Jeśli miałabym wybrać mężczyznę, który będzie czarował mnie głosem regularnie to z pewnością wyciągnęłabym dłoń w kierunku Rogera Watersa. 73-latek udowadnia, że w muzyce wiek jest nieistotny. Doświadczenie, obycie sceniczne i perfekcyjne trafianie w serca odbiorców to klucz do sukcesu. To ostatnie wybitnie mu się udaje. Urzeka zarówno swoich rówieśników jak i młodszych słuchaczy.

2 czerwca ukazała się kolejna solowa płyta artysty ,,Is This The Life We Really Want”. Pisaliśmy o niej na łamach naszego portalu.

Już na początku trzeba przyznać, że oczekiwania względem Watersa były bardzo duże. Wszyscy patrzymy na muzyka przez pryzmat Pink Floydów i ich sukcesów z dawnych lat. Pragniemy podczas odsłuchu zostać przysłowiowo ,,wbici w fotel”.

Na nowym krążku znalazło się 12 utworów:

1. When We Were Young
2. Déja Vu
3.The Last Refugee
4. Picture That
5. Broken Bones
6. Is This The Life We Really Want?
7. Bird In A Gale
8. The Most Beautiful Girl
9. Smell The Roses
10. Wait For Her
11. Oceans Apart
12. Part of Me Died

W powstawaniu nowych kompozycji i występach studyjnych Rogerowi Watersowi towarzyszyli: Nigel Godrich (aranże, klawisze, gitara), Gus Seyffert (gitara, gitara basowa, klawisze), Jonathan Wilson (gitara, klawisze), Joey Waronker (perkusja), Roger Mannning (klawisze), Lee Pardini (klawisze) oraz Lucius (śpiew), Jessica Wolfe i Holly Proctor.

Płyta uznawana jest za kontynuację krążka,, Amused To Death” wydanego w 1992 roku. Wtedy muzyk inspirował się m.in. wojną w Zatoce Perskiej, wpływem globalizacji i mediów na człowieka. Po 25 latach ponownie chce za pośrednictwem muzyki oddać ludzkie nastroje i niepokoje współczesnego świata. A tych niestety jest jeszcze więcej. Do globalizacji, wszechobecnego pośpiechu, zakłamanej telewizji, dołączył również temat uchodźców. Największy problem, którego nie zauważamy tkwi w nas samych, a nadziei na zmianę sytuacji jest coraz mniej.

U Rogera Watersa jak zwykle nie zabrakło inspiracji. Tekst dziesiątego utworu pod tytułem „Wait For Her” opiera się na angielskim tłumaczeniu poematu Mahmouda Darwisha  – ,,Lesson from the Kama Sutra”.

Na płycie nie zabrakło również odwołań do Boga. Roger Waters stawia hipotezy odnośnie tego, co uczyniłby, gdyby sam był wszechmocny. Być może rozwiązałby sprawy z którymi Stwórca sobie nie poradził?

Płyta jest niezwykle osobista i trochę przypomina mi spowiedź. Momentami podchodzi również pod apel. Apel człowieka, który chce uświadomić nam coś bardzo ważnego. W sposób przejmujący i bardzo refleksyjny. Na jednym odsłuchu z pewnością się nie skończy. Mam nadzieję, że ,,Part of Me Died” (ostatni utwór z płyty) nie jest pożegnaniem.

Rogers Waters nie zawiódł. Myślę, że płyta znajdzie się wśród moich ulubionych krążków i z nadzieją będę oczekiwać na kolejny.