Wydany wczoraj „Ostatni bastion romantyzmu” duetu Karaś/Rogucki jest zupełnie nowym rozdziałem w twórczości obu muzyków. W zeszłym roku The Dumplings i Coma zawiesiły swą działalność. Panowie nie próżnowali i wspólnie stworzyli materiał jakiego, śmiem twierdzić, nie było jeszcze na polskiej scenie. Międzypokoleniowe połączenie elektronicznych bitów spod ręki Kuby Karasia i tekstów oraz wokalu Piotra Roguckiego dało nową jakość.

Tematem przewodnim albumu jest oczywiście miłość, co nie może dziwić biorąc pod uwagę tytuł, jak i datę premiery dzieła. Nietrudno jednak znaleźć nawiązania do szeroko komentowanych spraw. Poruszane są kwestie klimatu (np. „Katrina”,”Nie mogę spa攄Witaminy”) emigrantów z Azji i Afryki ( m. in. „Świecę we wszystkich kierunkach”, „La petite mort”), czy wojen (znów choćby „Katrina”, „La petite…”). Słuchając tej płyty odkryjecie zapewne jeszcze więcej nawiązań.

Także na samą miłość artyści spojrzeli bardzo wnikliwie, z uwzględnieniem jej ciemnych stron. Piotr Rogucki już na początku, w „Kilku westchnieniach” wbija szpilę portalom plotkarskim i tabloidom. Wyrzuca z siebie złość na media, które opisują życie prywatne gwiazd, śledząc je na każdym roku. „Bolesne strzały w serce” mówią o odrzuceniu, wręcz błaganiu o zainteresowanie. W kolejnych utworach artysta śpiewa o zatraceniu się w uczuciu i podejmowaniu ryzyka w pogoni za szczęściem. Jak zaś daje do zrozumienia w „Witaminach”, miłość i życie wraz z ukochaną osobą ułatwia borykanie się z problemami. „Ciociosan” jest głosem dojrzałego mężczyzny, którego miłość zdaje się zakazana, gdyż zakochał się w dużo młodszej dziewczynie. Nie potrafi on jednak walczyć z tym, co czuje. „Katrina” i „Taka ilość słońca” są z kolei podszyte lękiem, że uczucie przeminie.

Zorientowani w klasyce rocka słuchacze wyłapią też, że w końcówce „Katriny” słychać głos Iana Gilliana ze słynnego przeboju „Child in time” grupy Deep Purple. Ten swoisty hołd czyni według mnie utwór jeszcze lepszym.

Przy pierwszym zetknięciu materiał może wydać się nielogicznym zlepkiem słów to po uważnym przesłuchaniu moje odczucia są zgoła odmienne.  Płyta zarówno na płaszczyźnie tekstowej, jak i muzycznej wyróżnia się perfekcyjnym dopracowaniem i dbałością o szczegóły. Znajdą dla siebie na niej co nieco zarówno zwolennicy spokojniejszych rytmów (np. „Nie mogę spać”) jak i fani, którzy szukają energetycznych melodii („Witaminy”). Kto jeszcze nie słuchał „Ostatniego bastionu romantyzmu”, niech więc nadrobi to jak najszybciej.