Dwa lata minęły od wydania debiutanckiego krążka A kysz Darii Zawiałow. Spotkał się on ze świetnym odbiorem słuchaczy. Czy artystka pokonała klątwę drugiego albumu i stanęła na wysokości zadania?

Album pt.: Helsinki miał swoją premierę 8 marca. Okładkę dostajemy iście wakacyjną, przywołującą słoneczne klimaty. Co ciekawe artystka w Helsinkach nigdy nie była, a zaintrygowana została tym klimatem z książek m.in Tove Janson – tym ciekawiej się to wszytko jawi.

Zanim jeszcze płyta miała swoją premierę, mogliśmy uświadczyć singiel promujący album we wrześniu ubiegłego roku pt.: Nie dobiję się do Ciebie. Utwór można powiedzieć wygłasza powtarzający się tytuł w rozpaczliwym refrenie niczym mantrę. W tle natomiast słyszymy ciężką elektronikę, która jakby współgra z owym klimatem. Nie będę ukrywał, że nie przekonała mnie ta piosenka, mimo to chciałem się dowiedzieć co jeszcze przygotowała Daria Zawiałow na nowym krążku.

Niedawno wyszedł klip do utworu Szarówka – klip przyciągający w swojej urzekającej historii. Piosenka zdążyła już zawojować na Liście Przebojów Programu Trzeciego i wspięła się na pierwsze miejsce.

Płynne szczęście to piosenka otwierająca album – mam nadzieję, że nie przesadzę jeśli powiem, że sposób w jaki Daria tu śpiewa od razu przywołuje mi na myśl Edytę Bartosiewicz. Ten przyjemny utwór daje nam łagodnie wejść w Helsinki. Moją sympatię zyskał utwór Punk Fu – zgrabny, energiczny utwór. Warto wspomnieć również o Gdybym miała serce. Świetny transowy numer, z chwytliwą gitarą, który brzmi niczym piosenka z lat 80.

Reasumując: Album Helsinki to płyta z pewnością eklektyczna. Mamy tu kilka utworów z wyczuwalnym onirycznym klimatem, które wprowadzają już wcześniej wspominane transowe brzmienia – dzieje się to również za sprawą wprowadzonej dużej dawki elektroniki, syntezatorów i bitów które powodują takie właśnie klubowe (połączone z muzyką rodem z lat 80.) brzmienie. Dla przeciwwagi mamy również lżejsze i chwytliwe numery ze sporą dawką energicznego rocka, których się słucha naprawdę dobrze.

Miło patrzeć, kiedy młoda artystka nie spoczywa na laurach i szuka siebie – szuka własnego miejsca w muzyce. Wydaje mi się, choć mogę się mylić, że nie znajdziemy tu hitów na miarę Miłostek, Kundla Burego, czy Malinowego Chruśniaka, ale myślę też, że nie o to w muzyce chodzi. Z pewnością wrócę jeszcze do Helsinek, aby ta bardzo świeża jeszcze muzyka wybrzmiała do końca, bowiem w tym małym pudełku bardzo wiele się mieści i ten materiał z pewnością nie raz nas jeszcze zaskoczy.