Niektórzy uważają, że o muzyce nie powinno się mówić, muzyki powinno się słuchać. Gdybym podzielał podobną opinię, to zapewne wcale nie zaczynałbym pisać tego tekstu. Uważam, że o muzyce powinno się mówić. A już najlepiej mówić i słuchać. Szczególnie tej dobrej. Z każdym kolejnym zapisanym słowem moje uszy przyjmują kolejną dawkę gitarowych dźwięków serwowanych nam przez prawdziwego wirtuoza sześciu strun – Wojciecha Hoffmanna.

Zacznę od tego, że trochę czasu musieliśmy czekać na kolejny solowy album legendarnego gitarzysty i lidera Turbo. Dwanaście lat temu ukazała się pierwsza solowa płyta Wojciecha Hoffmanna zatytułowana „Drzewa”. Album podczas premiery zebrał bardzo mieszane noty, jednak obecnie w pewnych środowiskach uważany jest za kultowy. Nie będę oszukiwał – do dziś gwałcę przycisk replay przy utworze „Irlandzki”. Z nowym albumem Hofmanna powinno być nieco inaczej. Inaczej w sensie recenzji, bo przycisk replay już teraz wygląda na nieco zużyty..

Płyta „Behind the Windows” jest znacznie bardziej dorosła i przemyślana od swojej poprzedniczki. Pierwsza rzecz, która rzuca się w uszy to to, że płyta ma zdecydowanie progresywny charakter. Sporo tu zmian tempa, gry na emocjach słuchacza, czy też licznych zmian w obrębie naprawdę rozbudowanych kompozycji. Fani gry spod znaku King Crimson powinni być zachwyceni. Ja z pewnością jestem. Wspomniana wcześniej grupa to nie jedyne skojarzenia, które nasuwają się po przesłuchaniu płyty. „Behind the Windows” zaczyna melancholijny utwór „Gary” zadedykowany pamięci zmarłego przed czterema latami Garego Moore. Już przy pierwszym numerze na płycie możemy przekonać się, że przymiotnik „progresywny” wcale nie został tu użyty na wyrost. Jak już wspominałem, utwór, zaczyna się spokojnie i melancholijnie, aby z każdym kolejnym dźwiękiem nabierać tempa, aż w końcu płynnie przejść w następną kompozycję na płycie. Wszystkich kompozycji jest tu łącznie jedenaście. Oprócz gitarowego kunsztu Wojciecha Hoffmanna (o którym chyba nawet nie wypada za dużo mówić, bo jest to oczywiste. Niezmiennie od wielu lat) mamy tu do czynienia z szeregiem innych instrumentów. Chociaż „Behind the Windows” to jednak stricte gitarowe granie, usłyszymy tu również rozbudowane partie klawiszowe, partie wokalne, a nawet skrzypce. Przy solowych płytach weteranów sceny możemy zwykle spodziewać się nań wspaniałych gości. Tak jest i tutaj. Oprócz zespołu w składzie Atma Anur – perkusja, Sławek Bielak – klawisze, oraz Arek Malinowski – gitara basowa, Wojciech Hoffmann zaprosił do gościnnego udziału sławy rodzimej sceny takie, jak chociażby Grzegorz Skawiński, Michał Jelonek, Leszek Cichoński, czy też udzielający się wokalnie Rafał Piotrowski (Decapitated) i Tomek Struszczyk (TURBO). Wspomniane nazwiska nie tylko dobrze wyglądają na papierze, ale także idealnie komponują się z charakterem płyty. Może trochę głupio zabrzmi to w przypadku recenzji płyty stricte instrumentalnej, ale przyznam bez bicia, że kawałek, w którym słyszymy wokale Tomka i Rafała chyba najbardziej do mnie trafił. Chociaż Polska scena progresywna trzyma się dobrze, to dałbym każde pieniądze, aby wysłuchać Hoffmanna z zaprzyjaźnionymi wokalistami w takim to właśnie projekcie.

Za tytułowym oknem dzieje się cała historia. Historia napisana dźwiękiem. Historia, którą opowiada, Wojciech Hoffmann, jest historią, którą mógłby opowiedzieć każdy z nas. „Behind the Windows” to opowieść o życiu. Życiu, które poznajemy z perspektywy słuchacza. Mam wrażenie, że druga solowa płyta Wojciecha Hoffmanna to niejako podsumowanie jego dotychczasowej życiowej podróży. Mam również nadzieję, że jest to tylko początek kolejnego etapu. Po takiej dawce muzycznych emocji musi się coś jeszcze wydarzyć. Pozostaje nam wierzyć, że na kolejny solowy projekt Pana Wojciecha nie będziemy musieli czekać kolejnych dwanaście lat. Ba, w przypadku takiej muzyki to i kolejne dwanaście miesięcy to za duża kara.

Behind the Windows” jest naprawdę dorosłym i dopracowanym dziełem. Dla wszystkich fanów gitarowego grania to pozycja naprawdę obowiązkowa. Nawet jeśli instrumentale omijacie zwykle szerokim łukiem, to dajcie sobie szanse, aby spojrzeć za okno. Wojciech Hoffman to dzieło warte poznania i polecenia. Chociaż zwykle jestem niechętny do stawiania tak wysokich not, to mam nadzieję, że nikt nie rzuci we mnie za to kamieniem.