Od kilku lat możemy zaobserwować jak fala hallyu zalewa zachodni świat. Dobrze radzą sobie na niej nie tylko BTS i Blackpink, ale też Monsta X. Widać to na przykładzie ich najnowszego krążka All about luv.

Monsta X jesienią ubiegłego roku stracili jednego z członków, Wonho. Stało się to po tym, jak na światło dzienne wyszła informacja o paleniu przez niego marihuany w 1013 roku. W Korei Południowej jest to zabronione prawem. All about luv jest ostatnim albumem, gdzie możemy go usłyszeć.

Jest to również pierwszy w całości anglojęzyczny album zespołu. Taki ruch nie jest zadziwiający biorąc pod uwagę ambicję Monsta X. Wcześniejsza współpraca z Steve Aoki wyraźnie pokazała, że chłopaki chcą podbić amerykański rynek. Trzeba tutaj pochwalić cały zespół, nie kaleczą języka. W k-popie niestety często można usłyszeć angielskie zdania „potworki”.

Można też powiedzieć, że cały album, próbą podbicia zachodniego rynku. Promujący utwór Who do u love? z French Montana jest do tej roli idealny. ma się wrażenie, że jest skondensowaną wersją całej płyty. Wszystko spaja lekko housowy vibe, który jest szczególnie słyszalny w tej piosence.

Każda piosenka opisuje (choć to za duże słowo) jakiś aspekt miłość. Gdy to usłyszałam nie miałam dużych wymagań. W końcu liczba piosenek jest ograniczona a pop bardzo lubi śpiewać o miłości romantycznej (lub jej braku). Obyło się więc bez większych zaskoczeń, a szkoda.

Szczególnie wybija się utwór You can`t hold my heart. Rytmy R&B są tu nieco spokojniejsze i całość unosi się w takt miłego electro-popu. Nie dostajemy tutaj niczym prosto w twarz. Piosenka idealna do myślenia, czy bycia tłem. Jednak gdy się w nią wsłucha tylko zyskuje. Nie jest to utwór odkrywczy, tak jak cała płyta nie jest. Jednak posiada pierwiastek uniwersalności, co daje mu przewagę nad innymi piosenkami.

Całość oceniłabym bardzo dobrze. Płyty słucha się dobrze, można się lekko pobujać do mile płynącego rytmu. Wszystko skrojone na amerykański rynek więc nie ma tu zaskoczeń. All about luv nie strzela fajerwerkami, co bardzo chwale. Album wyszedł w trakcie epidemii i jego spokój płynność i spójność może uspokoić nerwy. Nie jest przy tym zbiorem smętnych ballad. Ma do tego bardzo pozytywny przekaz idealny na tak fatalne czasy jak te.

Podsumowując, nie jest to album zaskakujący. Jednak przez to może stać się produkcją ponadczasową. Nie kultową, ale taką, do której bardzo chętnie będzie się do niej wracało.