Muzyczny pojedynek Grubsona i Krzysztofa Zalewskiego pod szyldem RedBull Soundclash obfitował w wiele zwrotów akcji. Aranżacje w stylu disco, retro oraz reggae pozwoliły na zagranie znanych numerów w nowych wersjach. Skąd się wziął taki pomysł?

„Kurier” Zalewskiego to utwór wykorzystany na ścieżce dźwiękowej filmu pod tym samym tytułem w reżyserii Władysława Pasikowskiego. „Na szczycie” Grubsona jest przebojem, który na YouTubie ma ponad 100 milionów wyświetleń. Podczas muzycznego pojedynku utwory te zabrzmiały w wersjach retro, stylizowane na lata 20. I 30. XX wieku. Bardziej przekonująco zaprezentował się Grubson, ale sprawdźmy, skąd w ogóle wziął się soundclash.

Wracamy na Jamajkę

Pochodzące z języka angielskiego słowo „soundclash” można dosłownie przetłumaczyć jako „zderzenie dźwięków”. I w zasadzie więcej nie trzeba już dodawać. Bo soundclash to pewnego rodzaju konkurs muzyczny, w którym wykonawcy rywalizują ze sobą, starając się wzbudzić zachwyt i zainteresowanie publiczności. Ta swój entuzjazm wyraża poprzez głośne oklaskiwanie. Artysta, który otrzyma większe owacje, wygrywa. Proste, prawda? Soundclash ma długą i ciekawą historię, która związana jest z Jamajką oraz kulturą reggae i dancehall. Historia soundclashu sięga lat 60. XX wieku, kiedy to ustalono zasady pojedynków. Określono liczbę uczestników oraz rund, a następnie przygotowano sposób ich przebiegu oraz czas trwania. W kwestii oceny rywalizujących ze sobą sound systemów do dziś nic się nie zmieniło. O zwycięstwie decyduje publiczność, która po występie odpowiednio hałasuje, bije brawa lub podnosi ręce, w ten sposób wskazując swojego faworyta. 

Na początku podczas rund rywalizujące sound systemy wypuszczały po trzy lub cztery numery. Mogły to być kawałki tematyczne, riddimy lub utwory, które wykonywali wyłącznie wokaliści. Wykonawcy występowali naprzemiennie, a emocje rosły w miarę zbliżania się do końca. Zwykle większy entuzjazm publiczności wzbudzały dubplate’y, czyli utwory wytłoczone w jednym lub kilku egzemplarzach, którymi mógł się pochwalić tylko konkretny sound system. Jeśli aprobata publiczności była wówczas niezwykle wysoka, oznaczało to wyższość danego wykonawcy nad przeciwnikiem. Poza materiałem muzycznym liczył się również timing (zagranie muzyki w odpowiednim momencie), właściwa „nawijka” rozgrzewająca publiczność oraz argumenty poniżające rywala (oczywiście w granicach kultury). Zwycięzca zdobywał trofeum. Zwykle był to puchar lub nagroda pieniężna oraz miano najlepszego.

Red Bull SoundClash

Red Bull przeniósł jamajską tradycję w czasy współczesne. W ramach Red Bull SoundClash podczas jednego wieczoru występują dwaj artyści. Najpierw jest warm up, czyli rozgrzewka przed walką, podczas której grają po trzy utwory. W części The Cover poprzeczka idzie wyżej. Artyści wybierają utwór, który wykonują we własnym stylu. Podczas The Take Over jeden z artystów zaczyna grać utwór, który w trakcie przejmuje jego przeciwnik i gra dalej, ale w swoim stylu. W The Clash ponownie grane są autorskie numery, jednak tym razem ich styl narzuca DJ. W tej kategorii muzycy wykazują się swoimi umiejętnościami trzykrotnie. The Wildcard to ostatni etap w drodze do zwycięstwa. Zawodnicy, którym towarzyszy wyjątkowy gość, wykonują po jednym utworze. Na zakończenie zwycięzca gra swój utwór.