„Rock’n’core to taka nasza wewnętrzna, umowna nazwa. Jest to połączenie ciężaru i szybkości muzyki metalowej, czy hardcore`owej z melodyjnymi, czasem awangardowymi, rockowymi wstawkami. Rock`n`core to kwintesencja i połączenie naszych własnych gustów muzycznych” – tak określa swoja muzykę olsztyńska formacja Messa. Zespół przygotowuje się do wydania debiutanckiego albumu zatytułowanego „Bramy”. Krążek anglojęzycznej dotychczas grupy będzie zwieńczeniem dziesięcioletniej aktywności zespołu i został nagrany po polsku!

Panowie, Messa kończy w tym roku 10 lat. Gratuluję. Opowiedzcie w skrócie o Waszych początkach i rozwoju, przybliżając czytelnikom HeartBeat sylwetkę i twórczość zespołu.

Bartek Czarnecki: Początki zespołu sięgają rzeczywiście 2005 roku. Byliśmy wtedy grupką naprawdę młodych, bo kilkunastoletnich kolegów z podwórka, którzy bardzo chcieli grać. Pierwszymi ogniwami był Krystian Siemaszko – gitarzysta oraz Michał Bondarzewski, czyli nasz pierwszy perkusista. Następnie, do tego duetu dołączył Andrzej Seroka, który po szkole muzycznej stanowił świetną partię na drugiego gitarzystę. Po Andrzeju przyszedłem ja, obejmując rolę basisty, wokalisty i lidera całego zespołu. Już na początku mieliśmy naprawdę świetny start, bo jako 16 i 17-latkowie graliśmy na sporych scenach, m.in. Hunter-Fest czy Kortowiada. Przez lata kreowaliśmy styl, który z biegiem czasu zaczął się klarować i dojrzewać. Graliśmy całkiem sporo koncertów jak na tak młody wiek, jednak była to przede wszystkim zabawa, nauka gry, bo na początku byliśmy naprawdę fatalnym zespołem pod kątem muzycznym… :). Przełom w naszej muzyce i w aktywności nastąpił, kiedy to w 2012 roku w miejsce byłego perkusisty przyszedł młody i bardzo zdolny perkusista – Jan Gralla. Powiew świeżej krwi w zespole dał nam nowe spojrzenie na to, co robimy. Dało nam to niezłego „kopa” i większą siłę do działania. Każdy z nas ma inne inspiracje, jednak wszystko łączy się w spójną całość, kiedy zaczynamy pisać muzykę. Daje to dość wybuchową mieszankę.

Dziesięciolecie wieńczycie debiutanckim albumem „Bramy”. I – co ciekawe – albumem, na który składają się utwory z polskimi tekstami, co do Messy nie podobne ;) Skąd ten zwrot?

Chcemy, aby przekaz, jaki niesiemy trafił do wszystkich odbiorców, nie tylko wybranej grupy ludzi. Śpiewamy o tematach trudnych, lecz staramy się robić to w dość bezpośredni sposób, tak, by przesłanie było zrozumiane dla wszystkich. Mimo większej dźwięczności i muzykalności języka angielskiego, jest oczywiste, że kawałki w języku polskim trafiają do większej grupy odbiorców i uderzają z większą siłą. Mówimy oczywiście o POLSKIEJ publiczności, do której się zwracamy tą płytą. Dodatkowo nasz ojczysty język jest naprawdę piękny i ciekawy. Chcemy z tego korzystać.

Czy trudno było przestawić się z tekstów i wokali w języku angielskim na polski?

Bardzo dobre pytanie! To było BARDZO TRUDNE wyzwanie. Polski nie jest najłatwiejszym językiem do śpiewania choćby przez wszystkie trudne głoski, jak ć, ź, ż itd. Wymaga on również większej dokładności w śpiewaniu i pomysłowości w pisaniu piosenek. Pisząc po angielsku, ma się jednak tę świadomość i bufor bezpieczeństwa, że nie każdy to zrozumie, przynajmniej w wersji koncertowej, hehehe. Tutaj takiej opcji nie ma, dlatego wszystko musi być przemyślane i z sensem. Jednak na pewno łatwiej się do polskich tekstów odnieść i się z nimi utożsamić, w końcu jest to nasz ojczysty język. Na szczęście mimo tego, że jest trudny, jest też bardzo bogaty, co daje dużo możliwości. Mam nadzieję, że trafiliśmy w gusta naszych przyjaciół i odbiorców naszej muzy.

Kiedy będziemy mogli sprawdzić efekt tej językowej transformacji? Planujecie jakiś singiel?

Tak, planujemy przed premierą płyty udostępnić 1 lub 2 numery. Nasze premierowe utwory, jak i cały materiał będzie dostępny na naszym profilu YouTube. Oczywiście, wraz z premierą planujemy wznowić naszą działalność koncertową i w ten sposób prezentować publiczności nasz materiał.

Czy w sferze muzycznej też zaszły jakieś zmiany? Co znajdziemy na płycie „Bramy”?

Na płycie znajdzie się mega wybuchowa mieszanka rocka, metalu i hardcore’u. Jest to styl, który kreujemy już od kilku lat i w końcu nabrał on takiego wyrazu o jaki nam chodziło. Będzie mocno, ale też bardzo melodyjnie. Są elementy drapieżne oraz stonowanie. Współgranie gęstej perkusji i ciężkich gitar z melodyjnymi wokalami daje efekt ciekawego kontrastu, jak i również pokazuje z jak wielu źródeł czerpaliśmy inspiracje.

Gdzie i jak długo powstawał Wasz debiutancki album? Jak oceniacie efekt końcowy?

Utwory, które znajdują się na albumie, to mieszanka kompozycji już przez nas wcześniej granych, jak i zupełnie nowych. Szkielety utworów, pojedyncze riffy każdy z nas kreuje w domowym zaciszu, abyśmy mogli je potem wspólnie połączyć na próbie. Są pojedyncze wyjątku, ale w 90% jest tak, że każdy ma swój osobisty wkład w każdy utwór. Sferą muzyczną zajmują się głównie Krystian i Andrzej. To, co słyszymy jak najbardziej nas satysfakcjonuje, chcemy już to pokazać światu! Nagrywanie tego materiału rozpoczęliśmy w sierpniu zeszłego roku. Rejestrowanie warstwy muzycznej zajęło nam łącznie około 2 tygodni. Jako, że wokalistów mamy aż trzech, to z nagrywaniem wokali było najwięcej „zabawy”. Chcieliśmy, aby wszystko wyszło możliwie najlepiej, dlatego zajęło to dość dużo czasu. Nagranie muzyki samej w sobie nie było jednak tak upierdliwe, jak cała, tak zwana „kosmetyka”, czyli robota typowo studyjna, dopieszczanie szczegółów. Realizacją albumu zajął się Michał „Miotła” Grabowski z Black Team Media.

Swój styl określacie mianem rock&core. Co to oznacza w praktyce? Jacy muzycy czy zespoły Was inspirują?

Rock’n’core to taka nasza wewnętrzna, umowna nazwa. Jest to połączenie ciężaru i szybkości muzyki metalowej, czy hardcore`owej z melodyjnymi, czasem awangardowymi, rockowymi wstawkami. Rock`n`core to kwintesencja i połączenie naszych własnych gustów muzycznych. Każdy z nas ma nieco inne inspiracje, słuchamy praktycznie każdej dobrej muzyki i staramy się je lekko „przemycać” do naszej twórczości, poczynając od Depeche Mode, a kończąc na Panterze, czy Behemoth. Jednakże nie chodzi nam o to, by ludzie widzieli tylko inspiracje, lecz przede wszystkim NASZ pierwiastek.

Kto powinien sięgnąć po nowy album Messy? Czy to płyta tylko dla entuzjastów mocnego, rockowego grania?

Każdy powinien po nią sięgnąć. Mimo, że płytę charakteryzuje raczej ostre brzmienie, to jednak warstwa liryczna i cała oprawa sprawia, że jest ona zjadliwa dla praktycznie każdego kto chce posłuchać czegoś nowego i świeżego. Liczymy na to, że zainteresują się nią nie tylko fani rockowego grania, myślę, że każdy znajdzie na tej płycie coś dla siebie.

Czy potraficie już przybliżyć datę premiery krążka „Bramy”? Wydacie go własnym sumptem czy poprzez wytwórnię?

Premierę albumu planujemy w marcu. Zostanie ona wydana całkowicie własnym sumptem. Od kilkunastu miesięcy odkładamy wszystkie pieniądze zarobione na koncertach i przeznaczyliśmy na nią właśnie nas własny budżet. Liczymy, że wytwórnie po wydaniu będą walić drzwiami i oknami :)

Jak wyglądają Wasze plany koncertowe na najbliższe miesiące i sezon festiwalowy?

W planach mamy zaplanowany pierwszy koncert premierowy, który odbędzie się 27.03.15 w Olsztynie w klubie Nowy Andergrant. Tydzień później gramy w Ostródzie na świetnej imprezie – Reshape Fest, organizowanej przez naszych znajomych z zespołu Reshape, gdzie oprócz nich wystąpi również m.in. Materia. Reszta planów ciągle jest jeszcze w ruchu, ale niedługo podamy wszystkie szczegóły. Chcemy, żeby się działo, szczególnie na początku, bo nie graliśmy już od kilku miesięcy i czujemy ogromny głód koncertów!

Dziękuję za rozmowę, ostatnie słowo należy do Messy!

Również dziękuję za rozmowę i pozdrawiam czytelników portalu MusicLovers.pl. Do zobaczenia na koncertach!