Długie zbieranie się do tej relacji. Cóż, tak samo długo trwało zanim narodziło się prawdziwe uczucie i odczucie do muzyki zespołu Bitamina. A może była to na początku miłość bez wzajemności (próby kupna biletu na koncert – zapomnij)? Miłość? Jeśli bez muzyki tego zespołu nie wyobrażam sobie teraz mojej ulubionej playlisty na Spotify to chyba nie jest to za duże słowo. Ale po kolei…Pierwszy koncert w zatłoczonym tego wieczoru Cudzie nad Wisłą spędziłam z M.
na leżakach, na piasku, za barem. Coś było słychać, trochę tupnęło się nóżką a i tak podczas najbardziej wtedy ‚pożądanych’ kawałków stało się po piwo w kolejce, gdzie tego wieczoru królowało wezwanie ‚Panie barman lej pan wudu’…

Warszawski klub/ teatr Palladium kojarzy mi się niesamowicie dobrze – to chyba w nim narodziła się we mnie fascynacja koncertami na żywo do których do tej pory mam słabość a później podobną słabość ma mój portfel. Tego wieczoru Vito Bambino oraz jego ekipa sprawili, że po raz kolejny w tym miejscu działa się magia. Serio! Jeśli jedyna piosenka, która gdzieś kołacze Wam się w uszach to Dom a nowe Kwiaty i Korzenie wydają Wam się płytą bardziej przegadaną niż zagraną to zapraszam na koncert. To nie jest tak, że piosenki brzmią tak jak na płytach – brzmią o niebo lepiej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że śpiewasz i falujesz z tłumem, czy energii płynącej ze sceny od chłopaków i niesamowity kontakt z publicznością. Bałam się mocno – trasa promująca wspomniane już Kwiaty
i Korzenie
 (sam Mateusz tego wieczoru tłumaczy – Wracamy tą płytą do korzeni ale też pokazujemy nowe kwiaty które wyrosły..) – jak mawia moja kumpela M. płyta mocno narracyjna i pełna długich, mówionych wstępów. Fakt, podczas pierwszego odsłuchu wydawnictwa, wczuwasz się w jeden utwór i nagle bach – gadka, proza i trochę wierszoklectwa. Ukłony jednak dla Piotrka, który w przyciemnionym świetle, głębokim głosem wprowadzał niesamowicie nostalgiczny nastrój na scenie – niejako zapowiadając większość utworów. Nie zabrakło dialogów Mateusza z publicznością oraz wyznań miłości kierowanych w jego stronę z tłumu.

Ten z kolei często domagał się piosenki Dom – Mateusz – Jeśli teraz zagramy dom to już sobie pójdziecie do domu. Myślę, że ilość bisów
i gość specjalny (J. brawa za spostrzegawczość) były warte zostania do samego, samego końca koncertu. W temacie wyżej wymienionej piosenki – Mateusz zapytany kiedyś w wywiadzie o jej popularność stwierdził, że tak, dziewczyny na nią lecą i że każda z nas
w głębi serca chce takiego śpiewającego Romeo pod balkonem.
Lubię prozę – takie tam opowieści o życiu. Bez dodatkowych, przesyconych kolorów.
Taka właśnie jest muzyka Bitaminy. Idealnym przykładem jest Kawalerka z dołączonymi do utworów nagraniami głosowymi znajomych, rodziców, które jak podkreślają chłopaki
z zespołu są dla nich bardzo ważne w budowaniu całego klimatu i przekazu swoich numerów. Mamy tu (jak i na innych płytach) cały kalejdoskop ludzkich odczuć, sytuacji i relacji – obawa i wymiana zdań w Nie Wiem Jak, nieprzemijające uczucie w Znajoma Nie Znajoma, ukłon w stronę rodziny – to z kolei Kuba czy Na Pół. Pytanie do Niej – wyznanie miłości czy wielka nadzieja w Dużym Tacie – Odnajdziemy Raj. Pewność siebie promieniuje z Pornosów oraz Poka jak u Ciebie tańczą. W temacie pewności siebie – Mateusz i Piotrek są na scenie jak ryba w wodzie a jednak podczas wywiadów mam wrażenie, że są oazą spokoju i nie bardzo lubują się w określaniu ich mianem gwiazd. Jedno jest pewne, warstwa tekstowa urzeka mnie z każdym kolejnym numerem, albumem – każdy tworzy w mojej głowie kolejny rozdział pięknych opowieści.
Chwila ciszy – nieśmiały bit zapowiadający utwór Nikt, odśpiewany oryginalnie w duecie z Dawidem Podsiadło oraz zmiksowany przez Flirtini. Ha jest i on! Hawajska koszula, fioletowa czapka – Dawid. Moim zdaniem mimo nieustającej mody na Podsiadło, nie było tak że ukradł on cały koncert. Zaśpiewał kapitalnie, wgryzł się w klimat i pozostawił za sobą – po odśpiewaniu i dogrywaniu na ukulele piosenki Somewhere over the rainbow (dwa głosy z Mateuszem, klimat unplugged) – pisk na sali.

Bisy, bisy, bujanko. Na pół – w głowie przywołuje teraz kapitalne wspomnienia z wyjazdu do Barcelony – klip do numeru jest zapiskiem takiej podróży.
Słychać było, że na prawdę znamy słowa piosenek a ich przekaz pięknie nam pasuje. Do czasów, do momentów życia w których się znajdujemy. Uniwersalny jest, no! Wracając do domu mam w głowie slajdy ze wszystkich płyt, nogi kołyszą się dalej w klimacie dobrej imprezy. Bez bucowania, bez gwiazdorzenia. Jak u kumpli w kawalerce.

Bądźcie bliscy od razu
Okazuje się że później nie ma czasu
Podaję dalej prezydenta
Mi nie wyszło.

K.