Lucy Rose to artystka, która nigdy nie bała się iść pod prąd. Swój pierwszy album nagrała sama, przy niewielkiej pomocy producenta muzycznego. Z początku nieśmiała, „mała” dziewczynka, która pokochała całym swoim sercem muzykę i chciała podzielić się swoim światem z innymi ludźmi.

Dziś Lucy Rose to dojrzała, mądra artystka, a jej nowy krążek zatytułowany No Words Left jest najlepszym przykładem tego, jak wielką metamorfozę wokalistka przeszła.
Zacznę od okładki płyty, która jest świeża, eteryczna i bardzo klimatyczna. Znajduje się na niej młoda dziewczyna z twarzą zasłoniętą przez włosy, które tańczą na wietrze. Już patrząc na front możemy spodziewać się czegoś pięknego.
Piosenkarka promując swoje nowe wydawnictwo raczyła nas wspaniałymi obrazami do kolejnych singli.
Cała przygoda rozpoczęła się od zmysłowego Conversation. Słuchając tego utworu wiedziałem, że Lucy Rose stała się bardziej kobieca. W jej głosie jest tyle uczuć i emocji. Co urzeka w tej piosence? Łamiący się głos z przepięknym vibrato na tle smyczków.

Drugi singiel promujący No Words Left to Solo(w). Utwór ten urzekł mnie od momentu, gdy pierwszy raz go usłyszałem. Bardzo jazzowy, smutny, prawdziwy. Myślę, że skruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Sposób w jaki wokalistka śpiewa słowa – „Solo, so low, solo, so low..” jest wyjątkowy. Słychać tutaj olbrzymi ból i smutek. Na końcu dostajemy partię magicznego saksofonu, któremu wtórują smyczki.

Ostatnim utworem, dzięki któremu możemy choć trochę posmakować No Words Left jest kompozycja Treat Me Like A Woman. Folkowy numer w klimacie Laury Marling.

Zaraz pod premierze swojej nowej płyty artystka postanowiła podzielić się krótkimi obrazami do każdej piosenki, którą nagrała. Bardzo ciekawy zabieg, by promować swoją perełkę.
Numer tytułowy to krótkie intro, w którym słuchać wokalizy artystki. Bardzo zmysłowe, momentami psychodeliczne. Wysokie dźwięki, zakręcone melizmaty świadczą o olbrzymich umiejętnościach wokalnych Lucy.

Kolejną folkową, balladą, która urzeka słuchacza jest The Confines Of This World. Piosenka, w której czuć ducha Joni Mitchell. Bardzo delikatnie zaśpiewana ze wspaniałymi melizmatami.
Just A Moment to następny przystanek, by się na chwilę zatrzymać i zaczerpnąć świeżego powietrza, by za chwilę usłyszeć pierwsze dźwięki Nobody Comes Round Here.
W moim odczuciu jest to najbardziej emocjonalna kompozycja. Lucy Rose śpiewa w taki sposób, że serce człowieka przenika smutek. Każdy dźwięk, każde słowo uderza w nas swoim pięknem.

Moim ulubionym momentem płyty, oprócz Solo(w), w którym jestem bezgranicznie zakochany to utwór Pt.2. Z pozoru nie różni się on od innych kompozycji zawartych na płycie, jednak jest to najbardziej klimatyczna piosenka. Wokalizy Lucy Rose przenoszą na zmianę, z piekła wprost pod bramy Raju. Całość otulona jest delikatnym pianinem i wszechogarniającymi smyczkami.

Album zamyka najbardziej pogodna piosenka. Taka jakby kołysanka, którą artystka chce nam podarować na koniec. Po słowach „Song after song after song. All about me and my misery…” zaśpiewanych w zwolnionym tempie zostajemy sami przez dłuższą chwilę.

Lucy Rose opuszcza nas, a my jedyne o czym marzymy to, żeby włączyć “play” I kolejny raz spotkać się z tą jakże utalentowaną artystką.
Wokalistka na nowym albumie maluje cudowne pejzaże swoim wokalem. Przenosi nas do świata, gdzie ból miesza się z pragnieniem, smutek z radością, a grzech tańczy w zmysłowym tańcu z odkupieniem win. Artystka swoim głosem czaruje, przenika całe ciało człowieka od czubka głowy po koniuszki palców. Karmi głodne serce każdego, kto zechce skosztować tego, co przygotowała nam do spożycia. Dzięki niej jesteśmy w stanie najeść się nawet najmniejszym okruchem chleba.