Rockowe ballady, country i lata 70. Tak gatunkowo można opisać nowy album Lady Gagi, nazwany imieniem cioci artystki- „Joanne”. Pierwsze wrażenie po premierze minęło, więc postanowiłem go ocenić z perspektywy czasu.

Album otwiera lekka kompozycja o spokojnej melodii znanych nam z akustycznych aranżacji popowych utworów. Choć nigdy nie byłem wielkim fanem wolniejszych kawałków Gagi, Diamond Heart jest ich przeciwieństwem. Idealnie wprowadza w zachodni nastrój albumu i jest jednym z najbardziej udanych produkcji Gagi. Kolejne nagrania na trackliście to świetnie wyprodukowane przez Marka Ronsona, BloodPop i RedOne`a piosenki- jedne z najbardziej wpadających w ucho na płycie. Ich pop rockowa melodia i rytm, jak w dyskotece w latach 70. porywają do tańca, ale i szybko zapadają w pamięć. Mowa tu przede wszystkim o moich faworytach: A-Yo (moim zdaniem zasługuje na teledysk, którego akcja dzieje się na dzikim zachodzie), Dancin’ In Circles czy ulubieniec fanów John Wayne.

Następnie na trackliście widnieje pierwszy singiel zapowiadający album- Perfect Illusion. Utwór zdobył pozytywne recenzje krytyków. Moim zdaniem (bardzo nieobiektywnym, jako wielki fan Gagi) piosenka jest genialna i była doskonałą zajawką albumu. Powtarzane jak mantra „it wasn’t love, it was a perfect illusion” wbija się do głowy i nie chce z niej wyjść. Po tak przebojowym utworze przychodzi czas na refleksję, którą przywołuje kolejny singiel z płyty- Million Reasons. Oba single nawiązują do rzeszy fanów oraz do niespełnionych miłości artystki.

Przed premierą płyty krążyły plotki, że Gaga zerwała swoje zaręczyny z Taylorem Kinneyem. Czyżby Gaga śpiewała właśnie o nim? Z całym szacunkiem dla Gagi, musimy być wdzięczni Taylorowi. Być może gdyby nie on, nie powstałaby tak dobra pod względem artystycznym i estetycznym płyta. Innym utworem, który także zasługuje na pamięć jest Angel Down, wyprodukowany przez RedOne`a, który współpracował z Lady Gagą przy tworzeniu jej debiutanckiej płyty. Muszę przyznać, że ich wspólna kompozycja jest zwieńczeniem ich ciężkiej pracy przez lata. Choć utwór bardzo odbiega od elelctro-popu znanego nam z Poker Face, to jest to wciąż świetne nagranie, które wokalnie może spodobać się nie tylko miłośnikom popu. Zresztą, jak cały ten album.

Dla Lady Gagi jako twórcy piąta solowa płyta jest wręcz rewolucyjna. Kontrast pomiędzy elektronicznym i szalonym ARTPOP-em a rockową, estetyczną Joanne jest wręcz nie do opisania. Czy zmiana konwencji z muzyki tanecznej w nastrojowe country to znak, że Lady nie jest już „Gagą”? Nic bardziej mylnego! Jestem skłonny stwierdzić, że Gaga nigdy się nie zmieni. John Wayne ma zadatki na feministyczny, wręcz antymęski hymn, a Dancin’ in Circles mówi o masturbacji. Jedno jest pewne- Stefanie Joanne Germanotta nigdy nie przestanie nas szokować. I chwała jej za to.