Artur Rojek powraca z nową płytą. W piątek 13 marca 2020 r. premierę miał drugi solowy album artysty.

Sześć lat od debiutanckiego solowego krążka pt. Składam się z ciągłych powtórzeń (2014), który sprzedał się w ponad 60 tys. egzemplarzy, Artur Rojek powraca z nową porcją muzyki. Zawierający 10 utworów Kundel to opowieść o zwykłości oraz, jak mówi sam autor, o docenianiu tego, co się ma i o miłości, która zawsze jest nadzieją.

Osobiście uważam, że aby opisać czy mówić o dawnej twórczości Artura Rojka, która do mnie trafia w sposób szczególny, trudno jest znaleźć odpowiednie słowa, a należałoby po prostu usiąść i słuchać. Wsłuchać się w tekst i odnaleźć treści, jakie do przekazania ma autor, dostrzec wrażliwość i estetykę w podanej muzyce. Przysłuchałam się najnowszym utworom od Artura Rojka i postaram się pokrótce podzielić moją refleksją.

– Każdy z nas jest taki sam. Każdy z nas jest na początku bardzo zwykły, tak jak postać na tej płycie. Dopiero z czasem staramy się od siebie odróżnić. Potem, jak wpadamy w pewną sterowalność zewnętrzną, zaczynają się problemy: kim tak naprawdę jesteśmy? Ja, stając przed takim problemem, postanowiłem zwrócić się do potrzeby zwykłości – do tej wykluczonej zwykłości – mówi Artur Rojek. Definicją „zwykłości” jest dla mnie spokojny utwór W nikogo nie wierzę tak jak w Ciebie. Przejawia się ona zarówno w tekście, jak i w muzyce. Piosenka, obleczona niezwykłym głosem, wykłada znaczenie terminu „prostota” poprzez obraz ludzkich relacji. Zdecydowanie mój numer 1 tej płyty.

W teledysku elektrycznej piosenki Bez końca widzimy Artura Rojka w specyficznym tańcu. Wokalista wyznał, że utwór ten jest dla niego jednym z najbardziej emocjonalnych z tej płyty. Jest to opowieść o emocjach, jakie targają człowiekiem i o niekończącej się tęsknocie za miłością, która daje ukojenie. Współczesne brzmienie ciekawie komponuje się z poetyckimi wersami. „Gasisz we mnie wojny i przykładasz lód. Bierzesz mnie za rękę, gdy porywa nurt (…)”. Po pierwszym usłyszeniu kawałek ten w ogóle mnie nie zachwycił, jednak jakaś cząstka chciała posłuchać raz jeszcze, a później kolejny… I tak, ostatecznie po kilku razach, z całą świadomością mogę powiedzieć, że przypadła mi do gustu z całą jej „dziwnością”.

Liryczną propozycją jest także piosenka z niemieckim akcentem pt. Fur meine liebe Gertrude. Spokojna, snująca się piosenka w pewnym momencie może zaskoczyć (pozytywnie lub negatywnie) tekstem w języku niemieckim. Dla niektórych – jakiegoś rodzaju nowatorstwo; dla mnie – całkowicie niezrozumiały kawałek treści. Ale właśnie. Treść przekazywana jest nie zawsze w słowach. Czasem najwięcej przesłania kryje się w tym, co słowem nie jest. Tak więc – czy to zły zabieg? Może powinnam tego nie rozumieć? Może czasem jakaś część powinna być zakryta i owiana tajemnicą? Jak każdy, interpretuję to na swój sposób…

W mojej kwestii z zachwytów i plusów to by było na tyle. Pozostałe piosenki nie urzekły mnie niczym specjalnym tak, aby przykuły moją uwagę i sprawiły, że z chęcią ustawię krążek na odtwarzanie zapętlone. Album nasycony syntezatorami z wybitnym, wyjątkowym wokalem Rojka. Niektóre utwory wydają się zwykłe, pozbawione niezwykłości, gdy nagle pojawia się ciekawe, zaskakujące brzmienie. Z tekstów można wyciągać wiele interesujących cytatów. Uznaję tę cechę i jako plus, i jako minus, ponieważ brakuje mi pewnej ciągłości, jedności. Na pewno nie mogę odebrać Rojkowi poetyckości tekstów. Zawartość słowna jego utworów zawsze obfitowała w naprawdę zaskakujące i dające do myślenia metafory. Ubierać w słowa to on naprawdę potrafi. Tym razem również tak jest, z tym jednak mankamentem, że przez większą część tych 10 piosenek człowiek ucieka myślami daleko od słuchanych treści, a tylko niektóre, mocniejsze, bardziej wybijające się wersy uderzają i zapadają w pamięć.

Kundel proponuje ciekawe zabiegi muzyczne oraz garść złotych myśli, jednak dla mnie jest to wszystko nazbyt „poszatkowane”. Najmocniejszym elementem jest zdecydowanie i niewątpliwie wokal Artura Rojka. Wierzę jednak, że spore grono odbiorców odnajdzie część siebie w Kundlu.

– Nie mówię o zwykłości, która dzisiaj jest modna: ludzie pokazują, że są zwykli. Tu chodzi o prawdziwą zwykłość, której nie widać – ona nie walczy, nie kłóci się o uwagę – tak mówi o swoim drugim albumie Artur Rojek w podcaście Marcina Cichońskiego „Po stronie kultury”.

Każdy człowiek na każdą sprawę patrzy po swojemu. Każdy odbiera świat inaczej. Subiektywizm. Według mnie „zwykłość” rzeczywiście można odnaleźć w płycie pt. Kundel, jednak czy jest to motyw przewodni krążka? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi.

Moje podsumowanie jest krótkie: Kundel to „ochy”, ale bez „achów”.