Wyświechtana teoria mówi, że prawdziwym testem dla artystów jest druga płyta. Dzisiejszą premierą albumu „ATAK” WaluśKraksaKryzys zdał ów egzamin bez najmniejszego problemu.

Po zapoznaniu się ze świeżymi kompozycjami Walusia mam wielką nadzieję, że tytuł „ATAK” okaże się swoistą wróżbą. Mamy bowiem do czynienia z artystą ulicznym pełną gębą, który powinien zaatakować głośniki słuchaczy spragnionych wściekłej, zbuntowanej i niosącej mocne treści alternatywy. Równocześnie trzymam kciuki za to, by ten rebeliancki duch nie zanikł w Walusiu, a jego twórczość nie została nigdy skalana komercją.

W odróżnieniu od „MiłegoMłodegoCzłowieka” nowe wydawnictwo zostało zrealizowane w profesjonalnych warunkach nakładem Mystic Production, co tylko zadziałało na jego korzyść. Na „ATAKu” wszystko jest „bardziej”, ze szczególnym uwzględnieniem tekstów oraz jakości produkcji, ale także promocji.

Autorem zarówno tekstów, jak i muzyki (poza utworem „TUŻ PRZED PÓŁNOCĄ” nagranym wspólnie z Królem) jest na albumie sam Waluś. Opowiada on o swoich pokręconych i trudnych relacjach z kobietami oraz suto zakrapianych eskapadach, z wybrykami na granicy prawa w tle. W utworach wplótł również kilka politycznych odniesień, które w realiach Polski stanowią coraz większą wartość (jak np. słowa „Niech żyje wolnośc, wolność i swoboda, w tym pięknym kraju…”).

WaluśKraksaKryzys dołącza „ATAKiem” do wydłużającej się listy moich koncertowych planów na postpandemiczną rzeczywistość. Jestem przekonany, że po odsłuchu „ATAKu” przynajmniej część z Was też nie będzie mogła doczekać się szansy pójścia na jego koncert.