia. Przez wzgląd na to, coraz częściej możemy ujrzeć go w wielu wywiadach, gdzie bez krzty strachu wyznaję całą prawdę o problemach, które towarzyszyły mu jeszcze jakiś czas temu.

,,(…)od półtora roku jestem trzeźwy” Z dumą wyznaje prowadzącemu z Ciemnej strefy. Nie trudno domyśleć się, że powrót Dawida na scenę nie był prosty. Niegdyś kojarzyliśmy go dzięki kruczoczarnej masce, natomiast teraz, raper pozbywa się również i jej.

Wracając do najnowszego krążka, jest on czwartym w karierze artysty. Wydany nakładem warszawskiego Prosto Label, gościnnie na albumie udzielili się: Kamil Bijoś, Lanberry, Mateusz Krauwurst, Michał Grobelny, Tomek Torres oraz Sylwia Dynek.

Od początku wzmianek na temat nowego wydania, miałam pewne obawy ze względu na przemianę jaką przeżył Kaen. Martwiłam się, że jego charakterystyczny styl zniknie wraz z pozbyciem się powyższego atrybutu. Jak się okazało, nie bez przyczyny. Co prawda, nie nastało to tak drastycznie, jednak większość piosenek nie da porównać się do chociażby Alterego z ,,Od kołyski, aż po grób” z 2012 roku. Takie porównanie brzmi absurdalnie ? Alterego było dnem ? Dla osób, które bez wątpienia by się zgodziły, mam dobrą wiadomość. Artysta okiełznał skłonność do przedstawiania schizofrenii czy innych zaburzeń w tytułowym Debiucie. Wrócił z większym opanowaniem i bardziej treściwymi tworami. Tylko chwilami można jeszcze poczuć dreszczyk, jak za starych czasów. Najbardziej warta uwagi jest solówka pt. ,,Dziwka”. Aktualnie dostępna z teledyskiem, który niestety…moim zdaniem wyszedł bardzo sztywno. Dlatego zalecam wsłuchanie się i nie spoglądanie na wideo.

Artysta nadal próbuje nie wyzbyć się tego co kreował od początku, daje nam do zrozumienia, że nic nie zniszczy jego wulgarnej oraz brutalnej strony. Lecz połowa z trzynastu utworów, jest w znacznie luźniejszym klimacie i z udziałem pozostałych twórców. Odbiegają one diametralnie od solówek autora oraz bardzo szybko wpadają w ucho – brzmi to bardzo pospolicie, prawda ? Nie wyróżniają się na współczesnym rynku i wątpię, że ktokolwiek z nas poświęci im więcej niż kilkanaście minut.

Muszę przyznać, że mimo sentymentu do Kaena, trochę się zawiodłam. Oczekiwałam bardzo kontrowersyjnego i trudnego w odbiorze albumu, tymczasem Debiut jest w stanie trafić do każdego. Co oczywiście może to być plusem, mówiąc o wynikach sprzedaży, lecz dla wiernych fanów…niedosytem szaleńca w masce.