Minęło już trochę lat od mojego romansu z metalem, a w szczególności sceną hardcore’ową. Sentyment jednak przypomnieli chłopaki z Lifephobia, prezentując mi swoją debiutancką EP-kę.

Wydawnictwo otwiera energiczne True Fighters. Już pierwsze akordy wydają się być zapowiedzią imponującego materiału ukrytego w tym krążku. Po jego przesłuchaniu aż chce się brnąć dalej i wsłuchać się, co kapela ma do zaoferowania.

Moim ulubionym nagraniem z płyty jest jednak Keeper of the Peace. Można na nim usłyszeć wyróżniony breakdown, których mi tak bardzo brakuje. Czyni to go najlepiej wyprodukowanym utworem na krążku. Warto wspomnieć o genialnym tekście autorstwa Mariusza Bogacza (wokalisty i gitarzysty zespołu) podejmującym temat „demokratyzacji świata” przez Amerykę.
Równie dobrym kawałkiem jest Beyond Reality. W tym przypadku na uznanie zasługuje najlepsza solówka gitarowa na płycie, którą można się rozkoszować pod koniec utworu. Track wchodzi w ucho ze względu na linie melodyczną, prowadzoną przez wokal, którzy brzmi trochę inaczej, mniej rytmicznie, co od razu wyróżnia tę kompozycję od pozostałych.

Po pierwszym przesłuchaniu płyty może się wydawać, że wszystkie nagrania brzmią podobnie lub nawet tak samo. Jednak już od razu słychać talent zespołu w kwestii komponowania intrów. Przed rozpoczęciem każdego z nagrań słuchać nastrojowy początek, który doskonale buduje napięcie. Mam jednak wrażenie, że przez te świetne intra oczekuję zbyt dużo. Prosta rytmika, przewidywalna linia wokalna sprawiają, że Lifephobia to- może nie „nic specjalnego”, ale nic niepoprawnego. Aż chciałoby się, żeby jednak było coś nie tak. Coś, co wyróżniłoby niektóre nagrania na tle pozostałych, dały jakiś punkt zaczepienia. Tu tego brakuje. Tak, jak napisałem na początku- trzeba wsłuchać się, żeby zrozumieć, co zespół ma do zaoferowania.
Chociaż, z tego co wiem, grupa szykuje coś nowego i zapowiada się to lepiej… a przecież już teraz nie jest źle.